Szyba ochronna dla klientów i personelu w jednej z parczewskich aptek. Nikt nie przyszedł zamówić okularów, ale ciągle schodzi papier toaletowy.

Około 80 proc. sklepów i zakładów usługowych w Parczewie zamkniętych

Większość sklepów spożywczych jest otwarta, ale gorzej jest z zakładami usługowymi jak dentyści, fryzjerzy, salony piękności dla pań, serwisanci sprzętu AGD i RTV, szewc oraz parczewskie restauracje hotele i lodziarnie.



W ubiegłym tygodniu zrobiliśmy sondę wśród parczewskich przedsiębiorców, żeby sprawdzić, jak rozprzestrzenianie się wirusa wpływa na ich biznesy. Okazało się, że ok. 80 proc. przedsiębiorstw i sklepów jest bądź zamkniętych, bądź skracają one godziny otwarcia. Wszyscy, z którymi rozmawialiśmy, stosują też środki ochronne w postaci dezynfekcji klamek i blatów oraz ograniczeń w liczbie interesantów w tym samym czasie na terenie zakładów i sklepów.

Sklepy spożywcze mają się w miarę dobrze

Jedna z pracownic parczewskiego sklepu mięsnego przy ul PSK powiedziała nam, że po ubiegłotygodniowym szale zakupów sytuacja wróciła do normy.

- Ludzie przychodzą pojedynczo i nie biorą wszystkiego, co jest na półkach i w lodówkach - relacjonuje. - Chyba dotarło do nich, że takie masowe zakupy nie mają sensu. W ubiegły czwartek i piątek ludzie przychodzili i brali, co popadło. Teraz biorą więcej konserw, ale nie planowane jest, jak na razie, zamknięcie sklepu - dodała.

Pracownik innego sklepu spożywczego przy Placu Wolności przekazał nam podobną historię. - Mamy w sklepie informację, że może tu przebywać jednocześnie pięć osób, ale sam pan widzi, że od 15 min. kiedy rozmawiamy, do sklepu nikt jeszcze nie wszedł. Ludzie teraz słabo kupują, bo mają zapasy i jak im czegoś trzeba, to jedna osoba przychodzi i robi zakupy. W ubiegłym tygodniu pracowałem po 12 godzin dziennie i jeszcze miałem pomocnika - opowiada ekspedient. - Obroty sklepu bardzo spadły w tym tygodniu, do około 50 - 30 proc. Niektórych produktów w ogóle brakowało. Na przykład z zamówionych w ubiegłym tygodniu 100 kg mąki, przywieźli mi tylko 10 – dodaje sprzedawca.

– Ekspedientka sklepu spożywczego przy ul. Nowej powiedziała nam, że sytuacja się ustabilizowała. – Po ubiegłotygodniowym boomie sytuacja się ustabilizowała. Przychodzi do nas klientów mniej i biorą mniejsze ilości produktów. Mamy limit do pięciu klientów w sklepie, ale rzadko tylu do na przychodzi jednocześnie. Przestrzegamy zasad higieny, mamy rękawiczki dla klientów i personelu i na razie się nie boimy – uspokaja sprzedawczyni.

Moja żona robi konferencje internetowe

– Pomimo czasu wolnego od zajęć szkolnych, moja żona jest nauczycielką i musi prowadzić konferencje internetowe z uczniami – dodaje sprzedawca. – To nie są ferie, tylko pandemia, a dzieci mają materiał do nauki i muszą go przyswoić – dodaje Przemysław J. Powiedział nam również, że ma działkę z domkiem w Parczewie, na którą zawiózł swoją rodzinę, żeby tam mogli spędzić wolny czas i przez internet uczestniczyć w zajęciach szkolnych.

Obroty w firmach usługowych spadły drastycznie

Pracownik serwisu sprzętu elektronicznego przy Placu Wolności powiedział nam, że jego obroty spadły aż o 80 proc. - Kto musi, to przychodzi, a szczególnie to ma miejsce od zamknięcia szkół w ubiegłym tygodniu. Dzisiaj na przykład mieliśmy tylko dwóch klientów i to nasi abonenci, dla których świadczymy usługi internetowe. Do reperacji innych urządzeń nie przychodzi prawie nikt - mówił szczerze technik-serwisant.

Wielu przedsiębiorców wywiesiło na drzwiach swoich zamkniętych zakładów, że po odbiór serwisowanych urządzeń można zgłosić się tylko po uprzedniej rozmowie telefonicznej. Hurtownia papierosów i środków gospodarstwa domowego przy ul. Nowej radzi sobie dobrze. - Handel się kręci - mówi sprzedawca.

– Zakład fotograficzny mojej żony jest zamknięty, zresztą jak inne Parczewie – powiedział pracownik hurtowni i współwłaściciel zakładu fotograficznego przy parczewskim Urzędzie Miejskim. – Ja jeżdżę na zlecenia fotograficzne do klientów na zgłoszenia telefoniczne. Mamy na drzwiach informację, że w przypadku potrzeby wykonania zdjęcia, należy kontaktować się z nami telefonicznie. Tutaj w hurtowni, gdzie pracuję, obroty są bardzo dobre. Dzisiaj jadę do Jabłonia z towarem za 10 tys. zł, jak co tydzień – powiedział nam hurtownik.

Pracownica salonu okulistycznego przy ul. 11 Listopada powiedziała nam, że do salonu od poprzedniego tygodnia nie przeszedł nikt. Pracownica podkreśla, że mimo tego klamki, drzwi oraz inne powierzchnie użytkowe są regularnie dezynfekowane.

W saloniku prasowym bez zmian

Ekspedientka saloniku prasowego przy ul. 11 Listopada nie zauważyła drastycznego zmniejszenia sprzedaży w swoim sklepie. – Ludzie przychodzą do nas głównie po prasę i papierosy, a wiadomo, że w tych branżach zastoju nie ma. Pan jest tego doskonałym przykładem – zauważa z uśmiechem sprzedawczyni. – Mieliśmy w ubiegłym tygodniu wzmożony handel, ale dzisiaj wszystko wróciło do normy i mam nadzieję, że kwestie zdrowotne nas nie dotkną w Parczewie, a i całym kraju kryzys będzie szybko opanowany – dodaje kobieta.

Farmaceutka z apteki przy Placu Wolności powiedziała nam, że natężenie klientów w aptece obecnie się unormowało. – Ilość sprzedawanych maseczek i środków dezynfekujących do rąk uległa znacznemu zmniejszeniu. Ze środków ochronnych dla klientów i pracowników, oprócz ekranów ochronnych, które kiedyś zresztą były standardem w aptekach, ale wyszło to z mody, mamy zamiar również zainstalować takie urządzenia do przepływowego filtrowania powietrza i to będzie dodatkowy środek ochronny przed wirusem dla klientów i pracowników – informuje pracownica apteki.

Popyt w parczewskich drogeriach wraca do normy

Pracownica jednej z parczewskich drogerii powiedziała nam, że w ubiegłym tygodniu można było zauważyć wzmożone zakupy środków dezynfekcyjnych. – Teraz sytuacja się nieco uspokoiła. Najbardziej ciągle schodzi papier toaletowy, proszki do prania, mydła antybakteryjne i środki do dezynfekcji powierzchni i rąk, ale widać, że ludzie uczą się żyć w tej sytuacji. Już nie ma takiego szału, jak w zeszłym tygodniu – powiedziała nam pracownica drogerii przy ul. PCK.

Czy policja mierzy temperaturę ciała mieszkańców Parczewa?

Podczas naszej ulicznej sondy otrzymaliśmy informację od jednego z mieszkańców miasta, że policjanci patrolujący parczewskie ulice zatrzymują przechodniów i mierzą ich temperaturę ciała. Z tą informacją zadzwoniliśmy do oficera prasowego parczewskiej komendy, Artura Łopackiego. Łopacki zaprzeczył tym doniesieniom.

- Ja to dementuję. Pomiaru temperatury wśród mieszkańców w Parczewie nie było. Nasi policjanci są oddelegowywani na przejścia graniczne oraz do pomocy Wojskom Obrony Terytorialnej. W razie potrzeby będziemy reagować i udzielać pomocy służbom medycznym, ale na razie takich zaleceń nie mamy - powiedział nam oficer Artur Łopacki.