Nie żyje 39-latek. Kolega dostał zarzut nieumyślnego spowodowania śmierci

Nie żyje Tomasz K. z Adamowa. W sprawie został zatrzymany, a potem wypuszczony na wolność Wojciech S. Miało pójść o wódkę.



Adamów. 24 kilometry od Łukowa. To tu w piątek wieczorem rozegrała się tragedia. 24-letni Wojciech był już po kilku głębszych, kiedy zjawił się pod domem kolegi Tomasza. To stary, parterowy drewniak, w którym mieszkają dwie rodziny. 39-latka nie było wtedy w domu. Wojtek poprosił o wodę. Żona Tomka spełniła tę prośbę. Gość stwierdził, że poczeka, aż gospodarz wróci. Chciał się z nim napić wódki.

Tomasz, według relacji brata, z którym rozmawiała "Wspólnota" wrócił trzeźwy. Mężczyźni zniknęli za drzwiami w jednym z pokojów. Ale Tomek tego dnia nie chciał pić. To miało nie spodobać się Wojtkowi.

- Nie było słychać kłótni, awantury czy szarpaniny - relacjonuje nasz rozmówca. Według niego napastnik w pewnym momencie rzucił się na jego brata, złapał za szyję i pchną na ścianę. - To wszystko widział 7-letni bratanek - mówi nasz rozmówca. - Zaraz weszła też bratowa - dodaje brat pana Tomka. Kobieta zaalarmowała domowników. Syn i matka widzieli jak ojciec osuwa się nieprzytomny na ziemię. Wojciech rzucił się do ucieczki. Według relacji brata ofiary, 24-latka policjanci zatrzymali bardzo szybko w pobliskim sklepie.

(…)

Więcej w elektronicznym (CZYTAJ TUTAJ) i papierowym wydaniu Wspólnoty (dostępnym w punktach sprzedaży).