Była wójt Dębowej Kłody nie dostanie odszkodowania od gminy

Grażyna Lamczyk przegrała sprawę o mobbing, nierówne traktowanie i dyskryminację w pracy. Musi zapłacić gminie 4.950 zł tytułem zwrotu kosztów procesu.



Grażyna Lamczyk zwolniona z pracy przez Radosława Kozaka żądała od gminy Dębowa Kłoda 29 tys. zł odszkodowania i 20 tys. zadośćuczynienia za krzywdy jakie miał jej wyrządzić swoim postępowaniem obecny wójt Radosław Kozak. W pozwie podnosiła stosowanie wobec niej między innymi mobbingu, molestowania, dyskryminacji i nierównego traktowania. Sąd uznał, że powództwo nie jest zasadne i nie zasługuje na uwzględnienie i nakazał Grażynie Lamczyk by zwróciła gminie koszty procesu w łącznej kwocie 4.950 zł.

Nie było mobbingu

W uzasadnieniu sąd wskazał między innymi, że Grażyna Lamczyk bez wiedzy rozmówców, nagrywała rozmowy z nimi. W trzech przypadkach rozmowy miały miejsce z wójtem gminy, w jednym z innymi pracownikami urzędu. Nie przedstawiła też dowodów na działania wójta, który miał ją poniżać podczas rozmowy w dniu 8 czerwca 2015 r.

Odnosząc się do zarzutu mobbingu sąd wskazał, że zjawisko to polega na uporczywym i długotrwałym nękaniu lub zastraszaniu pracownika. W praktyce przyjmuje się, że "długotrwałe" oddziaływanie oznacza przynajmniej 6 miesięcy, co nie miało miejsca w tym przypadku, bowiem Grażyna Lamczyk w okresie od 8 grudnia 2014 r. do 31 marca 2016 r., tj. przez prawie 16 miesięcy, miała możliwość kontaktu z wójtem przez okres około 1 miesiąca.

Wójt miał prawo wypowiedzieć umowę o pracę

Sąd stwierdził także, iż nie ulega wątpliwości, że długotrwała absencja chorobowa pracownika stanowi uzasadnioną przyczynę wypowiedzenia umowy o pracę, zwłaszcza w przypadku długotrwałej nieobecności. Taka absencja zawsze bowiem powoduje niekorzystne skutki dla pracodawcy. Wójt był zmuszony zatrudnić na zastępstwo inna osobę, ponosząc przy tym dodatkowe koszty. Ponieważ nie było wiadomo ile zastępstwo będzie trwało, wójt nie miał pewności, czy zastępującego pracownika wysyłać na szkolenia i inwestować w niego, czy też nie ponosić dodatkowych kosztów, ryzykując brakiem dostatecznego merytorycznego przygotowania tej osoby. Jak ustalił sąd w sprawie o przywrócenie do pracy, w okresie drugiego zwolnienia lekarskiego Grażyny Lamczyk, kierownik referatu musiał świadczyć pracę w godzinach nadliczbowych i skarżył się przełożonemu na nadmiar obowiązków.

Nie chciała oddać telefonu służbowego

 Stanowisko Grażyny Lamczyk, dotyczące żądania przez Radosława Kozaka zwrotu telefonu służbowego, z którego korzystała w okresie pełnienia funkcji wójta gminy było dla sądu dziwne, a wręcz zaskakujące. Sąd stwierdził, że skoro telefon zakupiony ze środków gminy wykorzystywała w okresie pełnienia funkcji, to po jej zakończeniu sama powinna zainicjować sprawę zwrotu aparatu lub innego rozliczenia finansowego. Grażyna Lamczyk takich działań nie podjęła. Według sądu, w tej sytuacji żądanie przez gminie zwrotu kwoty stanowiącej koszt jego zakupu, było całkowicie uzasadnione. Grażyna Lamczyk początkowo chciała zwrócić inny aparat (typ "klawiszowy"), a dodatkowo nie była zawarta umowa lub porozumienie o przekazaniu jej do użytkowania zakupionego aparatu. W końcu jednak była wójt uiściła całość kwoty, za którą telefon był zakupiony, tym samym uznała słuszność stanowiska Radosława Kozaka w tym zakresie.

OD REDAKCJI


Wyborca ma prawo do informacji
Pani Grażyna Lamczyk ma przekonanie, że informacja o wyroku Sądu Okręgowego w Lublinie z dnia 27 września 2018, jest szukaniem sensacji w okresie kampanii wyborczej.
Nasza opinia w tej sprawie jest zgoła odmienna. Uważamy bowiem, że wyborcy mają prawo do wszystkich informacji o kandydacie na wójta, bez względu na to, czy są one dla niego korzystne, czy też nie.
 
Grażyna Lamczyk
Uważam, że jest to szukanie sensacji w trakcie kampanii wyborczej. Na ten temat mogę rozmawiać po otrzymaniu wyroku wraz z uzasadnieniem. W tej chwili mogę poinformować o sprawach, które się już zakończyły i to ja je wygrałam i zawarliśmy jedną ugodę. Mieszkańcom mojej gminy należałoby wreszcie powiedzieć prawdę...