Świadkiem skomplikowanej historii jest drewniany kościółek pw. Trójcy Świętej.

Zbrodnia, która o cztery lata wyprzedziła Wołyń

Czy był to akt zdrady, czy zwykły napad rabunkowy? Czy wycofujących się z Brześcia polskich żołnierzy zabito z nienawiści do polskiego munduru, czy chodziło o zagrabienie kasy pułkowej? Jaką rolę odegrała w tym narodowość, a jaką komunistyczne przekonania sprawców?



W cieniu urokliwego kościółka w Połoskach i w najbliższych okolicach doszło w czasie wojny do dramatu, który dotychczas budzi kontrowersje i spory. W końcówce września 1939 grupa ukraińskich mieszkańców dokonała zbrodni na wycofujących się żołnierzach polskich. W pamiętniku z epoki Wiktor Dawidziuk pisze: "Na Podlasiu leży wioska Połoski, niedaleko Buga. Żołnierze jak wracali z Ukrainy, to w tej wiosce zanocowali, w stodole spali. Byli pewni, bo to już z tej strony Buga [...].

W nocy na śpiących Ukraińce napadli, zdaje mi się coś siedemna­stu zostało zamordowanych, a kilku uciekło, ślad zaginął.

[...] A wspólniki tej bandy, ci, co byli, to ich pozabierali. Dwóch ucie­kło do Rosji, sowieci pod eskortą odesłali [ich] do Polski". Według relacji przytaczanej przez, znającą znakomicie zagadnienia działalności Ukraińców w powiecie bialskim p. Agnieszkę Kolasę, mogło chodzić tu o napad rabunkowy na żołnierzy wycofujących się na zachód z rozbitej Twierdzy Brzeskiej, którzy przewozili pułkową kasę. Podawane są rozmaite liczby zamordowanych żołnierzy, wahają się od kilkunastu do pięciu, rozmaite są też przekazy o pochówkach:

być może dziewięć osób pogrzebano na cmentarzu w Połoskach, ale niewykluczone też, że zabitych zakopano w bezimiennych mogiłach w polu.

Odnotować też należy, że wśród miejscowej ludności spotkać można wersję, że zabójstwo na Polakach było aktem samoobrony wobec rabujących majątek maruderów. Próbując zrozumieć, co i dlaczego się wydarzyło, oraz bliżej zidentyfikować sprawców trzeba wskazać, że kilku z nich zaraz po wojnie, do momentu wyjazdu na wschód, miało rzekomo pozostać milicjantami (informacja własna), więc można przyjąć, że rekrutowali się z, dość silnego przed wojną na tym terenie, ruchu komunistycznego. O jednym z nich, niejakim Janie Naroju, wiemy, że kiedy w 1946 został zabity przez nieznanych sprawców, wiązano to właśnie z jego udziałem w mordzie z 1939 roku. Komuniści w tym okresie stanowili dość poważną siłę wśród Ukraińców:

wkraczającą Armię Czerwoną w kilku miejscowościach regionu witały bramy triumfalne.

Po wejściu Niemców jednak większość ujawnionych w ten sposób wielbicieli bolszewii ewakuowało się na wschód razem z Sowietami. Podkreślić jednak należy, że we wrześniu 1939 roku służyło nawet około 200.000 żołnierzy narodowości ukraińskiej i do ich wierności i zaangażowania w obronę ojczyzny nie można mieć poważniejszych zastrzeżeń.

W jakimś związku z zabójstwem żołnierzy pozostają też przekazy o pogromie ludności polskiej w Połoskach i Żukach, do których miało dojść również w trzeciej dekadzie września 1939 roku. Wedle rozmaitych, ale dość ogólnikowych relacji, zamordowanych miało być od 30 do 40 osób, zarówno wojskowych, jak i cywili, w tym kobiet i dzieci. Część ciał ofiar miano pochować w Połoskach a część potopić w okolicznych bagnach.