W walce o powrót do zdrowia pana Waldemara bardzo mocno wspiera rodzina. Z żoną poznali się na weselu koleżanki. Od tamtej pory są nierozłączni. Wkrótce będą obchodzili 35-lecie małżeństwa..

Waldemar biegał dla innych, a teraz sam potrzebuje pomocy!

- Czy miał pan kontakt z azbestem? - zapytała lekarka, gdy Waldemar Kanadys z Lubartowa odbierał wyniki prześwietlenia płuc. Diagnoza: rzadki nowotwór.



49-latek codziennie walczy z bólem w klatce piersiowej. Polscy lekarze rozkładają bezradnie ręce. Nadzieją jest leczenie w Niemczech, na które rodzina zbiera pieniądze.
 Choroba zaatakowała w sanatorium
Choroba zaatakowała rok temu. W nocy, podczas pobytu w sanatorium, pan Waldemar nagle źle się poczuł. Silny ból promieniował z prawego boku do klatki piersiowej. Nigdy wcześniej nic takiego nie czuł, na rehabilitację przyjechał podreperować kręgosłup... Przestraszył się, ale wziął leki przeciwbólowe i ból stopniowo minął. Przez kilka dni miał podwyższoną temperaturę, której nie mógł zwalczyć lekami. Lekarze w sanatorium kojarzyli to z zapaleniem płuc albo przeziębieniem, o które przecież zimą nie trudno. Po powrocie udał się do internisty, który skierował go na badania. Diagnoza była druzgocząca. 
- Czy miał pan kontakt z azbestem? - zapytała lekarka, gdy poszedł odebrać wyniki prześwietlenia płuc. Życie przebiegło mu przed oczami. Wielokrotnie słyszał o rakotwórczym działaniu azbestu, składnika eternitu, którym niegdyś pokrywano dachy. Sam nawet taki dach pokrywał. 26 lat temu....
- Choroba może uaktywnić się po kilkudziesięciu latach od narażenia na wdychanie azbestu - wyjaśniła lekarka. To może być 30 lat i więcej.
Raka pokonała już żona pana Kanadysa. U niej pojawił się guzek na szyi w okolicy węzłów chłonnych. Okazało się, że to  nowotwór złośliwy tzw. "chłoniak". Pani Bożenie udało się zwalczyć chorobę, która od 15 lat nie daje objawów. Myśleli wtedy, że najgorsze już mają za sobą. 
Wynik badania cyto-histopatologicznego przyszedł w kwietniu ub. roku z Zakopanego: "Guzki płuca sugerujące międzybłoniak opłucnej". Rodzina ostatecznie pozbyła się złudzeń.  Międzybłoniak to rzadka, trudna do wyleczenia postać nowotworu  powstałego z błon tworzących jamę opłucną. Objawy pojawiają się w późnym stadium choroby. Nowotwór zaatakował już prawą opłucną pana Waldemara i znacznie utrudnia mu oddychanie. Złośliwy charakter nowotworu oznacza, że może powodować przerzuty...
- Mój stan jest bardzo poważny - stwierdza smutno mężczyzna. - Jeżeli nie podejmę leczenia, w każdej chwili może nastąpić nawrót i nie wiadomo jak to się skończy... Czuję ciągły ból w klatce piersiowej, z trudem łapię oddech, stale odczuwam zmęczenie. Po silnych  lekach przeciwbólowych cierpię na bezsenność, ostatnio pojawiło się drętwienie kończyn.  
Po cyklu chemioterapii lubelscy lekarze bezradnie rozłożyli ręce. "Rozlany" rodzaj nowotworu nie kwalifikuje się do operacji chirurgicznej. Onkolodzy nie zgadzają się na radioterapię ze względu na stopień zaawansowania choroby. Kanadysowie pukali już po pomoc  do drzwi niejednego szpitala w kraju. 

Nadzieja w protonoterapii

Komórki rakowe  może pomóc zwalczyć nowoczesna terapia protonowa. W Polsce jest jeden ośrodek w Krakowie, który stosuje protonoterapię, ale tylko dla garstki pacjentów. Refundowanym zabiegom poddawane są tylko dzieci z nowotworami oczu i pacjenci chorzy na nowotwory mózgu, tzw. glejaki. 

- Nadzieją dla mnie jest TERAPIA PROTONOWA w Niemczech. Ten sposób naświetlania różni się od klasycznego i jest bezpieczny. Leczenie nie jest refundowane przez NFZ i jest szacowane na 30 000 euro plus koszty podróży. Kwota obejmuje 20 naświetleń dziennie w znieczuleniu ogólnym - mówi Waldemar Kanadys.

  Klinika w Monachium rocznie wykonuje 4000 takich zabiegów. Rodzina prowadzi zbiórkę pieniędzy na leczenie za pośrednictwem Fundacji Onkologicznej Alivia. Przyda się każda pomoc, bo leczenie nowotworu wiąże się ze sporymi wydatkami na diagnostykę, rehabilitację i dojazdy do ośrodków medycznych. Obecnie pan Waldemar przebywa na rencie, a pani Bożena nie pracuje. Do tej pory wspólnie z mężem zajmowali się hodowlą iglaków i roślin ogrodowych. By zarobić na życie, pan Waldemar dorabiał przy wykończeniach mieszkań. 30 tys. euro na leczenie to kwota, która jest poza zasięgiem rodziny. Od początku roku udało im się uzbierać jedynie ok. 10 proc. To kropla w morzu potrzeb, ale i z tego się cieszą. Wzruszają się za każdym razem, gdy ktoś na stronie Fundacji życzy panu Waldemarowi powrotu do zdrowia. Nie sądzili, że kiedykolwiek znajdą się w takiej sytuacji. Do tej pory to oni angażowali się w akcje dobroczynne...

Waldek to bardzo dobry człowiek

Choroba u pana Waldemara rozwinęła się błyskawicznie. Jeszcze rok temu prowadził sportowy tryb życia i regularnie poddawał się badaniom. Pół roku przed pierwszymi objawami choroby miał robione prześwietlenie płuc, które nie wykazało żadnych zmian! Sport zajmował w jego życiu, obok rodziny, bardzo ważne miejsce. Pływał, jeździł rowerem, ale szczególnie upodobał sobie biegi. Najbardziej cenił akcje charytatywne. 

- Tam, gdzie były organizowane biegi - tam biegałem - mówi pan Waldemar. - Brałem udział w  kilku maratonach nocnych na pływalni. Często zbierano pieniądze - dla Julki, Kuby, ostatnio dla Bianki. Cieszyłem się, że mogę pomóc i jednocześnie robię to, co lubię. W finale potrzebujący i ich rodziny dziękowali za okazaną pomoc. Widać było ten szczery uśmiech, ogromną wdzięczność. Takie obrazki uduchawiają. Czułem się dobrze, nie myślałem, że wkrótce sam mogę potrzebować pomocy.

 Waldemar Kanadys w 2014 roku po raz pierwszy wystartował w corocznym biegu Pokój i Dobro organizowanym przez Lubartów. W niedługim czasie dystans taki jak 15 - 17 km nie stanowił dla niego problemu. Marzył o półmaratonie, ale choroba przerwała te plany. W ubiegłym roku w biegu Pokój i Dobro już nie pobiegł. Niespodziankę zrobiła mu najmłodsza córka Sylwia, która wystartowała zamiast niego. Martwił się, że może nie dać rady. 23- latka miała długą przerwę w bieganiu, a 10 km to nie lada wyzwanie! Wyszli z żoną przed dom, gdy biegła Hutniczą, żeby zobaczyć jak sobie radzi. Do mety zostały jej jeszcze dwa km.

- Widziałem, że jest bardzo zmęczona, ale biegła dalej. Rozpierała mnie duma - mówi pan Kanadys.

- Waldek to bardzo dobry człowiek - wzrusza się pani Bożena, patrząc na męża.

 

Zbiórkę prowadzi Fundacja Onkologiczna Alivia https://skarbonka.alivia.org.pl/Waldemar-kanadys. Wystarczy kilka kliknięć, aby wspomóc leczenie ciężko chorego społecznika. Pomóc można, przekazując 1% podatku za 2018 rok
PRZELEW TRADYCYJNY/Darowizna
Numer konta: 24 2490 0005 0000 4600 5154 7831
Tytul przelewu: Darowizna dla WALDEMAR KANADYS 110917
Na 1%
KRS fundacji 0000358654
Cel szczegółowy WALDEMAR KANADYS 110917