Widmo rozłamu w starostwie

PiS-owski zarząd powiatu opolskiego przeżywa kryzys. – Zgrzeszyłbym, gdybym powiedział, że jest dobrze – przyznaje jeden z członków zarządu. Na starostę posypały się nawet skargi do lubelskich władz partii.



Po odsunięciu ludowców od władzy wiele osób oczekiwało, że w starostwie pojawi się nowa jakość i nowy model sprawowania władzy w wykonaniu ludzi z Prawem i Sprawiedliwością. Ale, mimo iż mija już pięć miesięcy, to ani jednego, ani drugiego nie widać. Za to coraz częściej w Zarządzie Powiatu w Opolu Lubelskim iskrzy i unaocznia się iluzoryczna jedność.

To, że zarząd powiatu nie mówi jednym głosem, dało się zauważyć już na marcowym posiedzeniu komisji zdrowia, zwołanym przez wicestarostę, na które zaproszona została poseł Gabriela Masłowska. Starosta opolski nie pojawił się nawet na pięć minut i nie przywitał z posłanką reprezentującą jego partię. A to nie uszło uwadze obserwatorów. Przez ludzi związanych z PiS zachowanie starosty uznane zostało za zwykłą ignorancję. On sam z kolei swą nieobecność tłumaczył wyjazdem służbowym. 

Jeszcze gorzej ma być na co dzień w starostwie, choć nikt oficjalnie się do tego nie chce przyznać. Dariusz Piotrowski nie ma większości w zarządzie i musi się z tym liczyć. Coraz częściej padają też głosy, że on sam na tym stanowisku się nie sprawdza, rządzić chce w pojedynkę, narzuca swoją wolę, a nie rozmawia. Członkowie zarządu powiatu z kolei na to się nie godzą, ale muszą robić dobą minę do złej gry.

Nie brakuje też głosów, że Piotrowski jest marionetką w rękach Sławomira Plisa, burmistrza Opola Lubelskiego i szefa PiS w powiecie opolskim. I że tak naprawdę to w powiecie z tylnego siedzenia rządzi Plis.

Więcej w elektronicznym (CZYTAJ TUTAJ) i papierowym wydaniu Wspólnoty (dostępnym w punktach sprzedaży).