Strażnik leśny twierdzi, że policjant ukrył dowód w sprawie.

Policjant: Nie wiedziałem, że drewno jest kradzione

Sąd we Włodawie zakończył proces, w którym policjant Marek. M jest podejrzany o przechowywanie i ukrywanie drewna skradzionego przez jego brata. Wyrok zapadnie 7 listopada.



Po trzech miesiącach włodawski sąd zakończył proces, w którym policjant z parczewskiej komendy był podejrzany o paserstwo. W ubiegły czwartek (25 października) sąd przeprowadził konfrontację, bowiem zeznania strażników leśnych, którzy ujawnili kradzież sosen, nieco się różniły. Chodziło o wyjaśnienie, czy obwiniany Marek M. mógł ukryć odziomek sosny, by uniemożliwić ujawnienie kradzieży. Jeden ze strażników zeznał przed sądem, że tak, a drugi nie zawarł tej okoliczności w swoim zeznaniu. Podczas konfrontacji przyznał jednak, że pamięta taką okoliczność i potwierdził słowa swojego kolegi. 

 Brat przywoził drewno z lasu wujka

Po konfrontacji sąd udzielił głosu oskarżycielowi - policjantowi z Komendy Powiatowej we Włodawie, który domaga się skazania i ukarania Marka M. za wykroczenie. Wysokość kary zostawił do uznania sądu.

Przeciwne zdanie w tej kwestii ma obrońca obwinionego. Adwokat uważa, że nie ma dowodów, by jego klient dopuścił się zarzucanego mu czynu. Mecenas uznał fakt, że kradzione drewno znajdowało się na posesji Marka M., ale zwrócił uwagę, że z tej posesji korzysta także jego brat, Edward M., który, jak ustalono, ukradł z lasu państwowego sześć sosen i przywiózł je na posesję. Marek M. wyjaśniał w procesie, że tego dnia nie było go w domu, bo był z żoną na pogrzebie. Adwokat przekonywał, że jego klient nie wiedział, iż drewno jest kradzione, bo jego brat przywoził wcześniej drewno z lasu wujka, które wycinał za jego zgodą. - Marek M., mimo, że jest policjantem, nie ma żadnego obowiązku kontrolowania swojego brata, który do tej pory nie był karany sądownie - twierdził obrońca.

Policjantowi niewiele brakuje do emerytury 

Dalej adwokat przekonywał, że gdyby Marek M. wiedział, iż drewno jest kradzione, to nie pozwoliłby na jego składowanie na posesji. Mecenas podniósł też okoliczność, że jego klientowi niewiele brakuje do 15 lat służby w policji i zadał pytanie, czy człowiek, który całe swoje życie zawodowe przepracował w policji, podjąłby tak idiotyczną decyzję, by zaangażować się w kradzież albo nawet nieświadome posiadanie kradzionego drewna?

Strażnik leśny nie dopełnił obowiązku

Następnie mecenas przeszedł do tematu zaginionego odziomka. - Czy wiedząc, że coś może być nie tak z drewnem, bo straż leśna czegoś szuka i podejrzewając, że drewno może mieć nielegalne pochodzenie, Marek M. byłby takim idiotą żeby chować dowód w sprawie? - zadał pytanie obrońca policjanta. - Wydaje mi się że nie - odpowiedział po chwili.

Zdaniem adwokata, jeśli rzeczywiście zaginął odziomek, to strażnik leśny Wiesław Ł. nie dopełnił obowiązku, bo powinien go szukać.

Wiesław Ł. chce zaszkodzić Markowi M.

Obrońca policjanta twierdzi, że zeznania strażnika Wiesława Ł. są tendencyjne. - Wiesław Ł. swoimi zeznaniami stara się wmówić Wysokiemu Sądowi, że Marek M. swoim zachowaniem wyczerpał znamiona wykroczenia paserstwa nieumyślnego - powiedział stanowczo adwokat. Mecenas starał się wykazać, że im dłużej trwa postępowanie przed sądem, to Wiesław Ł. dodaje nowe fakty, które jego zdaniem mogą zaszkodzić Markowi M. 

Podsumowując swoje wystąpienie, obrońca wniósł o uniewinnienie Marka M. 

Sąd postanowił, że ogłosi wyrok 7 listopada.