Chcesz komunikacji miejskiej w Łukowie? Podpisz wniosek

Rok temu po raz pierwszy napisaliśmy, że mieszkańcy chcą, żeby na ulice Łukowa wróciła komunikacja miejska. W wakacje burmistrz i prezes PKS-u deklarowali, iż zajmują się sprawą, i obiecywali efekty już jesienią. A że na razie nic nie wyszło z tych zapewnień, jeden z radnych zachęca do zrywu społecznego.



Przypomnijmy: po raz pierwszy temat pojawił się na naszych łamach na początku ubiegłego roku. Opublikowaliśmy wtedy list anonimowego Czytelnika, zatytułowany "Miasto, gmina i powiat kuleją". Jeden ze sformułowanych tam zarzutów dotyczył komunikacji miejskiej.

 

"Gdyby urzędnikom się chciało"

"Czy pytaliście kiedyś, dlaczego osoby bez auta i pieniędzy na taksówkę nie mają jak dostać się z osiedla Sienkiewicza na Dworzec? Czy pytaliście kiedyś, jak uczniowie I LO mają dostać się do swoich domów na Łapiguzie czy dalekiej Międzyrzeckiej?" - pisał łukowianin. - "Nie pytaliście, bo uważacie, że Łuków to zbyt małe miasto, żeby kursowała tu komunikacja miejska. Z pewnością nie wiecie, że komunikację miejską - większą lub mniejszą - mają takie miasta jak Dęblin (o około 13 tysięcy mieszkańców MNIEJ niż w Łukowie; powierzchnia porównywalna) czy Iława (liczba mieszkańców porównywalna z Łukowem, ale powierzchnia - mniejsza o 14 kilometrów kwadratowych). W tych miastach nie ma dziesiątek linii, ale jest kilka porządnych, sprawnie połączonych z liniami podmiejskimi".

Czytelnik przypominał też, że swego czasu kursował tu autobus miejski. Niestety był w fatalnym stanie, bilety kosztowały za dużo, a mieszkańcy nie znali rozkładu jazdy. Zdaniem łukowianina jednak komunikacja miejska mogłaby znów funkcjonować. "Mogłaby, gdyby urzędnikom się chciało... a odnoszę wrażenie, że się nie chce" - kończył.

 

"Warto spróbować"

O pomysły łukowianina pytaliśmy wtedy radnego miejskiego Marcina Wysokińskiego. Jak mówił, spotkał się z sygnałami w sprawie autobusu miejskiego. Pochodziły one od osób, szczególnie starszych bez własnych samochodów, które mają kłopot z dodarciem do placówek służby zdrowia i urzędów.

Radny dodawał, że aby komunikacja miejska wróciła do Łukowa, wystarczy dobra wola starosty i burmistrza.

- Moim zdaniem, nie potrzeba dużych nakładów finansowych, tylko reorganizacji. Jesteśmy na tyle niedużym miastem, że problem rozwiązałaby 1 lub 2 linie co pół godziny od 7. do 16., i to busów. Skoro takie rozwiązania funkcjonują w mniejszych miastach, warto spróbować. Należałoby pilotażowo uruchomić 1 linię i zobaczyć, jaki jest odzew - przekonywał radny.

 

Tragedia dla starszych

Sprawa wróciła w sierpniu 2017 r. Wtedy to do "Wspólnoty" zgłosiła się mieszkanka ul. Zbożowej. Jak opowiadała, ma problemy z błędnikiem, przez co nie może nawet jeździć na rowerze.

- A że nie jestem zmotoryzowana i mieszkam spory kawałek od centrum, większe zakupy albo wizyty u lekarza to dla mnie tragedia. Kiedy chcę załatwić coś w mieście, muszę łapać okazję albo prosić sąsiada, żeby mnie podwiózł. A przecież w Łukowie są też inni ludzie, dla których poruszanie się stanowi problem. Latem to pół biedy, ale kiedy chodniki są oblodzone, dotarcie gdziekolwiek staje się dla nich prawie niemożliwe - przekonywała.

Kobieta mówiła też, że czasem korzysta z dalekobieżnych busów czy autobusów, ale te kursują rzadko, a w wakacje wcale. Podróżowanie nimi po Łukowie jest też bardzo drogie. Dlatego, jej zdaniem, wystarczyłaby 1 lub 2 linie, co nie wymagałoby od władz miasta ogromnych wydatków.

 

Zapowiedzi i deklaracje

W wakacje "Wspólnota" zapytała o autobusy miejskie burmistrza Dariusza Szustka. Odpowiedział nam, że konsultuje kwestię przywrócenia komunikacji miejskiej z Tomaszem Madoniem, prezesem łukowskiego PKS-u. Jak dodawał, nowe linie miałyby docierać do najważniejszych punktów miasta (dworzec PKP, Łapiguz, ul. Żelechowska, Poważe czy osiedle Sienkiewicza) i być dopasowane do rozkładu jazdy pociągów.

- Chcemy uruchomić kilka linii. Będą na nich jeździć nieduże autobusy, z mniej więcej 20 miejscami siedzącymi, dostosowane też do przewozu osób niepełnosprawnych - poinformował włodarz miasta.

Prezes Madoń potwierdził wtedy te deklaracje. Zapowiedział też, że konkretna propozycja pojawi się na pewno po wakacjach, a jeśli nic nie stanęłoby na przeszkodzie, nowe linie mogłyby zostać uruchomione już w październiku lub listopadzie 2017 r.

 

Jaka trasa?

Do spełnienia zapowiedzi nie doszło. Dlaczego?

- Rozmawiałem z prezesem Madoniem. Jak się dowiedziałem, jest opracowywana koncepcja kształtu trasy - odpowiada Marcin Mateńko, zastępca burmistrza Łukowa. - Wiem także, że PKS prowadził rozmowy z zarządcami dróg. Uruchomienie takiej linii to przecież nie tylko puszczenie busika z jednego końca miasta w drugi. Konieczne jest też wytyczenie przystanków, stworzenie zatok postojowych czy pobudowanie wiat. To wszystko musi być też wycenione.

Jak dodaje Marcin Mateńko, niewykluczone, że planowana trasa poprowadzi przez 3. etap obwodnicy, który zostanie wkrótce ukończony.

- Poza tym widzę potrzebę przywrócenia przystanku komunikacji miejskiej przy zalewie, kiedy uruchomimy tam kąpielisko. To będzie przecież bardzo atrakcyjne miejsce, przynajmniej w sezonie - mówi.

 

Nieduże zainteresowanie?

Opracowywany przez PKS plan nie został jeszcze zamknięty.

- Ale wiem, że o ile w 2017 r. koszty szacowano na 200-250 tys. zł rocznie, to dziś szacunki mówią o ponad 300 tys. - informuje zastępca burmistrza. - Tyle trzeba by dopłacać, bo jesteśmy zbyt małym miastem, by to było dochodowe. Dlatego nie ma mowy o tym, żeby ta linia zaczęła funkcjonować jeszcze w 2018 r. Taka pozycja nie znalazła się w tegorocznym budżecie miasta. Żaden radny o to oficjalnie nie wnioskował.

Marcin Mateńko uważa też, że realne zainteresowanie społeczne uruchomieniem linii autobusowej jeżdżącej po Łukowie nie jest duże:

- Nie spotkałem się z wyraźnym głosem, że to jest potrzebne. Zapraszam Czytelniczkę i inne osoby, które uważają, że komunikacja miejska powinna wrócić do Łukowa. Mój gabinet jest zawsze otwarty. Jeśli pojawi się dużo głosów na "tak", szanse na uruchomienie tego typu linii wzrosną. Wszystko zależy od mieszkańców - kończy.

 

Będą listy

Radnego Wysokińskiego dziwią słowa zastępcy burmistrza.

- Pan Marcin mija się z prawdą. Nie składałem pism w tej sprawie, ale na jednej z sesji Rady Miasta zwróciłem się z oficjalną prośbą o rozważenie propozycji przywrócenia w Łukowie komunikacji miejskiej. Czy to nie jest wniosek formalny? - pyta.

Potwierdza też, że nie wnioskował o wpisanie tego zadania do budżetu:

- Tak, ale po pierwsze dlatego, że PKS podlega pod starostwo, a nie Urząd Miasta. Po drugie, moje wnioski zwykle nie są realizowane, choć oczywiście padają ustne zapewnienia. Dlatego byłem jedynym radnym, który wstrzymał się od głosu podczas głosowania nad tegorocznym budżetem.

Marcin Wysoskiński odpowiada też na zarzut o małym zainteresowaniu autobusami miejskimi.

- Skoro Urząd Miasta do zajęcia się tą sprawą potrzebuje odzewu społecznego, przygotuję listę, którą mieszkańcy będą mogli podpisać. Żeby było im łatwiej, proponuję, żeby też sami tworzyli własne listy na klatkach czy osiedlach i przesyłali mi je mailem. Wezmę się za to dla dobra miasta - zapowiada.