Kieruczenko: Nie wiem, ile potrwają wakacje



ROZMOWA Z Marcinem Kieruczenko, byłym trenerem MKS-u ROGO Rogoźnica
Nie wiem, ile potrwają wakacje
Przyszedł do zespołu w momencie awansu do Klasy A. Prowadził drużynę przez cztery sezony. Dlaczego odszedł? Gdzie będzie pracował? Jego następcą został Piotr Ciejak, wcześniej prowadzący Kujawiaka Stanin i LZS Dobryń.

Pamiętasz początki w "Rogo"?

- Oczywiście. Był to zespół, który awansował do Klasy A. Trzon drużyny był, ale w pierwszym sezonie nie było łatwo. Broniliśmy się przed spadkiem. Jak to się mówi, frycowe kosztuje. Potrzebowałem czasu, aby poznać chłopaków i jakoś to ustawić. W kolejnych latach było już zdecydowanie lepiej. Zawsze zajmowaliśmy czołowe miejsca w tabeli.

 

Przez zespół przewinęło się wielu zawodników, jednak była grupa, która tworzyła trzon?

- Wielu to może nie, ale kilku na pewno. W tym czasie dokonałem kilku wzmocnień i paru zawodników dołączyło do nas. Od początku byli zawodnicy, którzy grali w rozgrywkach pod nazwą Stowarzyszenia Piłkarskiej Ligi Gminy Międzyrzec Podlaski, która funkcjonowała w Rogoźnicy. Prowadził ją obecny prezes Roman Lipiński wraz z Andrzejem Małkiem. To ten pierwszy człowiek stworzył zespół i przystąpił do rozgrywek w strukturach Bialskopodlaskiego Okręgowego Związku Piłki Nożnej. Mnie udało się namówić na grę bramkarza Marcina Nowosza oraz Przemka Sergieja, Krzysztofa Kondraciuka, Michała Kurendy oraz Jakuba Zaniewicza. Byli to zawodnicy, którzy grali ze mną w Huraganie Międzyrzec Podlaski. W każdym sezonie były delikatne roszady. Ktoś przychodził, a ktoś odchodził, ale trzon był praktycznie stały.

 

Czy są w ekipie tzw. żywe pomniki zespołu?

- Wymieniłbym kilku. Marek Jankiewicz, Igor Skraburski, Piotr Łukasiewicz, Bartłomiej Michaluk, Krzysztof Chwedoruk, Daniel Kucharuk, Mateusz Tomczuk, Michał Lipiński, Łukasz Kowalczyk, Artur Łukaszuk czy Łukasz Borysiuk.

 

Dlaczego zdecydowałeś się odejść?

- Powodów było kilka. Zdecydowałem się odejść, bo staliśmy w miejscu. Każdy chciał iść wyżej, ale na koniec zawsze brakowało kilku punktów, które zgubiliśmy po drodze. Stwierdziłem, że tam trzeba nowej krwi, aby postawić kropkę nad i... Może ktoś nowy da to "coś", że chłopcy pójdą grać wyżej. Na pewno zasługują na to. Trzymam za nich kciuki i kibicuje im z całego serca.

Kolejny powód?

- Do mojej rezygnacji przyczyniła się również choroba mamy. Niestety, diagnoza była straszna, a choroba postępowała bardzo szybko. Czułem, że muszę poświęcić jej jak najwięcej czasu, bo ten też uciekał i było go coraz mniej. Poza tym moje dzieci nie widziały mnie w weekendy, gdyż sobota to rozgrywki młodzieżowe i UKS Dwójka, a niedziela była w Rogo. Poczułem zmęczenie oraz wypalenie i dlatego postanowiłem odejść. Odejść po to, aby pomóc tej drużynie. I myślę, że tak właśnie będzie. Decyzję podjąłem po bardzo dobrej rundzie jesiennej, co było zaskoczeniem dla wielu osób, ale uważam, że to słuszna decyzja, bo teraz odpoczywam. Na pewno wrócę do piłki seniorskiej, jak przyjdzie głód meczowej adrenaliny. Ale na razie ładuję baterie, prowadząc dzieci w UKS-ie Dwójka.

 

Kiedy zobaczymy "Kierę" na ławce?

- Jak odpocznę. Na razie jeszcze odpoczywam. Można powiedzieć, że mam wakacje, które nie wiem, ile potrwają. Myślę, że niedługo, ale czas pokaże.

 

Jakie masz marzenia związane z piłką?

- Marzeń mam wiele, ale chyba nie mogę ich zdradzać, bo się nie spełnią. Jedno mogę powiedzieć. Chcę być jak najdłużej przy piłce i spełniać się jako trener, zarówno prowadząc dzieci, jak i seniorów. Trener to taka osoba, która zamienia rzeczy trudne w łatwe do zrobienia. I to jedno z moich marzeń, aby wszyscy na boisku mieli łatwo i mówili, że gra w piłkę jest taka prosta, a poza tym przynosi radość i uśmiech.

 

Zostawiasz Rogo w dobrej sytuacji?

- Myślę, że tak. Runda wiosenna zawsze była lepsza niż jesień. Pożegnałem się z zawodnikami i poprosiłem, aby grali dalej w Rogo. Z tego, co wiem, dziś wszyscy zostali i bawią się dalej, co mnie bardzo cieszy. Tam naprawdę jest potencjał i wierzę, że oni mi go pokażą. Będę na pewno na trybunach i będę kibicował.

Najważniejsze, że między chłopakami jest dobra atmosfera i klimat. I oby tak było jak najdłużej. To budowaliśmy długo, ale solidnie.

 

Czyli będzie można ciebie ujrzeć z wysokości trybuny?

- Jeżeli tylko mi czas pozwoli, to na pewno się pojawię. Jestem im to winny i na pewno będzie im przyjemniej, mimo tego, że odszedłem, ale jestem. Muszę dodać, że część chłopaków z Rogo gra w mojej drużynie w nadchodzącym Memoriale upamiętniającym mojego kolegę z boiska oraz lat studenckich - Artura Osypiuka.

 

A w jakich stosunkach rozstałeś się z zarządem i prezesem?

- Rozstanie nastąpiło w bardzo przyjaznych i koleżeńskich relacjach. Myślę, że żadna ze stron nie zamknęła za sobą drzwi. Ja na pewno tego nie zrobiłem. Przez ten cały czas współpraca układała się naprawdę dobrze. W wielu sytuacjach rozumieliśmy się bez słów. Nie było powodów, aby psuć taką atmosferę. Każda ze stron wie, że trener to ktoś, kogo można zmienić. Myślę, że prezes i zarząd uszanowali moją decyzję. Wybrałem taki moment, aby władze klubu miały czas na znalezienie mojego następcy. I wiem, że to się udało. Bardzo się z tego cieszę.