Teraz "Lord" będzie pomagał Kołeckiemu przygotować się do walki z "Pudzianem"

Zawodnik rodem z Bark zrobił sobie piękny prezent na 24. urodziny. Michał Oleksiejczuk wygrał pierwszą walkę w federacji UFC.



W 94 sekundy

"Lord" triumfował podczas gali UFC on ESPN+3 w Pradze. Wracający po rocznej przerwie od startów zawodnik znokautował już w pierwszej rundzie Giana Villante. Nasz reprezentant trafił potężnym lewym sierpem pod łokieć Amerykanina. Ten skrzywił się po zadanym ciosie i padł na matę. Michał błyskawicznie doskoczył do bardziej doświadczonego rywala i dopełnił formalności. Walka z 33-latkiem trwała 94 sekundy.

Duże pieniądze

Federacja doceniła postawę Oleksiejczuka. 24-latek otrzymał bonus w wysokości 50 000 dolarów. Ponadto nagrody w takiej samej wysokości otrzymali: Thiago Santos za nokaut na Janie Błachowiczu, Stefan Struve za poddanie Marcosa de Limę, Dwight Grant za nokaut na Carlo Pedersolim.

 

 

ROZMOWA Z Michałem Oleksiejczukiem, zwycięzcą walki podczas gali UFC on ESPN+3 w Pradze

W tygodniu podziękuję temu, który nas stworzył

Chyba za mocno się nie spociłeś podczas walki?

- 94 sekundy i koniec. Poszło wszystko sprawnie. Będę zadowolony, gdyby tak było za każdym razem.

Niedawno wspominałeś, podobnie jak trener Mirosław Okniński, iż rywal jest piekielnie groźny w pierwszej rundzie...

- A jednak. Od początku byłem gotowy, by nie dać się zdominować. Ruszyłem od początku na niego. Chciałem zamknąć go na siatce. Nie mogłem pozwolić sobie na chwilę słabości. Narzuciłem presję, gdyż dobrze czułem się kondycyjnie. Taki był plan i udało mi się go wykonać.

Widać było twoją agresję, duże chęci...

- Tęskniłem za "klatką". Cały rok ciężko przepracowaliśmy z moim teamem i wynik musiał być zrobiony. Nie ma co ukrywać, byłem w życiowej formie, czułem się świetnie. Przygotowania były bardzo długie i energia mnie nosiła.

Czy radość z wygranej po kilkudziesięciu sekundach jest taka, jakbyś walczył na pełnym dystansie?

- Warto zauważyć, że skończyłem Amerykanina najszybciej ze wszystkich jego oponentów. Inni męczyli się dłużej z Gianem. Potrafili wygrać po niejednogłośnych decyzjach, a nawet przegrać. Mi się udało bardzo pewnie pokonać zawodnika ze Stanów Zjednoczonych. To bardzo cieszy. A pełny dystans? Z pewnością jeszcze się pobiję przez 15 minut. Konkurencja nie śpi.

Zdajesz sobie sprawę, że kto otworzył piwo, nie dopił do końca, a twoja walka już się skończyła...

- Dostałem takie informacje. Cieszę się, że wygrałem.

Kiedyś powiedziałeś, że chcesz być mistrzem w swojej kategorii...

- Podtrzymuję swoje słowa. Prędzej czy później tak będzie. Nie ma innego wyjścia.

Odważnie...

- Albo robię to na sto procent, albo idę do pracy w swoim gospodarstwie.

Kiedy możesz walczyć ponownie?

- Jeszcze za wcześnie na daty. Rozmawiamy kilkanaście godzin po walce. Dopiero jestem na lotnisku w Pradze. Jedno jest pewne. Chcę jak najszybciej dostać propozycję walki i rywala. Czekam z niecierpliwością.

Teraz chwila odpoczynku? Kiedy pojawisz się na treningu?

- We środę wracam. Szymon Kołecki ma za miesiąc walkę w KSW z Mariuszem Pudzianowskim i będę mu pomagał w przygotowaniach.

Mamy niedzielę, a ty w drodze do domu. Chyba nie zdążysz na niedzielną mszę?

- Spokojnie. W tygodniu wybiorę się podziękować za wszystko temu, który nas stworzył.