Niby wszystko wyglądało, jak powinno. Orlęta wygrywały po trzecim golu w sezonie Mateusza Eberta. Niestety, w drugiej połowie było tylko gorzej.

Robi się nieciekawie z Orlętami

Piłkarze Orląt zanotowali trzecią przegraną z rzędu, a piątą w sezonie. Wygrywali z beniaminkiem z Hrubieszowa, ale po końcowym gwizdku nie mieli dobrych humorów.



Rozbity łuk, ale z golem

- Przeciwnik nie był zbyt wymagającym rywalem, ale to my zaprezentowaliśmy się słabiej. Gra nam się nie kleiła od początku, ale zdołaliśmy objąć prowadzenie po dwójkowej akcji - mówi Robert Różański. W 30. minucie Mateusz Ebert mając piłkę na 20. metrze, podał na lewą stronę do Adriana Siemieniuka, który oddał mu futbolówkę, a ten z bliska dopełnił formalności. Dla "Ebiego" były to chwile radości, gdyż zagrał po raz pierwszy po rozbiciu łuku brwiowego. W starciu z Tomasovią Tomaszów Lubelski nie zdecydował się na wyjście na plac gry. Dla niego było to trzecie trafienie w sezonie.

Wszedł i strzelił samobója

- W każdej formacji spisaliśmy się poniżej oczekiwań. Do przerwy wygrywaliśmy, jednak druga połowa obnażyła nasze słabości - dodaje. Wyrównał Mateusz Pańko, który grał na boisku w Łukowie już jako zawodnik Podlasia, a następnie swoich kolegów z pola oraz Dawida Kuźmę zaskoczył Daniel Machniak, który chwilę po wejściu na boisko strzelił samobója. - Nikt nie wini młodego zawodnika. Było zamieszanie i pech chciał, że piłka odbiła się od niego i wpadła do siatki - przyznaje szkoleniowiec.

Porażka boli

Różański żałuje, że nie udało się zdobyć punktów. - Tym bardziej że Unia przyjechała do Łukowa bez dwóch czy trzech ważnych postaci w ofensywie. Nie potrafiliśmy tego wykorzystać. Tym bardziej że wygrywaliśmy. Boli porażka z Unią. W takim spotkaniu powinniśmy mieć kilka, jak nie kilkanaście okazji. Przeciwnik nie zawiesił wysoko poprzeczki i przy nieco lepszym rozegraniu, czy trafniejszym wyborze, powinniśmy znaleźć się w dogodnych sytuacjach - mówi.

Dołek?

Łukowianom przytrafiła się trzecia porażka z rzędu. - Najbliższy tydzień nie będzie łatwy. Przed nami Powiślak. Z tego, co się orientuję, zespół z Końskowoli ma dużo większe umiejętności, niż wskazuje to miejsce w tabeli. Wszyscy przeciwnicy, którzy grali z ekipą Łukasza Gizy, chwalą ich za styl. To jest piłka nożna i z nadziejami pojedziemy na ich obiekt. W tamtym sezonie nie przegraliśmy z nimi. Do Końskowoli jechaliśmy nie w roli faworyta, a potrafiliśmy zwyciężyć 4:1. Oby teraz było podobnie - kończy.

 

 

 

ZAWODNIK MA GŁOS

Adrian Siemieniuk, Orlęta

Tylko słabiej po golu

Pierwsze minuty wskazywały na to, że będziemy mieli mecz pod kontrolą. Weszliśmy w niego dobrze. Ponadto napieraliśmy na drużynę Unii i zdołaliśmy objąć prowadzenie. Niestety, ale od tego momentu nasza gra wyglądała tylko gorzej i przegraliśmy starcie, w którym nie mieliśmy prawa ulec

 

 

 

Orlęta Łuków – Unia Hrubieszów 1:2 (1:0)

Bramki: Ebert 30′ – Pańko 56′, Machniak 78′ (s).

Orlęta: Kuźma – Jemioł (46′ Kierych), Sadowski, Miszta, Jaworski (75′ Machniak), Sowisz, Ebert, Siemieniuk, Kurowski (50′ Cąkała), Szustek, Łukasiewicz.

Unia: Krawczuk – Blicharz, Baran, Kazan, M. Oleszczuk, A. Oleszczuk, Kamiński, Wiejak, Pańko, Greniuk, Pietrusiewicz (26′ Steciuk, 80′ Herda).

Żółte kartki: Kurowski – Wiejak, Pańko.

Sędziował: Pukas (Chełm).