Bożyk: Nie ma mowy o rewolucji.



ROZMOWA Z Arturem Bożykiem, nowym trenerem Orląt Radzyń Podlaski

Nie ma mowy o rewolucji.

Jak długo trwały negocjacje z władzami Orląt?

- Bardzo krótko. Zapytanie otrzymałem 30 grudnia, jeszcze przed końcem starego roku spotkaliśmy się w Radzyniu Podlaskim, a 2 stycznia oficjalnie podaliśmy sobie ręce z prezesem Krzysztofem Grochowskim.

Jakie tematy wymagały największych negocjacji?

- Od razu powiem, że jeśli chodzi o kwestie finansowe, bardzo szybko doszliśmy do porozumienia. Negocjacje? Bardziej nazwałbym to wypracowaniem wspólnej wizji pracy w Orlętach.

Czyli?

- Chodzi o organizację pracy. Zarząd wykazał się bardzo dużym zaufaniem w tej kwestii, a nie ukrywam, że było to dla mnie kluczowe. Patrzę na klub nie tylko przez pryzmat seniorów, ale również przez grupy młodzieżowe. To bardzo ważny temat. Jestem wyznawcą dawania szansy gry miejscowej młodzieży. Lubię i będę chciał wprowadzać młodych zawodników do pierwszej drużyny.

Możemy spodziewać się dużych przetasowań w składzie?

- Już wcześniej zostały podjęte decyzje, iż wiosną w zespole nie zagrają: Rafał Nowak, Michał Sadowski oraz Mariusz Chmielewski. Mam pierwsze nazwiska w głowie, ale z oczywistych powodów nie mogę ich podać. Chciałbym, by zespół miał tożsamość. Liczę, że uda się sięgnąć po zawodników z okolicy. Nie będę chciał rozbudowywać kadry. Skupimy się na obecnych graczach. Jestem tego zdania, że można z graczy wyciągnąć jeszcze więcej. Nie ma mowy o rewolucji. Nie przywykłem do robienia mocnych transferów. Interesuje mnie rozwój tych, których już mam i wizja, by stawali się lepszymi piłkarzami.

Z tego, co wiem, kilkukrotnie odrzucałeś oferty z wyższych lig. Dlaczego?

- Patrzę szeroko na klub, w którym miałbym pracować. Brakowało konkretów. W Orlętach wszystko poszło bardzo szybko. Związałem się półroczną umową. Mam do wykonania ściśle określony cel. Mamy utrzymać się w trzeciej lidze.

Umowa półroczna to chyba trochę niewygodne?

- Ale ja tak funkcjonowałem przez cały czas w Chełmie. Nie podpisywałem długich umów. To ludzie, którzy zarządzali klubem, po każdej rundzie czy sezonie byli zadowoleni z naszej współpracy i siadaliśmy do stołu. Nie miałem oczekiwań, by zapewniać sobie spokój długim kontraktem. Nie odkryję Ameryki, jeśli powiem, iż zadowolenie pozwala myśleć o przyszłości.

Jak zespół utrzyma się w lidze, będziesz miał możliwość, by złożyć autograf na kolejny czas w Radzyniu Podlaskim?

- Takie mamy ustalenia. Czuję potrzebę zbudowania relacji z piłkarzami, ludźmi z zarządu czy kibicami. Przyszedłem w okolice, skąd pochodzi moja rodzina: Radzyń Podlaski, Biała Podlaska. Rodzice pochodzą z okolic Sławatycz.

Przeniesiesz się do Radzynia Podlaskiego?

- Od kilkunastu lat mieszkam w Lublinie, ale będę często w Radzyniu. Jednym z punktów naszej umowy jest to, że będę miał zapewniony nocleg i to na obiekcie Orląt w budynku klubowym.

Tam na górze?

- Oglądałem pomieszczenie. Mam wizję fajnego mieszkanka. Trzeba trochę odmalować, wnieść sprzęt i będzie fajnie.

Będziesz nanosił korekty do terminów i rywali w sparingach?

- W żadnym wypadku. Przecież ustaleń trzeba dotrzymywać. Nie mam zamiary zmieniać planów. Być może zagramy jeszcze jedną grę w środku tygodnia.