Borysiuk: Chętnie poszedłbym na trzydniową pielgrzymkę



ROZMOWA Z Rafałem Borysiukiem, trenerem Orląt Radzyń Podlaski
Chętnie poszedłbym na trzydniową pielgrzymkę

Stało się tradycją, że co pół roku kadra Orląt bardzo mocno jest przeobrażana. W tym okienku również nie obeszło się bez dużych ruchów...

- Będę miał najprawdopodobniej ośmiu nowych graczy, a dziesięciu nie wystąpi już w zespole z Radzynia Podlaskiego. Przerabiamy stały schemat. Jesteśmy takim klubem, że jeśli zawodnik otrzyma lepszą ofertę finansową, nikogo nie blokowaliśmy i nie blokujemy. Na niektóre rzeczy nas nie stać, więc musimy pozwolić graczowi iść dalej.

Nie ma czegoś takiego jak przywiązanie do barw?

- Nie oszukujmy się. Zawodnik dostanie pięćset złotych więcej, więc wybiera inny klub. Tak się dzieje na całym świecie. Pozyskujemy zawodników, na jakich nas stać. Już nie raz udowodniliśmy, że możemy powalczyć z ekipami, które mają kilkukrotnie większe pieniądze do dyspozycji. Nie gra kasa a umiejętności w połączeniu z sercem i zaangażowaniem.

Często słyszysz słowa kibiców: "ten się nie nadaje"?

- Oczywiście. Chciałbym, by taka osoba pomogła znaleźć sponsora, który wyłoży z własnej kieszeni cztery tysiące złotych. Też byłby szczęśliwszy, gdybyśmy mogli oferować takie zarobki. Chętnie pościągałbym zawodników z pierwszej czy drugiej ligi. Wiem, że taki człowiek nie pojawi się w klubie. Doradzają tylko hejtem, nie znając realiów, w jakich się obracamy.

Czy w nowym sezonie będzie miał mocniejszy zespół niż w minionym?

- Chciałbym, żeby tak było, ale trudno coś mówić. Pamiętajmy, że liga jest dużo silniejsza. Do grona trzecioligowców dołączyli mocni beniaminkowie. Dopiero po kilku kolejkach będziemy znać rozkład sił. Sierpień będzie bardzo ważny, bo do końca miesiąca rozegramy sześć serii gier. Jedno mogę powiedzieć: jestem zadowolony z kadry, którą mam do dyspozycji. Przede wszystkim chciałem tych zawodników. Będę miał młodych chłopców, ambitnych, którzy nie boją się ciężkiej pracy. Chwała prezesowi Krzysztofowi Grochowskiemu, który jest nieocenioną postacią w Orlętach. Poświęca bardzo dużo czasu, spina fundusze, prowadzi rozmowy. Życzyłbym każdemu takiego szefa.

Będziesz miał do dyspozycji zawodnika ze Stanów Zjednoczonych...

- Stefan to utalentowany i młody gracz. Chce grać w Orlętach. Został dobrze przyjęty przez grupę. Będzie mógł nauczyć się języka, a pozostali podszkolą swój angielski. Stefan ma obywatelstwo macedońskie. Był powoływany do kadr młodzieżowych, ale federacji nie było stać, żeby finansować jego loty z USA. Liczymy, że gra w Europie pozwoli mu wrócić do zespołu narodowego.

Będzie wzmocnieniem?

- Miał bardzo dobre wejście. Ostatnio przyznał, że w Stanach tak ciężko się nie trenuje. Musi się przestawić i nauczyć gry fizycznej, walki.

Zaczynacie od mocnego uderzenia, bo pięć spotkań z rzędu z zespołami z naszego województwa...

- W poprzednim roku mieliśmy całą czołówkę" Motor, KSZO, Stal Rzeszów, Chełmiankę, Podhale, Wólczankę. Dużo osób mówiło, że nie zdobędziemy punktu, a potrafiliśmy wygrywać. Wtedy daliśmy radę, więc dlaczego teraz mamy sobie nie poradzić. Zaczniemy od starcia z silnym beniaminkiem z Zamościa, później Stal Kraśnik, Motor, Chełmianka, Avia, Podhale i Wólczanka. Jestem optymistą.

Z którego miejsca na koniec roku będziesz zadowolony?

- Tydzień temu, w czasie piątkowego treningu, obok boiska szła pielgrzymka. Zakomunikowałem drużynie, że jeśli zajmiemy miejsce w pierwszej szóstce, zawodnicy za rok zobaczą mnie w grupie pielgrzymów. Przyznałem, że przemaszeruję dzień wraz z wiernymi.

Dasz radę?

- Zakład poszedł jeszcze dalej. "Szymal", "Kursik" i reszta założyli się ze mną, że jeśli będzie miejsce w pierwszej piątce, udam się na trzydniową wyprawę. Chciałbym, by tak właśnie się stało.