Nie chcę, żeby wnuki poszły do domu dziecka

POWIAT LUBARTOWSKI: Ryszard Mucha z Pałecznicy Kolonii opiekuje się po śmierci syna swoimi trzema wnukami. Chłopcy są zżyci z dziadkiem, wszyscy chcieliby zostać razem. Zbliża się termin rozprawy sądowej, która zadecyduje, czy dzieci zostaną w domu rodzinnym, czy trafią do domu dziecka.



Ryszard Mucha ma 69 lat. Mieszka w piętrowym domu w Pałecznicy Kolonii. To energiczny mężczyzna, trzyma się prosto, w rozmowie jest spokojny, waży słowa. Pracował w FSC w Lublinie, potem w Daewoo. Od 2000 r. był na rencie, od czterech lat jest emerytem. Jego żona mieszka w Lublinie, tam obydwoje są zameldowani.

Razem z panem Ryszardem mieszka trzech nastolatków. Michał w lutym skończy 18 lat, Marcin ma 14 lat, Kacper - 13 lat. Najstarszy wnuk chodzi do liceum w Niemcach, do klasy o profilu policyjno - prawnym, młodsi są uczniami szkoły podstawowej w Pałecznicy. Są jeszcze dwie wnuczki, ale one mieszkają z innymi członkami rodziny. Najstarsza wnuczka mieszka wraz z babcią w Lublinie. - Pięknie gra na skrzypcach - mówi o niej dziadek. Najmłodsza mieszka z wujkiem i ciocią w Lubartowie.

Pana Ryszarda odwiedziliśmy razem z Elżbietą Sośnicką, wychowawczynią Michała. Na początku wizyty chłopcy byli nieobecni, pojechali z wujkiem do Lubartowa po odbiór okularów. Najstarszy Michał był jeszcze w szkole. Była za to najmłodsza wnuczka pana Ryszarda. Wesoła, żywa dziewczynka chodzi na zajęcia baletowe, pokazywała, jak potrafi robić szpagat.
 

(…)

Więcej w elektronicznym (CZYTAJ TUTAJ) i papierowym wydaniu Wspólnoty (dostępnym w punktach sprzedaży).