Szorstka współpraca Dołęgi z kuratorem - rozmowa z Robertem Dołęgą i Adamem Kulikiem

Od kilkudziesięciu dni w łukowskich Orlętach rządzi kurator. Nie tak pracę z Adamem Kulikiem wyobrażał sobie Robert Dołęga. Czy jest szansa na uzdrowienie sytuacji? Poniżej wywiady z zainteresowanymi.



ROZMOWA Z Robertem Dołęgą, trenerem ciężarowców w Orlętach Łuków oraz radnym miasta

Dostaję pogróżki, że zostanę zwolniony z pracy

Kilkanaście dni temu na portalu społecznościowym pojawił się nietypowy wpis na stronie sekcji Orląt Łuków o zawodach w Terespolu. O co chodziło?

- Od kiedy kuratorem Orląt został człowiek wskazany przez Starostwo Powiatowe w Łukowie, wiązałem z nominacją Adama Kulika duże nadzieje. Przed wyborem rozmawiałem z nim wielokrotnie i myślałem, że jest otwarty na współpracę. Bywał na imprezach podnoszenia ciężarów. Nic nie wskazywały na to, że nasze relacje będą takie jak teraz, czyli kiepskie. Przykro mi to mówić, bo nie jestem człowiekiem konfliktowym. Nie ma żadnej rozmowy. Dostaję pogróżki, że zostanę zwolniony z pracy. Wydaje mi się, że zasługuję na trochę szacunku.

O jaką kwotę chodziło?

- 170 złotych na wyjazd na Międzynarodowe Zawody Podnoszenia Ciężarów im. Stefana Polaczuka do Terespola. Sto kilometrów w jedną stronę. Chcieliśmy na sportowo uczcić jego pamięć. To trener, którego byłem podopiecznym w reprezentacji Polski. Później działaliśmy w jednym województwie.

Tak też się stało?

- Oczywiście. Pojawiliśmy się na cmentarzu, złożyliśmy wieniec, zapaliliśmy znicze. 

Za czyje pieniądze?

- Za moje. Kurator rzucił w korytarzu, że nie ma na to pieniędzy, zgody. Nie zgadzałem się z tym i postanowiliśmy pojechać do Terespola. To niezrozumiałe. Mam nadzieję, że kurator będzie chciał współpracować. Na obecne zasady kompletnie się nie zgadzam. Będę z tym walczył.

Tych pieniędzy w klubie nie było, a może nie było dobrej woli?

- Chodziło o dobrą wolę.

To pierwszy taki przypadek?

- A skąd. Od zawsze jeździliśmy na zawody. Brałem delegację, podbijałem ją w miejscu rywalizacji moich zawodników. Kurator nie chce tego respektować. Wręcz oskarża mnie o przekręty. Na takie teksty sobie nie pozwolę. Były wyrażane przy osobach trzecich, pracownikach Ośrodka Sportu i Rekreacji. Kolejne przykłady to ostatnie miesiące. Pojechaliśmy we czterech na Ogólnopolską Olimpiadę Młodzieży do Nowej Rudy. Przejechaliśmy 1160 kilometrów. Wcześniejszy prezes rozliczał delegację. Adam Kulik nie bierze takich dokumentów pod uwagę. Takich wyjazdów było kilka. A przecież Marcin Izdebski zdobył złoto, Łukasz Boncik brązowy medal. Mieliśmy siódme miejsce w klasyfikacji drużynowej w Polsce. Chciałbym się jego zapytać, jak mieliśmy dojechać do Nowej Rudy? Jeszcze nie ma możliwości teleportacji.

A jak wyglądała sytuacja, gdy nie było kuratora?

- Przed sto dni w Orlętach był galimatias. Nikt z trenerów we wszystkich sekcjach nie pobierał pieniędzy. Wiedzieliśmy, że to się zmieni. Zacisnęliśmy zęby i pracowaliśmy dalej. Przecież nie mogliśmy powiedzieć młodzieży, że zawieszamy treningi, bo nie mamy wypłacanych pensji.

Ale przecież we Wspólnocie niemal co tydzień pisaliśmy o sukcesach ciężarowców...

- Będę walczył o dobro moich zawodników. Niektórych trenuję od dziewięciu lat. Chyba jestem przykładem dobrego zawodnika i trenera, który uczył się fachu od wielkich specjalistów. Staram się teraz pozyskaną wiedzę przekazywać swoim podopiecznym.

Z tego co wiem, zawodnicy sekcji podnoszenia ciężarów otrzymywali pieniądze za zużytą odzież. To prawda?

- Dokładnie. Od maja cała sekcja miała do dyspozycji tysiąc złotych. Zarząd podjął taką decyzję i liczyłem, że będzie to podtrzymane. Myślałem, że pieniądze będą przekazywane sekcji, która rozwija się najbardziej i ma największe sukcesy. Otrzymaliśmy zaledwie jedną transzę. Przypomnę, że mamy trzy tytułu mistrzów Polski w różnych grupach wiekowych, sześć medali w kraju. Dwóch zawodników znajduje się w reprezentacji Polski, pięciu zawodników posiada pierwszą klasę. Jako najmłodszy zespół zajęliśmy szóste miejsce w Ekstraklasie. Praca idzie naprawdę dobrze.

Na co szły pieniądze?

- Decydowałem kto i ile otrzyma złotówek. To były małe kwoty: od 50 do 150 złotych dla młodych zawodników. Radość trwała bardzo krótko. Od momentu objęcia władzy absolutnej kuratora, wypłacanie tysiąca zostało zaprzestane. Ostatnio otrzymaliśmy kasę za trzy miesiące. Nadal są zaległości. Jestem człowiekiem konsekwentnym i łatwo nie odpuszczam. Będę dążył do wypłacenia pieniędzy.

Nie od dzisiaj wiadomo, że najwięcej pieniędzy idzie na piłkę nożną...

- To najprężniej działająca sekcja w Orlętach, która ma kilka drużyn młodzieżowych oraz seniorów. Dotacja z Urzędu Miasta wynosiła 310 tysięcy zł. Wiadomo, że piłka nożna jest studnią bez dna. Od początku sezonu Orlęta występują w szóstej klasie rozgrywkowej, a zwracane są im pieniądze za obuwie. Nie chcę nawet iść do kuratora i prosić go o takie rzeczy.

Spotkałem się z taką opinią, że wszyscy są "be", a to Robert Dołęga się czepia...

- Takie słowa powiedział kurator na radzie sportu. Można mnie nie lubić, ale trzeba rozgraniczyć prywatne sprawy oraz zawodowych. Jestem zdeterminowany, by sekcja podnoszenia ciężarów działała. Pod koniec kadencji bardzo dobrze układała się współpraca z prezesem Tomaszem Tryboniem. Zawsze się sprzeczaliśmy, ale dyskusje były merytoryczne. Dochodziliśmy do konsensusu. On troszeczkę odpuszczał, ja również. Myślę, że może nadeszła pora, aby członkowie klubu na Walnym Zebraniu Sprawozdawczo - Wyborczym wybrali na prezesa człowieka niezwiązanego z piłką nożna. W związku z tym, jak traktowana jest moja sekcja, rozważam kandydowanie na prezesa Orląt.

A może warto pomyśleć o odłączeniu się i stworzeniu jednosekcyjnego klubu?

- Był taki pomysł, ale to nie jest takie proste. Mam nadzieję, że podczas najbliższego podziału środków na kulturę fizyczną weźmie pod uwagę sukcesy i podzieli środki według jakiegoś klucza. Wtedy będziemy mieli komfort pracy.

 Jest szansa na współpracę?

- Z panem kuratorem miałem pozytywne relacje. Aż do czasu objęcia przez niego funkcji. Nie będę odnosił się do plotek i pomówień. Gdy dziewięć lat temu tworzyłem fundamenty pod te sukcesy, jakie ma teraz sekcja, dyskutowałem z prezesami Orląt. A było ich kilku. I nikogo nie nazwałem złym człowiekiem. A teraz, gdy spotykamy się na ulicy to rozmawiamy, podajemy sobie rękę. Tak też było ostatnio z panem Bącikiem czy Tryboniem,  który potwierdził fakt wysłania mnie na zawody, o które teraz jest całe to zamieszanie. Nie będę już do tego wracał. Niech to rozstrzygnie sąd. Dodam, że nie jestem pierwszym, z którym pan Kulik spotka się prawdopodobnie w sądzie, co jest niemałym "osiągnięciem", jak na dwa miesiące rządów.

Czyli?

- Kurator teraz uważa się za "zbawcę" Orląt, ale chcę przypomnieć, iż ten pan był w poprzednim zarządzie klubu, który w większej części podał się do dymisji. Dodam więcej, był kierownikiem sekcji piłki nożnej, gdzie seniorzy najpierw spadli z trzeciej ligi, by teraz grać w "okręgówce". Twierdzi, że teraz wszystko będzie zgodne z literą prawa. Tym samym sugeruje, że gdy zasiadał jako członek zarządu było inaczej? A zanim został przez sąd powołany na kuratora, to już przebywał w klubie i zwolnił trzech trenerów. Czy takie zachowanie było zgodne z prawem? I nie wierzę, że któryś z trenerów ma żal, że tylko ja mam umowę o pracę. Czy nie zasłużyłem? Moim zdaniem, to tylko pretekst, aby pokazać Dołędze kto "tu rządzi".. I niestety sądzę, że za panem kuratorem stoją inni ludzie, w końcu jestem radnym opozycyjnym.

 


 


 


ROZMOWA Z Adamem Kulikiem, kuratorem Orląt Łuków

Dołęga musi zaakceptować nasze warunki

Jak Pan odniesie się do kwoty 170 zł na zawody do Terespola?

- O wpisie na portalu społecznościowym nic nie słyszałem, ale rzeczywiście pojawił się temat tego wyjazdu. Rober Dołęga przyniósł wniosek o zaliczkę na zawody. Zmagania nie były w żadnym grafiku Polskiego Związku Podnoszenia Ciężarów. Pan Dołęga nie umiał wytłumaczyć, czemu te zawody mają służyć. Na początku roku składał harmonogram i wyjazdu do Terespola nie było ujętego. W tym momencie w klubie liczymy każdą złotówkę i nie ma takiej sytuacji, że jeśli ktoś chce gdzieś jechać, to to robi. Każdy może mieć taki kaprys. Podjąłem decyzję, że ów 170 zł nie zostaną wypłacone.

Jak wyjaśniał Dołęga, był to memoriał ku czci wielkiego trenera...

- Zebrały się trzy czynniki: nie było zawodów w kalendarzu, w wykazie pana Dołęgi, nie było pieniędzy.

Chodziło o kwotę, a może o brak dobrej woli?

- Dopiero od Ciebie dowiaduję się o konkretnych pieniądzach. Nawet 170 zł w tym momencie to dla klubu duża kwota. Liczymy każdą złotówkę.

A jeśli chodzi rozliczenie delegacji za wyjazdy samochodem Roberta na wcześniejsze zawody?

- Nie będę rozliczał żadnych delegacji, które są błędnie wypełnione, przedkładane niezgodnie z prawem. Nie mamy żadnych umów na prywatne samochody. Jeśli takie delegacje bym rozliczył, na drugi dzień miałbym na karku komisję rewizyjną. Pan Dołęga przedstawił mi plik delegacji, na których brakuje informacji: kto go delegował, jakim środkiem transportu, na jaki czas, kiedy tam był, nie ma podpisu.

Nie jest tajemnicą, że stosunki z Robertem Dołęgą są nie najlepsze. Zgadza się?

- Pan Dołęga przyszedł do klubu za kadencji dyrektora Bącika. Według niego ów pan był zły. Później był zły pan Biaduń, pan Tryboń i teraz kurator Kulik. Wszyscy byli źli. Problemem nie jest zła wola włodarzy czy decydentów. Myślę, że nasze relacje są szorstkie z jego powodu. Bronią go wyniki zawodników, ale nie będą spełniane jego wszystkie plany i marzenia. Jest dobrym trenerem młodzieży, ale nie ma pojęcia o sferze administracyjno-finansowej Orląt. Wydaje mu się, że każdy rachunek przedstawiony przez niego będzie płacony. Sprawy majątkowe klubu muszą być uregulowane i nawet jeśli będą kosztem pana Dołęgi czy innych, wszystko jest robione według przepisów prawa.

A pogróżki związane ze zwolnieniem z pracy?

- Mocno się zastanawiam się nad sprawą zatrudnienia. Zwrócili się do mnie inni trenerzy z pytaniem, dlaczego oni są zatrudnieni na umowę o dzieło, bądź wolontariatu, a on ma umowę o pracę, jako jedyny w klubie. Mocno się zastanawiam, czy nie zwrócić się do Rady Miasta o zmianę jego warunków zatrudnienia.

A może najlepszym rozwiązaniem byłoby odłączenie się sekcji od Orląt?

- Słyszałem, że pan Dołęga chodzi po mieście i opowiada takie historie. Liczył chyba, że wszyscy będą go prosić na kolanach, by tego nie robił. Każdy wzruszył ramionami i wycofał się z tego. Nie poradzi sobie z nowym tworem. Jest wygodny i jemu wydaje się, że wszyscy mają robić wszystko za niego, a on będzie jeździł po zawodach.

Czy jest możliwość normalnej współpracy pomiędzy wami?

- Oczywiście. Pan Dołęga musi zaakceptować warunki, które są przyjęte w Orlętach. Musi to zrozumieć. Inaczej nasze relacje będą nadal szorstkie.

Jednym z Pana zadań jest zwołanie walnego, podczas którego odbędą się wybory nowego prezesa. Kiedy możemy się tego spodziewać?

- Z pewnością po nowym roku. Chcę rozliczyć dotację i złożyć prośbę o nową transzę na 2017 rok. Obecnie jestem na etapie podpisywania nowych umów sponsorskich, porządkowania spraw reklamowych.

Z tego co wiem, Dołęga rozważa możliwość kandydowania na prezesa. Pan również stanie do walki o fotel?

- Jeszcze nie podjąłem takiej decyzji. A jeśli chodzi o Roberta? Jestem zaskoczony. Myślę, że następną jego niespodzianką będzie rezygnacja z kandydowania.



Ogłoszenia

Opiekunka

Szukam dyspozycyjnej Pani do opieki nad 2 letnią...

Praca-inżynier technolog

HR Mind, dla swojego Klienta, poszukuje otwartych...

Praca-project account manager

HR Mind, dla swojego Klienta, poszukuje otwartych...

Praca -Programista PLC

HR Mind, dla swojego Klienta – dynamicznie...

DACHY usługi dekarsko-ciesielskie

Oferujemy Państwu usługi w zakresie: - krycie...

KRZESŁO TOALETOWE-SANITARNE

Sprzedam KRZESŁO TOALETOWE-SANITARNE, regulowana...