Mariusz Pawlak: To nie przypadek, że Wisła wygrywa



ROZMOWA Z Mariuszem Pawlakiem, trenerem Wisły Puławy
To nie przypadek, że Wisła wygrywa

 

Spodziewał się pan, że po trzech kolejkach Wisła będzie miała komplet punktów, a w dodatku nie straci żadnej bramki...

- Wiadomo, że każdy trener chce jak najlepszego wejścia do nowego klubu. Mnie się udało. To nie przypadek, że Wisła wygrywa. Liczyłem na maksymalną ilość punktów w końcówce tego roku, byśmy mogli przygotowywać się do rewanżów z myślą, że stać nas na coś większego niż środek tabeli.

Jak wyglądał mecz w Zabierzowie?

- Przeciwnik mógł zacząć wyśmienicie. O mały włos, a sami strzelilibyśmy sobie gola. Paweł Socha był na posterunku. Później miejscowi nie stwarzali wielkiego zagrożenia pod naszą bramką. Potwierdziło się, że jako zespół w defensywie radzimy sobie bardzo dobrze. Staramy się grać w średnim i wysokim pressingu. Dobrze to wyglądało.

Ale do przerwy nie padły gole...

- Mieliśmy trzy, a może cztery dogodne okazje, ale nie zawsze jest tak, jak się tego chce. W niektórych sytuacjach przeszkadzało boisko. Po naszą przewagę potrafiliśmy udokumentować trzema trafieniami, a mogło być ich jeszcze więcej.

Szkoda, że jesień w rozgrywkach ligowych już się skończyła?

- Tego nie jesteśmy w stanie przeskoczyć. Wiadomo było, kiedy będziemy finiszować i chcieliśmy podnieść z murawy jak najwięcej punktów. Udało się komplet. Teraz mamy czas, by wyciągnąć wnioski i dobrze przygotować się do wiosny.

W piątek prawdziwy sprawdzian?

- Nie ma co ukrywać, że Motor będzie największym wyzwaniem w mojej dotychczasowej pracy z Wisłą. Rozgrywki Pucharu Polski to zawsze prestiż. Przechodząc kilka rund, można trafić na bardzo mocnego i medialnego przeciwnika. Jeszcze niedawno do Puław przyjechała Legia Warszawa i było wielkie święto. Dlaczego mielibyśmy tego nie powtórzyć. Wiadomo, że zmierzymy się z trudnym rywalem i to na jego boisku. Piątek zweryfikuje przygotowanie zespołu w moim krótkim czasie pracy w Wiśle.