Nowak: Piłki potrzebuję jak ryba tlenu



ROZMOWA Z Konradem Nowakiem, napastnikiem Lewartu Lubartów
Piłki potrzebuję jak ryba tlenu

Z utęsknieniem czekałeś na pierwsze zajęcia?

- Dokładnie. Jak co roku. Pierwsze dwa czy trzy tygodnie grudnia to odpoczynek, a później pojawia się głód szatni, treningu, spotkania z klubowymi kolegami. Nie ma co ukrywać, że zawodnik tęskni za zajęciami. Robię to całe życie i na dzisiaj nie wyobrażam sobie, bym styczeń i luty spędził w domu przed telewizorem. Jak ryba potrzebuje tlenu, tak Konrad Nowak regularnego treningu.

 

Zdecydowana większość ludzi narzeka, że w poniedziałek musi iść do pracy i tylko wyczekuje piątku...

- W moim przypadku jest inaczej. Życie piłkarza to jeden z przyjemniejszych zawodów, chociaż są plusy i minusy. Wiadomo, że nie przychodzimy do klubu codziennie i musimy "odbębnić" osiem godzin. W okresie przygotowawczym jest ciężko. Zajęcia są wycieńczające, organizm jest mocno eksploatowany, jednak wszyscy zdają sobie sprawę, że to nieodzowny okres, który trzeba przebyć, by później na boisku była siła i moc. Mówię to z doświadczenia, bo prawie całe życie robię to w miarę na profesjonalnym poziomie.

 

W przeszłości okresy przygotowawcze były dużo cięższe?

- Zahaczyłem typową starą szkołę przygotowań. Większość trenerów robiła bardzo ciężki treningi, gdzie bardzo często brakowało piłki przy nodze. Gonili swoich podopiecznych po górach i dolinach. Słyszałem i widziałem graczy, którzy schodzili z zajęć na czworaka, a zdarzyły się przypadki wymiotów. Moim zdaniem to było niepotrzebne. Każdą pracę można wykonać solidnie i nie musi na tym cierpieć warsztat piłkarski. Teraz wszystko się zmieniło i bardzo dobrze. To wychodzi na dobre dla wszystkich piłkarzy.

 

Który z trenerów dawał "do pieca"?

- Z każdym było ciężko, ale kwestią jest to, czy robił to z głową. Nie chcę wymieniać tych, którzy robili to trochę na "pałę". Pamiętam czas, kiedy byłem w Górniku Łęczna. Pracowałem pod wodzą Bogusława Kaczmarka. Biegaliśmy sporo, ale widziałem inną jakość w zajęciach. Czułem się bardzo dobrze.

 

Ruszyliście z przygotowaniami, a każdy z tyłu głowy ma słowo "awans"...

- Zgadza się. Nie będziemy się czarować i mówić, że interesuje nas jak najlepsze miejsce. Cel jest jasny. Po to sprowadzono kilku doświadczonych zawodników, w tym moją osobę, byśmy nie osiągnęli naszych założeń.

 

A jak się nie uda?

- Nikt nie bierze pod uwagę takiego rozwiązania, ale gdyby nie daj Boże tak się stało, sezon zostanie spisany na straty. Nie wierzę, że może nas coś takiego spotkać. Musimy zrobić wszystko, żeby wywalczyć promocję.

 

Potwierdzeniem ambitnych planów jest wypożyczenie dwóch zawodników z Wisły Puławy...

- Zgadza się. Obaj grali na wyższym poziomie niż teraz reprezentuje Lewart. Ich dyspozycję zweryfikuje boisko. Nikt nie da im miejsca w składzie tylko dlatego, że grali w trzeciej czy drugiej lidze. Krystian to młody ofensywny gracz, który może pomóc w strzelaniu goli. Z Konradem grałem w jednym zespole. Ma duże umiejętności, chociaż ostatnio jego przygoda z piłką mocno wyhamowała. Wierzę, że robiąc mały kroczek w tył, odblokuje się i pokaże na co go stać.