Jeszcze do niedawna pan Mirosław tu orał.

Jest droga, ale jej nie ma

Rolnik zaorał pole od pokoleń należące do jego rodziny. Gmina dwukrotnie pozwała go za to do sądu, argumentując, że od ponad pół wieku prowadzi tędy droga, która jest jedynym dojazdem do pobliskich zabudowań. - Panie wójcie, zapraszam na miejsce. Chętnie udowodnię, że jest inaczej - odpowiada mężczyzna.



Mirosław Łozowski z Oszczepalina Drugiego (gm. Wojcieszków, pow. łukowski) ma szeroki na 50 metrów kawałek pola w pobliskim Krasewie (gm. Borki, pow. radzyński).

Do urzędu i na policję
Jesienią 2016 r. pan Mirosław, jak wiele razy wcześniej, zabrał się do jego orania.
- Wtedy jeden z mieszkańców stojącego nieopodal domu zwrócił mi uwagę, że w tym miejscu jest droga gminna, i dodał, że ma prawo jeździć po niej samochodem - relacjonuje. - Zdziwiłem się. Owszem, za tym domem kiedyś biegła droga, ale na naszym polu jej nie było. Pamiętam, jak dziadek zabierał mnie tu, kiedy byłem dzieckiem. Wtedy przez nasze pole prowadziła co najwyżej dróżka, którą mógł przejść człowiek albo przejechać rower. Pretensje tego człowieka zaskoczyły mnie też dlatego, że teraz od asfaltówki do tego domu prowadzi jeszcze inna droga, odległa tylko o kilkadziesiąt metrów, więc ma czym dojeżdżać - uzupełnia.
Mężczyzny nie przekonało tłumaczenie pana Mirosława, więc zgłosił sprawę do Urzędu Gminy Borki. W styczniu 2017 r. wójt Radosław Sałata oficjalnym pismem nakazał rolnikowi z Oszczepalina, by do końca miesiąca przywrócił przebiegającą przez pole drogę gminną nr 102117L. Poinformował też, że w przeciwnym wypadku sprawa zostanie skierowana na policję, a jeśli dojdzie do trwałego uszkodzenia drogi, panu Mirosławowi grozi od 3 miesięcy do 5 lat więzienia.

Kary i tłumaczenia gminy
Rolnik zaczął się odwoływać. Bezskutecznie, bo w tym samym roku sprawa trafiła do Sądu Rejonowego w Radzyniu Podlaskim. Na rozprawie Urząd Gminy przedstawił mapę z 1961 r., która miała stanowić dowód, że już wtedy w tym miejscu istniała droga. Jak opowiada Mirosław Łozowski, sąd uwierzył tym argumentom:
- Kiedy wystąpiłem, żeby na miejscu dokonano oględzin, gdzie faktycznie jest droga, odmówiono mi. I zasądzono karę mniej więcej 500 zł. Zapłaciłem. A że nie chciałem płacić w przyszłości, przestałem orać w tym miejscu.
Cały czas jednak pan Mirosław odwoływał się w tej sprawie do sądu i władz lokalnych. W styczniu 2018 r. Urząd Gminy przesłał panu Mirosławowi kopie dokumentów o komunalizacji gruntu pod drogę, która miała mieć miejsce w 1995 r.
- Ale naszej rodziny nigdy o tym nie poinformowano. Nikt z nami nie rozmawiał i nie przysłał decyzji, tylko podobno 24 lata temu w Urzędzie Gminy wywieszono obwieszczenie - podkreśla rolnik.
W 2018 r. Mirosław Łozowski ponownie zaorał pole w miejscu, gdzie powinna przechodzić droga, więc na ostatniej z jak dotąd czterech spraw ukarano go wyrokiem i karą kolejnych kilkuset złotych. Później, kiedy talerzował pole, lokatorzy domu wzywali policję.

Równi i równiejsi?
Pana Mirosława oburza, że droga, w której obronie stanął Urząd Gminy, choć na planach ma kilometr, w praktyce biegnie tylko przez kilkadziesiąt metrów jego pola. Na pozostałych mniej więcej 20 działkach, przez które teoretycznie przebiega, zamiast czegoś, po czym dałoby się przejechać, są: pola, krzaki, drzewa, a nawet... zamieszkały dom. Zdaniem rolnika z Oszczepalina, taki stan trwa mniej więcej od sześciu lat.
- Jeśli jest droga, to po, żeby jeździć po całym jej odcinku. Na pewno przydałaby się mieszkańcom, a i sam chętnie bym z niej korzystał jako kierowca, jadąc przez Krasew. Ale nie mogę znieść, że mnie nie wolno zorać pięści ziemi, bo to niby droga gminna, a do kilkudziesięciu innych właścicieli w identycznej sytuacji nigdy nie wzywano policji i nigdy nie wylądowali w tej sprawie w sądzie. A podobno, jak mówi konstytucja, każdy jest równy wobec prawa - mówi Mirosław Łozowski, nie kryjąc oburzenia.
I dodaje, że wójt jako gospodarz gminy powinien dbać o takie kwestie jak drogi gminne. Dlatego pan Mirosław wnioskował, żeby do 15 marca tego roku gmina przywróciła drogę na całym kilometrowym odcinku. Kolejny raz bezskutecznie.

Decyzja była do wglądu
O przedstawienie stanowiska Gminy Borki „Wspólnota” poprosiła wójta Radosława Sałatę. Pierwsze z naszych pytań dotyczyło tego, kiedy na działce należącej dziś do Mirosława Łozowskiego wytyczono drogę gminną i kto tego dokonał.
- Gmina Borki uzyskała własność drogi na działce nr 673 na podstawie decyzji komunalizacyjnej z 13 marca 1995 r., wydanej przez Wojewodę Lubelskiego. Zanim przepisy ustawy umożliwiły gminom komunalizację, mienie to należało do Skarbu Państwa - odpowiada wójt.
Jak informuje, zgodnie z przepisami, jedną z części decyzji komunalizacyjnych stanowił spis inwentaryzacyjny mienia ogólnonarodowego. W tym przypadku był on wyłożony do publicznego wglądu w siedzibie Zarządu Gminy Borki między 4 maja a 5 czerwca 1995 r. Pan Mirosław miał pełne prawo zapoznawać się z nimi i składać stosowne wnioski w sprawie spisu.

Niezbędna droga
Naszą redakcję zainteresowało też, dlaczego gmina zainterweniowała w sprawie zaorania działki pana Mirosława dopiero w 2017 r., choć odbywa się to od lat. Wójt odpowiada, że Urząd Gminy nie posiadał wiedzy co do wcześniejszych wykroczeń, więc nie jest w stanie stwierdzić, czy dochodziło do nich także wcześniej. Jak dodaje, urząd miał ustawowy obowiązek zainterweniować, gdy 27 grudnia 2017 r. wpłynął do niego wniosek w sprawie zaorania drogi na tej działce - zawiadomienie o wykroczeniu z Komendy Powiatowej Policji w Radzyniu Podlaskim.
„Wspólnota” zapytała również, czy Urząd Gminy kiedykolwiek egzekwował przywrócenie drogi gminnej nr 102121L na pozostałych działkach, przez które - według planów - przechodzi.
- Nie, ponieważ dojazd do działek gwarantują inne drogi i w związku z tym nie wpływały także stosowne wnioski - informuje wójt.
Podkreśla przy tym, że Urząd Gminy Borki nie traktuje obywateli wybiórczo.
- Problem polega na tym, że droga przebiegająca przez działkę pana Łozowskiego to, w odróżnieniu od pozostałych dróg na działkach innych 20 osób, jedyna droga dojazdowa do posesji, na której mieszkają ludzie, i oczywistym jest, że aby móc normalnie żyć, muszą mieć zapewniony dostęp do niej. Zasadność przywrócenia drogi dojazdowej do posesji orzekł także sąd, do którego orzeczenia początkowo pan Łozowski się zastosował, lecz później znów zaorał drogę, a przez to problem do niego powrócił - zaznacza Radosław Sałata.
Odpowiada także na pytanie, czy Urząd Gminy planuje przywrócenie drogi nr 102117L na całym odcinku:
- W przyszłości. Teraz dojazd do działek gwarantują inne drogi.

„Wójcie, zapraszam do Krasewa”
Pana Mirosława tłumaczenie urzędu dziwi.
- Nie rozumiem. Urząd Gminy twierdzi, że dojazd do pozostałych 20 działek gwarantują inne drogi, a nie chce zauważyć, że do domu przy moim polu też prowadzi druga droga. Panie wójcie, zapraszam do Krasewa. Chętnie zostanę przewodnikiem po drodze 102117L i pokażę, że działka, o którą się pan tak troszczy, ma jeszcze inną drogę dojazdową - mówi.
Komentuje też deklarację, że Urząd planuje przywrócenie drogi gminnej na całej długości:
- Nie wierzę w taką obietnicę, ale trzymam za słowo. Chciałbym zobaczyć, jak wójt poradzi sobie z tym, że droga prowadzi przez środek domu, na którego postawienie pozwolili urzędnicy gminni. Może nad tym budynkiem powstanie wiadukt? A może będziemy nad nim latać dronami? - kończy ze śmiechem pan Mirosław.