Dawid Pożak w Motorze

Wychowanek Lewartu Lubartów zagra w Motorze Lublin. Dawid Pożak związał się kontraktem z ekipą ze stolicy województwa. Wcześniej występował w Wiśle Puławy.




Z Dumą Powiśla był związany przez sześć lat. Wraz z byłą już ekipą wywalczył największy sukces w historii klubu, czyli awansował do I ligi. Dwa ostatnie sezony to gorycz spadku do II i III ligi. W sumie rozegrał 147 meczów i zdobył 11 goli.

 

 

 

ROZMOWA Z Dawidem Pożakiem, wychowankiem Lewartu Lubartów

Tata zdawał sobie sprawę, że ze mnie kolarza nie będzie

Spodziewałeś się, że zagrasz w Motorze?

- Temat przewijał się od jakiegoś czasu. Miałem sygnały już wcześniej. Po sezonie odebrałem kilka telefonów. Z kilku miejsc do testowania sam zrezygnowałem. Ostatecznie dogadałem się z ekipą z Lublina. Jestem z tego faktu bardzo zadowolony.

Na ile związałeś się z Motorem?

- Umowa będzie obowiązywała przez najbliższy rok. Są pewne zapisy, ale na ten moment nie mogę więcej powiedzieć.

Chwilę wcześniej byłeś w chorzowskim Ruchu. Dlaczego nie poszło w drugoligowcu?

- Prezentowałem się fatalnie. Zdawałem sobie z tego sprawę. To był początek przygotowań, jeszcze nie mój okres. Wypadłem źle, ale nie przejąłem się tym jakoś bardzo.

Z tego wynika, że podobnie jak w przypadku Michała Zubera Lubelszczyzna jest tobie pisana?

- No tak układają się nasze losy. On gra w klubach z naszego województwa, podobnie i ja, aczkolwiek nie wiem, co wydarzy się później. Byłem w Wiśle Puławy przez sześć lat. Być może już wcześniej powinienem zmienić otoczenie, zdecydować się na wyjazd. Życie potoczyło się tak, a nie inaczej. Być może, takie rozwiązanie było mi pisane. Widocznie tak miało być. Zakładam, że pogram w piłkę przez parę lat i jeszcze uda mi się wybić. Przynajmniej taką mam nadzieję.

Po spadku Wisły do III ligi nie było szans, że zostaniesz w Puławach?

- Miałem rozmowy z szefostwem, ale z góry powiedziałem, że chcę zmienić klub i otoczenie. Chciałem być fair. Miałem takie prawo, ponieważ kończył mi się kontrakt.

Gra w Motorze to idealne rozwiązanie?

- Jestem z Lubartowa, ale mieszkam w Lublinie. Mam kilka minut na stadion. Czego więcej chcieć?

Ostatnie miesiące nie były dla ciebie udane. Nie dość, że Wisła spadła, to ty nie grałeś tyle, ile byś sobie życzył...

- Nie ujmowałbym tego tak dramatycznie. Takie jest życie zawodnika. Nie zawsze każdy pasuje do koncepcji trenera. Musiałem się z tym liczyć i to mnie wtedy dopadło. Przyszedł do Wisły Bogdan Bławacki. To było pod koniec rundy. Grałem regularnie. Zimą zmieniło się jego zdanie. Nie pasowałem mu. To był jego wybór i decyzja. Trenowałem z drugim zespołem. Wykonywałem kontrakt profesjonalnie. Później zostałem przywrócony do pierwszej drużyny. Za dużo nie zdziałałem. Czułem się rozbity tylko pod tym względem, że nie przepracowałem całego okresu przygotowawczego na maxa. Cieszę się, że to już za mną. Patrzę w przyszłość. Skupiam się na okresie przygotowawczym w Motorze. Nie mogę doczekać się pierwszego spotkania o punkty.

Los tak chciał, że dwukrotnie zagrasz przeciwko Wiśle w meczach o punkty...

- Dla mnie najważniejsza będzie inauguracja. Zagramy w Radzyniu Podlaskim z Orlętami. Nic więcej się nie liczy.

A gdybyś strzelił gola Wiśle?

- Porozmawiamy tydzień przed spotkaniem.

Po sześciu latach przeniosłeś się z Puław do Lublina. Dziwne uczucie zmienić otoczenie?

- Przed Wisłą uczyłem się piłki w rodzinnym Lewarcie Lubartów. Jak mówiłem, cieszę się ze miany miejsca gry. Czuję głód piłki. Szatnia przyjęła mnie znakomicie.

Na treningi dojeżdżasz rowerem czy samochodem?

- Oczywiście, że wsiadam do auta.

Nieprzypadkowo pytam o rower. Jak wiadomo, tata Janusz jest prezesem Polskiego Związku Kolarstwa. Nie było szans, żebyś odziedziczył po nim jazdę na dwóch kółkach?

- Mam starszych i młodszych braci. Każdy z nich próbował jazdy na rowerze. Ja od początku chciałem grać w piłkę. Tata widział to i zawsze zdawał sobie z tego sprawę, że ze mnie kolarza to nie będzie. Odkąd jestem zawodnikiem, który kopie futbolówkę, zawsze mnie wspierał i doradzał. Podobnie postępowała i postępuje mama.

Ale nie uwierzę, że za małolata nie brałeś udziału w wyścigach rowerowych?

- Jedynie uczestniczyłem w Święcie Rowerów, które odbywa się w Lubartowie na przełomie czerwca i lipca. Z tego miejsca zapraszam wszystkich do wzięcia udziału. Do naszego miasta zjeżdżają się ludzie z całej Polski. Świętują całymi rodzinami. Naprawdę warto.

Większość zawodników kończy kariery w klubach, w których zaczynałeś. Dawid Pożak w Lewarcie Lubartów za kilka czy kilkanaście lat?

- Nie jestem w stanie odpowiedzieć na to pytanie. Nie da się przewidzieć przyszłości. Klub wspominam bardzo przyjemnie. Poznałem wielu wartościowych i ciekawych ludzi. Przede wszystkim na mojej drodze stanął Arkadiusz Smolarz. To mój ojciec piłki. Ostatnio spotkałem się z bliskimi znajomymi. Wspominaliśmy właśnie jego. Cieszę się, że spotkałem takiego człowieka. Bez niego zapewne nie byłbym w tym miejscu, w którym jestem obecnie. Z pewnością nie zamieniłbym go na nikogo innego.

Za dziesięć lat Lewart gra w czwartej lidze, a trenerem jest Smolarz. Dzwoni do ciebie z propozycją przyjścia...

- Będę miał 36 lat, więc nie wiem czy będę jeszcze przydatny i gotowy do gry na tym poziomie. Spotkałbym się na kawie i porozmawiał.