Wdowa po Radziwille, ulubienica cara Aleksandra, żona rosyjskiego szpiega

Dla Dominika Radziwiłła rzuciła ledwie co zaślubionego męża. Razem złamali wszystkie konwenanse, w drodze do ołtarza dorabiając się dwójki dzieci. Jednak nie żyli długo i szczęśliwie. Po trzech latach on poszedł na wojnę i zginął śmiercią bohatera. Ona zaś rzuciła się w wir życia towarzyskiego, krusząc serca najważniejszych postaci ówczesnej Europy.



Zimą 1810 roku Dominik wyjechał do Paryża, gdzie, mimo formalnie niewysokiej szarży (pułkownik 8. pułku kawalerii, główną siedzibę mającego w Łomży...), dzięki pozycji arystokraty, zamożności, ale i osobistym zaletom szybko stał się jedną z rozpoznawalnych postaci w otoczeniu Cesarza.

Gwiazda salonów

W tym czasie Teofila, pomimo że to jej mąż przywdział wojskowy mundur, zjechawszy do Warszawy, dokonała natychmiast serii efektownych podbojów. Twierdze towarzyskich salonów pałacu Pod Blachą, u Sapieżyny czy Zamoyskiej stanęły przed nią otworem. Bronią była porażająca panów uroda, umiejętność dowcipnej konwersacji, przebojowość, nieszablonowość sądów i zachowań. Pałac Radziwiłłowski znowu zapełnił się ludźmi, bawiono się, tańczono, recytowano - oczywiście po francusku, ale nie tylko! - wiersze, wszelkie poważniejsze zmartwienia pozostawiając Boskiej Opatrzności i Napoleonowi. Pisze jeden z ówczesnych pamiętnikarzy: "...Miała całą warszawską młodzież na swe usługi. Bawiono się u niej wyśmienicie, schodzili się tam wszyscy młodzi ludzie z najlepszych rodzin. Kobiet nie lubił księżna, mianowicie takich, które określają Francuzi des prudes, dla tych była biczem bożym".

Co charakterystyczne, z mniejszym zachwytem piszą o niej w swoich listach i pamiętnikach współczesne jej panie, po części zgorszone a pewnie i po prostu zazdrosne o urodę, polot i fantazję.

Zazdrosne jak najbardziej słusznie.

Takie były zabawy, spory w one lata...

Pierwszym i to okazałym łupem księżnej został hrabia Artur Potocki. Lew salonowy obdarzony urodą antycznych herosów, słusznie wzbudzał zachwyt pań, przerażenie mężów i święte oburzenie matron. Dworski flirt zapoczątkował relację, która z różnym natężeniem będzie trwała przez lata. Jesienią 1811 z Paryża powrócił książę Dominik. Pochłaniały go już wyłącznie wojenne sprawy, tym bardziej że jego dobra położone w obrębie Imperium Rosyjskiego, zgodnie z przewidywaniami, zostały obłożone sekwestrem. Znacznie więcej uwagi życiu towarzyskiemu poświęcał, przybyły do Warszawy wiosną 1812 roku, brat cesarza, Hieronim Bonaparte. Szybko zwrócił uwagę na Teofilę - widomym dowodem szczególnych łask były seryjne zaproszenia na obiady i spotkania. WYIMEK Ich efekt zaś to zaś obiegające Warszawę plotki o romansie i wspólnych kąpielach w czerwonym winie.  WYIMEK Młodszego brata "boga wojny" z Warszawy nie wyrwał nawet wybuch wojny z Rosją. Kiedy książę Dominik Radziwiłł w straży przedniej Wielkiej Armii wkraczał do Wilna, Hieronim ciągle bawił nad Wisłą. Kiedy pierwszy bił Moskali pod Ostrownem, drugi akurat docierał do wygodnego pałacu Radziwiłłów w Nieświeżu... Teofila w tym czasie dalej bryluje na salonach, z zachwytem pisze o niej nawet arcybiskup Pradt, ambasador francuski.

Wdowa po księciu - szwoleżerze

Humor psują tylko coraz bardziej hiobowe wieści nadchodzące ze Wschodu: armia napoleońska w zderzeniu z rosyjską zimą i bezlitosną wojną partyzancką ponosiła klęskę za klęską. W końcówce grudnia 1812 roku z 600.000 żołnierzy, którzy przekroczyli w czerwcu Niemen, wrócił zaledwie co dwudziesty. Między nimi Dominik. Małżonkowie Nowy Rok spędzili razem, w dość minorowych nastrojach. Być może ich małżeństwo nie miało już w sobie żaru, być może intensywne przeżycia zmieniły też ich samych. W styczniu jeszcze widzą się w Piotrkowie, biografowie przypuszczają, że głównym tematem rozmów może być fatalna sytuacja majątkowa: Rosjanie zabrali wszelkie litewskie dobra, rozkradli Nieśwież i Białą. Dominik w hardy sposób odrzucił wszelkie sugestie porozumienia, podtrzymał decyzję o związaniu się na dobre i - bardzo w tej chwili prawdopodobne - złe ze sprawą napoleońską. Rychło wyruszy na swoją ostatnią wojnę. 30 października ginie piękną śmiercią szwoleżera pod Hanau.

Gra o spadek po Dominiku

Zanim jeszcze jednak jego ciało zostanie złożone do grobu, rozpoczyna się spór o majątek. Oprócz dóbr na Białej czy Sławatyczach w grę wchodziła ordynacja ołycka i perspektywy odzyskania tego, co zostało na Litwie. Problemem był fakt, że w świetle rosyjskiego prawa dziedziczyć nie mógł syn Dominika i Teofili Antoni, który oficjalnie miał status dziecka pozamałżeńskiego. Księżna nie zamierza biernie czekać na rozwój wydarzeń. Najpierw, bezskutecznie, kołacze do Napoleona, który, nawet gdyby chciał, w sprawie dóbr położonych gdzieś na wschodzie nie ma już zupełnie nic do powiedzenia. Niezrażona Teofila obiera więc znacznie bardziej sensowny kurs i udaje się do cara Aleksandra I, bawiącego naonczas w Paryżu. O chwil tylko kilka daje się wyprzedzić w wyścigu do carskich progów Antoniemu Radziwiłłowi, kuzynowi również aspirującemu do schedy po Dominiku.

W przerwie między rozmowami o dziedziczeniu rzuca się w wir życia towarzyskiego. Szybko dostrzega ją m.in. król pruski Fryderyk Wilhelm.

  Starania o ordynację ołycką kończą się porażką - prawo jest po stronie Antoniego. Ponadto zostaje powołana komisja, która z wielkim trudem i niespiesznie, przez niemal ćwierć wieku, rozsądzać będzie o tym, co i komu się ostatecznie należy. Mimo poważnego uszczerbku powiedzmy jednak jasno: byt i potrzeby Teofili i jej dzieci były ciągle zabezpieczone wielką fortuną.

Nawiasem trzeba dodać, że w tym samym czasie nie ma chętnych, żeby zająć się tak prozaiczną sprawą, jak pochówek księcia: ostatecznie ciało, staraniem kolegów szwoleżerów, spoczywa u warszawskich kapucynów a serce w Krasnem, w rodzinnych dobrach Wincentego Krasińskiego, przyjaciela Dominika

Tańcząc z Imperatorem

Jesienią 1815 roku do Warszawy na koronację zjeżdża car Aleksander. Wiąże się to ze wzmożeniem, wyczerpanego nieco rytmem wojen i towarzyszących im zniszczeń, życia towarzyskiego. Zupełnie automatycznie oznacza to powrót na towarzyskie szczyty Teofili. Och, z jakąż zazdrością warszawskie damulki piszą o względach, jakimi, wciąż młodziutka i coraz śliczniejsza, księżna, cieszyła się u przystojnego i wysokiego jak wszyscy Romanowowie imperatora! Pomimo że car był bardzo dyskretny i taktowny, rychło dla wszystkich stało się jasne, że spośród wszystkich dam wyróżnia jedną.

Z wszelkich dowodów łask do mnie przemawia najbardziej jeden szczegół: kiedy Teofila zaprosiła Jego Imperatorskie Wieliczestwo na typowo polski obiad i podała nań kapustę, car gorąco takie menu pochwalił. To musiały być poważne emocje.

Biografka Teofili, Magdalena Jastrzębska odpowiedniemu rozdziałowi swojej książki daje tytuł "Przyjaźń czy kochanie", nie udzielając na swoje pytanie odpowiedzi.

Pewnej pikanterii sytuacji dodaje fakt, że ciągle w tle obecna była postać Artura Potockiego, który złamawszy setki niewieścich serc, tym razem sam poległ zupełnie beznadziejnie. Gotów był się żenić, najprawdopodobniej nawet się oświadczył i został przyjęty.

Szpieg spotkany nad Newą

W 1816 roku wielu polskich arystokratów udało się do Petersburga, by tam grzać się w blasku cara Aleksandra, który w Warszawie pozostawił po sobie jak najlepsze wrażenie, Tak czynią Potocki i Radziwiłłowa. Artur zostaje jednym z adiutantów cara, który też serdecznie kibicuje matrymonialnym planom czarujących poddanych. Monarcha chętnie widuje się z księżną, wymieniają uprzejmą, serdeczną korespondencję. Jednak nawet wola rosyjskiego cara nie wystarcza, żeby okiełznać wdowę po Dominiku.

Teofila wynajmuje nad Newą okazały pałac. Odwiedzając sąsiadkę poznaje tam Aleksandra Czernyszewa. Zabójczo przystojny diablo inteligentny oficer wywiadu, człowiek do specjalnych poruczeń Aleksandra I, robi na księżnej ogromne wrażenie. Wybuchowej mieszance krwi rosyjskiej, polskiej i kaukaskiej nie były w stanie oprzeć się nie tylko pokojówki, ale i księżniczki, z siostrami Napoleona włącznie. To się nie mogło skończyć inaczej.

Po chwili do Potockiego dociera, w jakiej jest sytuacji. Zwraca Teofili słowo, pojedynek z Czernyszewem wisi na włosku. Osobiście interweniuje car Aleksander: Potockiemu każe żenić się z Zofią Potocką (całkiem udany pomysł, ale tak naprawdę Potocki kochał do śmierci Teofilę...).

Księżna Radziwiłłowa zaś  staje na ślubnym kobiercu z pierwszym szpiegiem Rosji. Nawet nie próbuje ukrywać ... rozczarowania!

Rozpowiada każdemu, kto gotów słuchać, że status wesołej wdowy jej zupełnie odpowiadał, że nie po to wyłgała się z małżeństwa z Potockim, żeby teraz wychodzić za Rosjanina i wreszcie - w co również wierzymy - że branie ślubu "na rozkaz" zupełnie obmierziło jej, ubóstwianego wcześniej, Czernyszewa!

I weź tu za kobietą nadąż, weź zrozum...