Barszcz: Rozważam rezygnację



ROZMOWA ZE Zbigniewem Barszczem, prezesem Podlasia Biała Podlaska

Rozważam rezygnację

Fotel prezesa jest niewygodny?

- W tej chwili bardzo niewygodny. Od pierwszego dnia pracy nie było łatwo. Nie było mi dane, by rządzić normalnie. Cały czas brakuje.

Dlaczego?

- Finansowanie jest niestabilne. Nie ma skąd pozyskiwać środków. Zapewne jest to uwarunkowane faktem, że nie mamy gdzie grać. Potencjalni sponsorzy nie mają gdzie się reklamować.

Dług zapewne nie będzie malał...

- Mamy 130 tysięcy na minusie. Życzyłbym sobie, by się zmniejszał. W listach do prezydenta oraz podczas walnego mówiłem, jak do tego doszło. Nie ma innej rady. Rządzi się tym, co się ma.

Od lat wiadomo, że głównym sponsorem jest miasto, jednak to nie są środki, które pozwalają na normalne funkcjonowanie...

- Tak naprawdę jesteśmy biednym krewnym większości drużyn. W tym momencie mamy połowę budżetu, którym powinniśmy dysponować. Wcześniej były środki z trzech spółek miejskich. Teraz z jednej. Wystarcza to na pół roku, a nie cały. Tak to wygląda.

Niepokojącą informacją jest fakt, że osoby rezygnują ze stołków w zarządzie i komisjach...

- Pracujemy społecznie, a trzeba poświęcić trochę czasu. W Białej Podlaskiej nie ma firmy, która chciałaby wejść w sponsorowanie piłki nożnej. Miasto wykłada duże pieniądze, lecz to wszystko nie wystarcza na trzecią ligę. W tym momencie nie stać nas na grę na tym poziomie rozgrywkowym. Członkowie zarządu i ja również staniemy pod ścianą. Spotkamy się na zarządzie i podejmiemy decyzję. Stanisław Lewczuk został do momentu nadzwyczajnego.

W tym momencie jest czterech ludzi na stołkach...

- Teoretycznie. Przemysław Grajek nie pojawia się na zarządach. Jestem ja, Cezary Hince, Stanisław Lewczuk.

Przed nami trudne czasy Podlasia?

- Nie ma gdzie, nie ma za co. Próbowaliśmy z PSW, AWF-em. Nie można doprowadzić do tego, by szkoły mocno pomogły. Może coś się zmieni. Będziemy próbować, by Podlasie grało w Białej Podlaskiej, a nie na wyjazdach.

Bierze pan pod uwagę rezygnację?

- Tak. Brakuje stabilności. Budżet planujemy od czerwca do lipca. Gdy w styczniu dowiadujemy się, że tego i tego nie dostaniemy, ciężko później działać.

Jest szansa, żeby było lepiej?

- Zobaczymy. Po spotkaniu w Urzędzie Miasta są symptomy lepszej przyszłości. Będę rozmawiał z prezydentem. Być może coś się wydarzy.

Do dzisiaj nie wiemy, w której lidze zagra Podlasie...

- To jest szok. Tyle czasu to trwa. Za chwilę rozpocznie się okres przygotowawczy, a my nie wiemy, czy będziemy występować na tym samym, czy niższym poziomie rozgrywkowym.

W jednym z klubów trzecioligowych zarząd otrzymuje za swoją pracę 15 tysięcy złotych do podziału. Ile pan "wyniósł" z Podlasia w czasie prawie czteroletniej kadencji?

- Ani złotówki. Statut mówi jasno, że pracujemy społecznie. A to, co się dokłada, niech zostanie tajemnicą. Nie mam nawet druków, by rozliczyć delegację. U nas tego nie ma.