WRÓBLEWSKA Kornelia - pierwsza KOBIETA na liście!

Wywiad z Kornelią Wróblewską, kandydatką do sejmu z okręgu nr 7, z listy KKW KO, z pozycji nr 3.



Przeprowadziłam 340 interwencji, z czego ponad 100 dotyczyło spraw szczególnie ważnych dla Lubelszczyzny. Na szczęście część z nich było skutecznych.

Proszę podać jakiś przykład.

Bardzo proszę - interwencje w sprawach: wycięcia drzew w centrum Parczewa, targowiska w Łęcznej, zasad użytkowania samochodu dla osób z niepełnosprawnościami w powiecie bialskim, funkcjonowania szpitali w województwie lubelskim, czy stanu oświaty po reformie edukacji. Wiele spraw indywidualnych, np. dotyczących emerytów mundurowych, pokrzywdzonych ustawą represyjną. Osobiście uczestniczyłam w dziesiątkach spotkań. To dotyczy mieszkańców całej Polski, a więc też całego okręgu – od Biłgoraja, Zamościa i Chełma, przez Białą Podlaską. Ale największym sukcesem jest dla mnie pozostawienie oddziału ginekologiczno-położniczego w moim rodzinnym Międzyrzecu Podlaskim.

To Pani sukces?

Również mój. Przypomnę, że na początku tego roku pojawiły się wyraźne plany zamknięcia wspomnianego oddziału z powodów nierentowności i przeniesienia go do Białej Podlaskiej. Wysłałam wiele pism w tej sprawie, od władz samorządowych począwszy, przez radnych powiatowych, na dyrektorze szpitala skończywszy. Uczestniczyłam w spotkaniach, m.in. Rady Społecznej Szpitala, ale też interweniowałam u władz regionalnych i krajowych PSL (szpitalem zarządza powiat prowadzony przez starostę z PSL-u). Udało się. Przeniesienie zostało wstrzymane.

Dlaczego w takim razie poklaski zebrał poseł PiS? A o Pani zaangażowaniu nikt nie słyszał?

Bo skupiłam się na załatwieniu sprawy i nie chciałam tego wykorzystywać w kampanii do Europarlamentu. Nie było konferencji i przechwalania w mediach – to się udało dzięki licznym rozmowom i dyplomacji, z tym związany był pewien kompromis i poszanowanie stron. Nie wszystko załatwia się w mediach. Jako była dziennikarka wiem o tym doskonale. Mam też świadomość, że problem nie został rozwiązany, tylko zawieszony. Niestety PSL nie przejawia obecnie woli współpracy, o czym świadczy wyjście z Koalicji. Nie wiem, czy przeprowadza badania społeczne dotyczące zamknięcia szpitala, o których rozmawialiśmy, i czy ma w planach zmianę sposobu zarządzania szpitalem, bez czego nie będzie możliwe utrzymanie go w formie dotychczas funkcjonującej. Wszystko jest przed nami.

A poseł PiS?

On wykorzystał fakt, że szpitalem nie zarządza PiS tylko PSL. To wystarczyło do krzyczenia w mediach o opozycji, która niszczy wszystko, co lokalne i ważne dla mieszkańców. Sam jednak – będąc posłem partii rządzącej – nie zrobił absolutnie nic, by dofinansować szpital, czy pomóc spłacić jego długi, albo załatwić lepsze rozliczanie usług. W głowie pozostanie mi jego wypowiedź na spotkaniu Rady Społecznej. Stwierdził wówczas, że gdyby chciał, to ot tak załatwiłby kasę dla szpitala, ale tego nie zrobi, bo starosta jest z PSL-u, więc niech sam sobie radzi. Gdzie tu troska o mieszkańców? Takich spraw było wiele na terenie naszego okręgu.

Niestety mieszkańcy, nie wiedząc o tzw. politycznych kuluarach, widzą to inaczej. Nie obawia się Pani, że ocenią po pozorach i zagłosują na kogoś innego?

Ja pewnych rzeczy nie przeskoczę. Nie jestem w najlepszej sytuacji, bo mierzę się z posłami, którzy swoją pozycję od lat budują w regionie. Ja dotychczas przypisana byłam do innych ziem. Na zaufanie muszę sobie zapracować. Mam tego świadomość. Od kiedy mam pewność, że wystartuję z okręgu chełmskiego, bardzo ciężko pracuję tutaj, w rodzinnych stronach. Wierzę, że mieszkańcy Lubelszczyzny dadzą mi szansę. Po pierwsze muszą zweryfikować rzeczywiste zaangażowanie na rzecz regionu wszystkich dotychczasowych posłów z tego okręgu. Nie każdy potrafi odpowiedzieć na pytanie, dlaczego głosuje właśnie na tę osobę. Znają nazwiska, ale tak naprawdę nie wiedzą, czym dany poseł zasłużył się dla regionu. Po drugie, gdzie się nie pojawię, słyszę, że pora na młodych, wykształconych, że brakuje kobiet w polityce i że jestem właściwą osobą na odpowiednim miejscu. To są słowa wyborców. I to mnie napędza.

A jaką rolę widzi Pani dla siebie?

Chciałabym odmłodzić politykę i wprowadzić do niej więcej kobiet. Kobiety wschodniej Polski są silne, mądre, zdeterminowane w działaniu. Jestem jedną z nich i wiem, jak wiele mają do zaoferowania. Jak nikt potrafią godzić ciężką pracę z równie ciężkimi obowiązkami domowymi i macierzyństwem. Są pracowite, konsekwentne i empatyczne. Widzą zdecydowanie więcej i dostrzegają problemy, o których mężczyźni nie mają pojęcia. Tego niestety nie zmieni się jedną decyzją. Potrzebna jest liderka, która da dobry przykład. I ja nią jestem. Najpierw posprzątamy, a później weźmiemy się za najpilniejsze rzeczy. I wcale nie mam tu na myśli pieczenia ciasta. Trzeba rozbudować sieć dróg i stworzyć warunki dla biznesu. Bo przestrzeń jest. Pomysły też. Tylko inwestorzy nie mają jak dojechać. Trzeba odbudować pierwotne znaczenie rolnictwa. Boli mnie potwornie, jak przemierzam kilometry pól odłożonych ugorem... Nasi rolnicy zmuszani są do przekwalifikowywania, bo dziś nie opłaca się nic uprawiać i hodować. A moglibyśmy być marką eksportującą na Zachód. Oświata umiera nie tylko dlatego, że jest źle zarządzana, ale również z powodu braku dzieci. 500+ nie przyniosło zamierzonego efektu. Trzeba poszukać innych metod zachęcenia Polek do macierzyństwa. I myślę, że jako młoda kobieta i matka, lepiej wiem, jak to zrobić niż dojrzały mężczyzna. To tak na początek.

Brzmi interesująco. Jak się pani słucha to aż widać, jak podciąga Pani rękawy i bierze się do roboty. Chciałbym móc to obserwować w kolejnych latach. Życzę powodzenia!

Dziękuję 😊