Andrzej Ćwiek, burmistrz Nałęczowa - Realizację projektu "Miasto bez reklam" oparliśmy na dialogu a nie na zakazach i nakazach. Dialog cały czas trwa, bo projekt przecież ten nie ma końca. Fotograf: Marta Pietroń

Jak Nałęczów wygrał z reklamowym chaosem?

O tym jak małe uzdrowiskowe miasteczko stało się wzorem dla innych samorządów opowiada burmistrz Andrzej Ćwiek, absolwent PWSSP w Gdańsku, kiedyś także właściciel firmy zajmującej się reklamą i promocją.



Nałęczów jest pierwszym miastem w Polsce, które od dziesięciu lat konsekwentnie działa na rzecz ładu w przestrzeni publicznej i to w wyjątkowy sposób. Panie burmistrzu na czym polega ta wyjątkowość?

 Mało się mówi o tym, że przestrzeń publiczna jest wyjątkowo skomplikowaną współwłasnością. Dla utrzymania ładu konieczna jest więc świadomość wielkiej współodpowiedzialności. Lepiej się żyje i zarabia bez zasłaniających wszystko reklam, choć rzeczywiście doprowadzenie do tego nie było łatwe i nie wiem, czy wszędzie może się udać tak, jak w Nałęczowie. Mieszkańcy i przedsiębiorcy Nałęczowa to bowiem wyjątkowa społeczność. Realizację projektu "Miasto bez reklam" oparliśmy  na dialogu, a nie na zakazach i nakazach. Dialog cały czas trwa, bo projekt przecież ten nie ma końca.

Jakie działania podjął pan, by wprowadzić ten projekt w życie?

 Przygotowałem opis projektu i jego prezentację. W założeniu projekt "Miasto bez reklam" miał na celu nie tylko porządkowanie centrum miasta, ale też miał być wyjątkową promocją Nałęczowa. Promocją za darmo. Podjęcie walki z chaosem reklamowym w 2008 roku stawiałoby Nałęczów na pozycji krajowego lidera, a zarazem wzoru dla innych. Zaprosiłem przedsiębiorców i przedstawiłem prezentację. Ta pierwsza dyskusja była bardzo trudna. W 2008 roku nie było jeszcze dobrych przykładów na potwierdzenia bezsensowności plansz reklamowych w dobie internetu, szczególnie w odniesieniu do hoteli, pensjonatów, sanatoriów czy ośrodków odnowy biologicznej. Dzisiaj jest to dla wszystkich oczywiste. Na początek usunęliśmy wszystkie reklamy, które ustawione były na gruncie będącym własnością miasta. Wcześniej rozwiązaliśmy obowiązujące umowy i powiadomiliśmy właścicieli reklam o tym, że będziemy je usuwać. Reklamy wraz z konstrukcjami zostały starannie zdemontowane i ułożone na przygotowanym placu, skąd można było je odebrać. Kolejnym ważnym krokiem było przystąpienie do porządkowania centrum Nałęczowa i rozmowy z właścicielami reklam ustawionych na terenach prywatnych. 

Kiedy pojawiły się pierwsze efekty rozmów z przedsiębiorcami? Czy wszyscy dali się przekonać, a może miasto miało dla nich jakieś inne propozycje, które pomogły osiągnąć zamierzony cel?

 Już po pierwszym spotkaniu z przedsiębiorcami w internecie "huczało" o Nałęczowie. Wystarczyło wpisać kluczowe słowa "reklama i miasto" i na kilkunastu zakładkach było wielkie wsparcie dla podjętego przez Nałęczów działania. Dzisiaj wszystkim należą się podziękowania, ale za wyjątkowy w tamtym czasie przykład, który był dla rodzącej się idei bezcenny, bardzo dziękuję Nałęczowskiej Spółce Handlowej właścicielowi sieci sklepów ALIBI i Bankowi Spółdzielczemu w Nałęczowie. Usunięcie przez nich reklam ustawionych na ich terenach bardzo pomogło w rozmowach z innymi właścicielami. Właściwie każda rozmowa była inna, choć celem zawsze był kompromis skutkujący usunięciem jakiejś tablicy czy baneru, na które przecież ktoś wydał pieniądze. W takiej sytuacji trzeba mieć możliwość zaproponowania czegoś w zamian. Dla przykładu sfinansowaliśmy wykonanie szyldu w zamian za usunięcie z ogrodzenia dwudziestu banerów, które przedsiębiorca otrzymał za darmo od współpracujących z nim firm. Inny przykład to rozwiązanie często występującego problemu, kiedy to w jednym obiekcie prowadzonych jest wiele działalności i jeżeli ten obiekt ma ogrodzenie wtedy pojawia się na nim wiele banerów. Zaprojektowaliśmy rozwiązanie, w ramach którego banery (zwykle dużych formatów) zastąpione będą systemowymi tabliczkami. To rozwiązanie zostało zaakceptowane przez przedsiębiorców i będziemy je finansować.

Czy zostały wyznaczone przez miasto jakieś ramy czasowe na przeprowadzenie działań związanych z likwidacją reklam?

 W 2008 roku myślałem, że w dwa lata zrobimy to, co zajęło nam dziesięć. Dziś wiem, że głupio myślałem, bo potrzebna byłaby jakaś rewolucja, a ta jest zawsze gorsza od ewolucji. Ważne jest wzajemnie zrozumienie, dlatego trzeba było działać powoli. Podstawą tego procesu było i jest autentyczne zaangażowanie, a nie zakazy i nakazy. To projekt, który przecież nie ma końca, a jego  tempo i efekty zależą głównie od współpracy w ramach wspomnianej na wstępie współodpowiedzialności.   

Teraz wszyscy stawiają Nałęczów jako wzór dla innych miast, które dopiero rozpoczynają działania w kierunku uporządkowania reklam. Czy ma pan dla nich jakąś radę na radzenie sobie z tym problemem?

 Bardzo nas cieszy bycie przykładem, który warto i da się naśladować. W tym roku przedstawiałem prezentację o nałęczowskich działaniach na rzecz "miasta bez reklam" na konferencjach w Lublinie, Poznaniu i Zamościu. We wrześniu będę ją prezentował w gdańskiej hali Olivii. Jedynym miastem, które postanowiło tak naprawdę skorzystać z naszych doświadczeń jest Milanówek. Dziękuję Radzie ds. Estetyki Miasta Milanówek i pani burmistrz Wiesławie Kwiatkowskiej za zaproszenie do Milanówka na spotkanie w ramach, którego przedstawiłem nasze działania dotyczące reklam. Jeszcze bardziej dziękuję za maila, którego otrzymałem trzy tygodnie po tym spotkaniu. Zawierał informacje o podjętych działaniach i fotografie je ilustrujące. Jaką więc mam radę dla innych miast? Uniwersalną dla wszystkich zamierzeń: najważniejsze to zacząć.