Żule ciągle rządzą w parku miejskim

Problemi stałych bywalców parku w cenrum Parczewa opisywaliśmy wielokrotnie. Sytuacja doskwiera mieszkańcom od lat, a władze miasta i policja wydają się być bezradne.



W ubiegły wtorek w sprzedaży ukazał się 36 numer Wspólnoty, w którym opublikowaliśmy tekst pod tytułem: "Znowu ławka w fontannie". Tego dnia około 15:00 pojawili się w parku policjanci. Na 2 ławeczkach trwała właśnie impreza stałych bywalców tego miejsca. Funkcjonariusze powylewali zawartość butelek, legitymowali te osoby i prowadzili inne czynności. O godzinie 19:00 było już po imprezie, a na ławce słodko spał jeden z jej uczestników. Obok ławki stała butelka i puszka po piwie. 

Apel radnego

We wrześniu 2016 r. w artykule pt.: "Radni chcą wyrzucić pijaków z parku" pisaliśmy o apelu Wiesława Czarnackiego, który żądał zaprowadzenia porządku w centrum miasta. Opowiadał on o swoim własnym doświadczeniu z miejskiego parku.

- Któregoś dnia zaparkowałem samochód na Placu Wolności i widzę, siedzą na ławeczce rozebrani do pasa, pijący alkohol, tłukący butelki, bijący się ze sobą mężczyźni. A wokół nich biegające dzieci i rodziców, którzy z niesmakiem na to spoglądają - opowiadał radny Czarnacki.

Policja przegoniła pijaków

Radny zadzwonił wówczas na policję, która przyjechała i przegoniła awanturujących się mężczyzn. Po godzinie od interwencji Czarnacki przyszedł do parku na spacer z wnukami i zastał pijane towarzystwo w tym samym miejscu.

- Jeśli policja jest w stanie za przejście w niedozwolonym miejscu mandatować, to tak samo ma uprawnienia do tego, żeby mandatować tych pijaków - podkreślał radny.

Artur Łopacki, oficer prasowy parczewskiej policji powiedział nam wtedy, że park miejski jest newralgicznym miejscem, które objęte jest szczególnym nadzorem policji. Zapewniał też, że każdorazowo podczas odpraw policjanci są odpowiednio uświadamiani, aby zwracać uwagę i reagować na wszelkie przejawy łamania prawa w tym rejonie.

Strach wejść do parku

Rok temu w artykule "Strach wejść do parku. Tu rządzą żule" pisaliśmy o skargach rodziców, którzy chcieliby spędzić czas z dziećmi w parku, lecz obawiają się o demoralizację swoich pociech.

- Jak mamy tu przyjść, skoro większość ławek jest zajętych przez tych pijaków?! - żaliła się kobieta z dzieckiem. - Przy mnie i - co najgorsze - przy moich dzieciach jeden z nich, niewiele robiąc sobie z towarzystwa innych, oddawał mocz siedząc na ławce - opowiada z obrzydzeniem.

- O bluzganiu w co drugim słowie nawet nie wspomnę – dodała.

Zasłaniają się monitoringiem

Lokalni przedsiębiorcy, którzy od lat obserwują zmagania władz i służb, lecz przede wszystkim zwykłych ludzi korzystających z miejskiego parku nie mają wątpliwości.

- Płacimy podatki i mamy prawo żądać, żeby służby za nasze pieniądze rozwiązywały nasze problemy - mówią właściciele sklepów w okolicach parku.

- Policja z lubością ściga tych, co nie chodzą po pasach, czy tych, co źle zaparkują, a obojętnie przejeżdża obok parku, bo po co im kłopot - dodaje inny przedsiębiorca.

- Wszyscy zasłaniają się monitoringiem tylko po to, żeby nic nie robić - dodaje właścicielka kolejnego sklepu.

- Nawet w Parczewie mamy państwo teoretyczne, które ma narzędzia, a nie umie z nich skorzystać - komentuje jeden z przedsiębiorców.

Świętojańskie piwo

W czerwcu tego roku, podczas plenerowej imprezy (Noc Świętojańska) uczestniczy byli świadkami picia, przeklinania, a nawet bójki stałych bywalców miejskiego skweru.

- Przyszłam z dzieckiem do parku na to przedstawienie. Zobaczyłam dwie ławki ustawione blisko naprzeciwko siebie. Siedziało tam chyba 6 mężczyzn. Pili piwo. Pod nogami mieli pełno petów. Używali słów wulgarnych – opowiedziała Wspólnocie zirytowana kobieta. - Ochrona w ogóle nie reagowała. Dopiero jak zaczęli się bić, to ktoś do nich podszedł i uspokajał, a zastępca burmistrza przechadzał się po parku, jak gdyby nigdy nic. To mnie wyprowadziło z równowagi. Poszłam z dzieckiem do domu - relacjonowała zdarzenie.

Burmistrz rozmawiał z komendantem

Proszony o komentarz burmistrz Parczewa Paweł Kędracki od lat powtarza to samo.

- Kontaktujemy się z policją, prosząc o zwrócenie szczególnej uwagi na to, co się tam dzieje. Jako Urząd nie mamy jakiejkolwiek możliwości dyscyplinowania tych nałogowych kiperów taniego wina. Jedynym rozwiązaniem jest zmiana wizerunku otoczenia centrum, a to będzie przedmiotem rewitalizacji – powiedział nam rok temu burmistrz.

Na sierpniowej sesji Rady Miejskiej tak odpowiedział na interpelacje radnego Grzegorza Dudy: Do momentu kiedy będzie przeprowadzana rewitalizacja i ten las będzie ograniczony w centrum miasta, niestety mogą się takie sytuacje pojawiać. Ja za każdym razem, nawet po tym zdarzeniu, o którym radny mówił rozmawiałem z komendantem policji i prosiłem, żeby wysyłali te patrole.

asp. Artur Łopacki, oficer prasowy parczewskiej Policji

Codziennie wystawiają patrole

Plac Wolności w Parczewie to centrum miasta i jest ono objęte nadzorem ze strony Policji. Każdego dnia patrole wystawiane do służby mają przydzielone zadania dotyczące zapewniania ładu i porządku w tym newralgicznym miejscu. Dotyczy to służb zewnętrznych przez całą dobę. Jednocześnie zwracamy się z apelem do lokalnej społeczności, aby zgłaszać wszelkie przejawy chuligaństwa, zakłóceń ładu i porządku czy też spożywania alkoholu zarówno w parku, jak na terenie całego miasta.