Kardasz: miałem tylko oficjalne ulotki burmistrza

Swoją wersję przebiegu wypadków przed Topazem z wieczora 29 bm. opowiedzieli nam kandydaci PiS. Przypomnijmy, że Jacek Tomiak i Wojciech Osiecki, z konkurencyjnego komitetu Wspólny Lubartów, dokonali tam "obywatelskiego zatrzymania" kobiety roznoszącej ulotki.



Andrzej Kardasz opowiada, że wieszał w tym dniu banery wyborcze. Umówił się przy Topazie z osobą roznoszącą ulotki. Miał dla niej materiał wyborczy KW PiS - list burmistrza Janusza Bodziackiego do mieszkańców.

- Przekazałem jej te ulotki, pokazałem gdzie ma je roznieść i poszedłem do Topazu - relacjonuje Kardasz. W międzyczasie nadszedł inny kandydat na radnego powiatowego, który postanowił pomóc kobiecie roznoszącej ulotki.

- Przechodziłem tam przypadkiem, postanowiłem pomóc, bo widziałem, że drobna osoba ma roznieść dwie duże paczki, wziąłem jedną i poszliśmy w stronę ul. Popiełuszki - mówi kandydat.

Tam mieszka osoba, która miała roznieść ulotki. Przed jej domem drogę zajechali im Jacek Tomasiak i Wojciech Osiecki.

Kobieta miała przy sobie tylko oficjalne ulotki burmistrza Bodziackiego.

- Po te zatytułowane "Prawdziwy mieszkańcu Lubartowa" poszła do domu, zniosła ich 1100 - mówi Jacek Tomasiak. - Zapytaliśmy, kto jej to zlecił - cisza. Dopiero kiedy wezwaliśmy policję, wzięła mnie na stronę i powiedziała, że ulotki dał jej pan Kardasz. Wtedy powiedziałem, że musi to powtórzyć przy policji. Policja sporządziła notatkę.

W piątek w Sądzie Okręgowym w Lublinie odbędzie się proces, który w tyrybie wybiorczym Wspólny Lubartów wytoczył Andrzejowi Kardaszowi i Januszowi Bodziackiemu.