Korona-krach dobija naszych przedsiębiorców

Pozamykane sklepy, kwiaciarnie, restauracje, zakłady fryzjerskie. Epidemia koronawirusa rozkłada na łopatki lokalną przedsiębiorczość. - Bez pomocy rządu i samorządu nie podniesiemy się - mówią przedsiębiorcy z Opola Lubelskiego i Poniatowej.



W piątki stolica powiatu opolskiego zawsze tętniła życiem. Tak było jeszcze kilka tygodni temu. W miniony piątek Opole Lubelskie trudno było poznać.

Pozamykane na  cztery spusty 

- Wymarłe miasto. Nawet podczas wojny tak nie było. Żywej duszy nie ma. To jest przerażające – mówi nam starsza pani, którą spotkaliśmy w piątek około godz. 13.30, gdy szła z psem ul. Lubelską, główną ulicą miasta. I nikogo więcej nie było.

Lubelska stanowi również centrum handlowe. Zlokalizowane są tu sklepy, apteki, poczta, kwiaciarnie  i punkty usługowe. W miniony piątek w godzinach szczytu większość była zamknięta. Na drzwiach  lub witrynach  sklepowych widniały kartki z informacjami: zamknięte do odwołania lub  pozostawiony  tylko numer  komórki, pod którą w razie konieczności należy dzwonić. 

- Zamknęłam salon. Pracownicy są na urlopach opiekuńczych - mówi pani Kinga Głazowska, właścicielka salonu fryzjerskiego z ul. Tadeusza Kościuszki. -  Ale to jest naprawdę w tym momencie  masakra. Ja mam jeszcze inne źródło dochodu, a inni podejrzewam, że będą otwierać, w jakiś  sposób próbować się ratować  - dodaje. 

Czynne były apteki, poczta, dwa ciucholandy, placówka PZU i sklepy spożywcze.

 

 (…)

Więcej w elektronicznym (CZYTAJ TUTAJ) i papierowym wydaniu Wspólnoty (dostępnym w punktach sprzedaży).