Mama robi najlepsze pierogi pod słońcem

KILKADZIESIĄT "SZYBKICH" Z Włodzimierzem Lisiewiczem, bramkarzem Bizona Jeleniec



Kim chciałeś zostać w dzieciństwie?

- Chyba od zawsze chciałem być piłkarzem.

 

Jak to się stało, że zostałeś piłkarzem?

- Duża w tym zasługa taty, który od małego zaszczepiał w nas, czyli we mnie i bracie miłość do sportu i piłki nożnej.

 

Ulubiony piłkarz w dzieciństwie?

- Peter Schmeichel, Oliver Kahn. Uwielbiałem ich oglądać w akcji. Grałem jako bramkarz, więc siłą rzeczy podpatrywałem najlepszych na świecie na mojej pozycji.

 

Ulubiony trener?

- Wielu trenerów mnie szkoliło. Ciężko wybrać jednego, ale chyba największym sentymentem darzę Roberta Różańskiego.

 

Ulubiony klub?

- Niezmiennie od dziecka tylko Real Madryt i Legia Warszawa.

 

Drużyna, w której chciałbyś zagrać?

- Teraz już za późno na spełnianie takich marzeń. Chyba jak każdy młody piłkarz marzyłem o grze w wielkim klubie. Legia oraz Real Madryt.

 

Klub, w którym nigdy byś nie zagrał?

- Widzew Łódź (śmiech - przyp. red.).

 

Najlepszy piłkarz, przeciw któremu zagrałeś?

- Dużo takich okazji było na turniejach i treningach z Drużyną Reprezentacji Dziennikarzy. Przykładowo grałem przeciwko: Maciejowi Rybusowi, Michałowi Kucharczykowi, Radosławowi Majdanowi, Piotrowi Świerczewskiemu, Michałowi Żewłakowowi, Maciejowi Żurawskiemu.

 

Najlepszy piłkarz w Ekstraklasie?

- Paweł Wszołek z Legii, zaś najlepszym bramkarzem od lat pozostaje Arkadiusz Malarz, obecnie występujący w barwach ŁKS-u Łódź.

 

Najlepszy piłkarz Bizona Jeleniec?

- Nie licząc mnie (śmiech - przyp. red.), jest jeszcze kilku dobrych zawodników. Ciężko kogoś wyróżnić.

 

Piłkarz Bizona, który może zrobić największą karierę?

- Jest kilku młodych utalentowanych. Mam nadzieję, że Mateusz Gajda zagra na wyższym poziomie.

 

Którzy piłkarze trzymają szatnię Bizona?

- Wydaje mi się, że tak jak w niemal wszystkich klubach, starszyzna tworzy atmosferę w szatni.

 

Największy żartowniś w drużynie?

- Nieskromnie stwierdzę, że ja (śmiech - przyp. red.). Tuż za mną jest Michał Botwina.

 

Największy imprezowicz?

- Ciężko wskazać pojedyncze osoby. Po trudnym meczu każdy zasługuje na piwko i to jeszcze zimne (śmiech - przyp. red.).

 

Największy modniś?

- Marcin Rybka. Strojniś nie z tej ziemi. Specjalizuje się w ramoneskach (śmiech - przyp. red.).

 

Największy nerwus?

- Pewnie większość zawodników przyznałaby, że to ja najgłośniej krzyczę na boisku.

 

Największy pantofel?

- Łukasz Olek. Tworzy z Kinga super parę.

 

Największy fighter?

- Damian Osiak. Gra twardo i nigdy nie odpuszcza.

 

Którego z zawodników chciałbyś zobaczyć w "Turbokozaku"?

- Przemysław Kucharzak. Na pewno dałby radę.

 

Najbardziej pamiętna impreza z kolegami z drużyny?

- Wesele Michała Botwiny. Zabawa trwała do białego rana.

 

Jesteś zwolennikiem czy przeciwnikiem pirotechniki na stadionach?

- Zwolennikiem. Sam czasem bywam na Łazienkowskiej, gdzie jest świetna atmosfera, również dzięki takim efektom.

 

Co Ciebie denerwuje w działaczach Bizona?

- Nie mam nic do zarzucenia działaczom. Robią, co mogą i wkładają w to całe serce. Naprawdę jestem zadowolony z tego, że w takim małym klubie organizacja i zaangażowanie jest bardzo wysokie. Prezes Tomasz Sokołowski może być wzorem dla niejednego szefa, jak zarządzać i jak tworzyć atmosferę.

 

Wymarzone miejsce na wczasy?

- Bali. W dzisiejszych czasach trzeba będzie trochę poczekać na podróże turystyczne.

 

Najpiękniejsze miejsce, w którym byłeś?

- Dopiero zacząłem zwiedzać świat, więc z pewnością to jeszcze przede mną.

 

Ulubiona muzyka?

- Zwykle to muzyka pop i disco polo.

 

Jak sobie radzisz w kuchni?

- Raczkuję. Jest kilka popisowych dań, które czasem serwuje rodzinie.

 

Popisowe danie?

- Makaron ze szpinakiem i kurczak curry.

 

Ostatnio przeczytana książka?

- "Kadziu". To biografia Łukasza Kadziewicza, czyli świetnego siatkarza. Autorem pozycji jest mój kuzyn Łukasz Olkowicz.

 

Szczególny prezent pod choinką?

- PS 4 od żony. Dopiero zabawa sylwestrowa odciągnęła mnie od FIFY (śmiech - przyp. red.).

 

Czym zajmujesz się prywatnie?

- Pracuję w administracji Uniwersytetu Warszawskiego. Dodatkowo trenuje młodych bramkarzy w akademii Polonii Warszawa.

 

Gdyby nie piłka nożna?

- Nie wyobrażam sobie życia bez piłki, ale może zostałbym strażakiem.

 

Bilet na mecz życia czy bilet w kosmos?

- Zdecydowanie na mecz życia. Finał Ligi Mistrzów byłby spełnieniem marzeń. Dodatkowo, gdyby grał w nim ukochany Real Madryt, byłbym w siódmym niebie.

 

Górskie spacery czy morze?

- Górskie spacery. Wolę aktywny wypoczynek.

 

Na ryby czy na grzyby?

- Na grzyby. Nie umiem łowić.

 

Wieś czy miast?

- Wieś. Lubię naturę.

 

Samotnie czy w tłumie?

- W tłumie. Raczej nie jestem typem odludka. Lubię towarzystwo.

 

Trzy rzeczy, które weźmiesz na bezludną wyspę?

- PS4, piłka i dobra książka.

 

Filharmonia czy festyn?

- Festyn.

 

Dres czy kołnierzyk?

- Każdy, kto mnie zna, wie, że dres.

 

Ulubiona potrawa serwowana przez mamę?

- Pierogi z mięsem. Mama Beata robi najlepsze pod słońcem.

 

Piwo czy whisky?

- I to, i to (śmiech - przyp. red.).

 

Nie potrafię żyć bez?

- Bez grania w piłkę. Obecny czas bez ligi testuje moją cierpliwość i uczy pokory.

 

Wam pierwszym to powiem?

- Nic nie przychodzi mi do głowy. Nie jestem osobą skrytą, więc nie mam żadnych tajemnic.

 

Miejsce urodzenia?

- Łuków.

 

Numer buta?

- 44.

 

Samochód?

- Volkswagen.

 

Żona, dziewczyna, dzieci?

- Kochana żona Iza.

 

Ulubiona potrawa?

- Łosoś.

 

Czego nie wziąłbyś do ust?

- Chyba nie ma takiej rzeczy. Lubię nowe smaki i raczej nie jestem wybredny.

 

Wykształcenie?

- Średnie.

 

Hobby?

- Bieganie, sport.

 

Ksywa?

- Wowa.

 

Jak to się stało, że trafiłeś do reprezentacji dziennikarzy?

- Mój brat cioteczny Daniel Olkowicz zabrał mnie kiedyś na trening i tak już zostałem.

 

Ile meczów zagrałeś?

- 36.

 

Z kim znanym występowałeś w jednej ekipie?

- Piotr Świerczewski, Grzegorz Jędrzejewski (Gabor), Mateusz Borek, Tomasz Zubilewicz, Marcin Dorociński.