Kursa: W Radzyniu czuję się fantastycznie



ROZMOWA Z Radosławem Kursą, obrońcą Orląt Radzyń Podlaski
W Radzyniu czuję się fantastycznie

Jak podsumujesz spotkanie w Zamościu?

- Wypadliśmy nieźle. Przyznam szczerze, że jestem zaskoczony na plus. Przez pół godziny byliśmy drużyną zdecydowanie lepszą. Hetman nie bardzo wiedział, co się dzieje na boisku. Po wyrównaniu miejscowi nabrali wiatru w żagle. Osiągnęli przewagę i mieli jeszcze karnego. Dobrze, że Robert wyczuł intencje strzelającego.

A druga połowa?

- Hetman prowadził grę, ale to nie przekładało się na sytuacje. Myślę, że remis jest sprawiedliwym wynikiem, a przy odrobinie szczęścia mogliśmy pokusić się o decydujące trafienie. Przed szansą stanął Artur Renkowski i przede wszystkim Karol Kalita.

Przed meczem wziąłbyś punkt w ciemno?

- Myślę, że tak, aczkolwiek więcej spodziewałem się po gospodarzach. Dużo lepiej wyglądali w meczu półfinału Pucharu Polski na szczeblu wojewódzkim, który graliśmy kilkanaście tygodni wcześniej.

W rodzinie Kursów to był wyjątkowy mecz. Po raz który grałeś przeciwko bratu?

- Po raz piąty. Jako gracz Motoru zremisowałem z "młodym". Wtedy występował w Wiśle Puławy. Zaliczyliśmy kolejny podział o punkty, gdy Rafał grał w Stali Rzeszów, a ja reprezentowałem barwy lublinian. Mamy również po jednym zwycięstwie, gdy on występował w Chełmiance, a ja w Orlętach, a teraz znów zdarzył się podział punktów. Koniec końców jest idealny remis.

Przed spotkaniem były rozmowy o tym starciu?

- Dzień wcześniej byliśmy na obiedzie u rodziców. Bardziej nasze dziewczyny przeżywały niedzielne starcie i kazały jechać do domu, bo dzień później mamy mecz. My podchodziliśmy do starcia spokojnie, bo to już któreś z kolei nasze starcie, chociaż gdyby któraś drużyna wygrała, zapewne przy najbliższej okazji byłoby małe uszczypnięcie czy żarcik.

Nie ma co rozpamiętywać inauguracji, bo przed Wami dwa kolejne starcia...

- Dokładnie. We czwartek podejmiemy Stal Kraśnik. Dwa tygodnie temu graliśmy sparing i wiemy, czego możemy się po nich spodziewać. Wygrali z Motorem, ale z tego co wiem, to dominującą stroną byli lublinianie. Do Stali doszło dwóch doświadczonych graczy: Paweł Kaczmarek i Julien Tadrowski. Jedno jest pewne, rywale nie będą mieli łatwo na naszym stadionie.

A w niedzielę mecz w Lublinie...

- Przyznam szczerze, że gdy tylko pojawił się terminarz, szukałem daty starcia z Motorem. To mój były klub. Bardzo przeżywałem odejście z drużyny. Wcześniejszy prezes Leszek Bartnicki powiedział kiedyś, że jestem zawodnikiem, dla którego naturalnym miejscem do zakończenia kariery jest właśnie Motor. Tak się nie stało. Nie będę się przemotywowywał. Lubię wracać na ten piękny obiekt i ponownie poczuję atmosferę spotkania w rodzinnym mieście. Herb tego klubu na zawsze pozostanie w sercu.

Niedziela, 93 minuta. Rzut karny dla Orląt. Trener krzyczy: "Kursik", ty...

- Nie ma problemu. Podchodzę do piłki i strzelam jak najlepiej potrafię. W tym momencie jestem graczem Orląt i na boisku nie ma sentymentów. Przed i po spotkaniu będzie czas na rozmowy, ale mecz to mecz.

Byłaby jazda na klasie?

- Oj nie. Umiarkowana radość. Nie tylko jako zawodnik byłem z kibicami Motoru. Wielu znam od lat. Zżyliśmy się. Należy się im szacunek.

Przed Tobą mecz, na który będziesz miał bliżej niż na obiekt w Radzyniu Podlaskim...

- Takie jest życie.

Jak będzie wyglądała Twoja podróż z domu na stadion?

- Prawdopodobnie pojadę autobusem. Wychowałem się na Felinie i właśnie tam kupiłem mieszkanie. Wsiądę w autobus nr 161. Po dwunastu minutach będę przy obiekcie i spacerkiem pójdę do szatni. Raczej nie będę wsiadał w samochód. Liczę, że po ostatnim gwizdku będziemy mieli powody do radości, więc nie miałbym co zrobić z autem (śmiech - przyp. red.).

Z tego co wiem, latem mogłeś zmienić barwy klubowe...

- Mogłem, ale nie chciałem tego robić. Fantastycznie czuję się w Radzyniu Podlaskim. Pracuję i gram. Odrzuciłem oferty. Zarząd stanął na wysokości zadania. Mam świetne warunki do gry w piłkę. Mam zapewnione godne warunki i głupotą byłoby szukanie sobie nowego klubu.