Mieszkanka gminy Ulan - Majorat potrzebuje ludzkiej pomocy

  - Był 2005 rok, to wtedy poczułam po raz pierwszy, co to tak naprawdę znaczy bać się o własne życie. Zdiagnozowano u mnie brodawczaka tarczycy. Tarczyca została w całości usunięta, przeszłam radioterapię, wierząc, że to, co najgorsze mam już za sobą. Z pokorą w stosunku do życia zaczynałam każdy dzień, dziękując, że tak poważna choroba jest już za mną. W 2019 wykryto u mnie płaskonabłonkowego rogowaciejącego raka dolnego gardła. To była pierwsza zła wiadomość, kolejna, która odebrała nadzieję, to ta, że w Polsce lekarze nie podejmą się leczenia. Dzięki znalezieniu ratunku w Niemczech wciąż mam nadzieję, że pokonam raka. Jestem po trzech bardzo silnych chemioterapiach, które spowodowały zmniejszenie się zmiany. Leczenie będzie jeszcze bardzo kosztowne, a mi tak trudno pogodzić się z tym, że od pieniędzy ma zależeć to, czy będzie mi dane wygrać z rakiem! Proszę, pomóż mi walczyć o życie! - opowiada Agnieszka Kulenty z Gąsior.

Podajemy link do zbiórki pieniędzy, które pomogą uratować życie pani Agnieszki. Na koncie jest na razie 20 tys.zł, potrzeba 72. tys. https://www.siepomaga.pl/agnieszka-kulenty?fbclid=IwAR0Wm36_Jp4NImGfBmbwyt6Q78Xjc7Bg_xbVwl3oGks6z1QaV6NQd7nGY0w

 



Młodziutka Maja Chmiel, koleżanka córki kobiety postawiła zorganizować z młodymi ludźmi także akcję pomocy.  - Prosimy bu rozpropagować  akcję zbiórki pieniędzy dla Pani Agnieszki Kulenty, która zorganizowałam na grupie Pomocny Łuków. Na grupie wystawiamy różne rzeczy do licytacji, z czego cały dochód zostaje przekazany na konto Pani Agnieszki. Może znajdą się wśród czytelników ludzie, którzy zechcą Nam w tym pomóc - mówi Maja. 

 

- Wszystko się zaczęło od tego, kiedy kilka dni temu temu zobaczyłam na facebook zbiórkę dla Pani Agnieszki. Okazało się że jest to mama mojej koleżanki. Na początku wlacilam drobna kwotę aby jej pomóc. Później stwierdziłam że w sumie dlaczego by nie pomóc jej bardziej, nie zorganizować czegoś większego. No i tak powstał pomysł zorganizowania zbiórki pieniędzy poprzez licytacje. Jeszcze tego samego dnia napisałam do Marysi (córki Pani Agnieszki) co ona na to, czy się zgodzi na coś takiego, jej odpowiedź była dla mnie tylko sygnałem do wystartowania z ta akcja. Następnego dnia wysłałam wiadomości do kilku firm, jeszcze tego samego dnia była odpowiedź że pomogą, a są nimi dwa salony fryzjerskie i salon kosmetyczny. Mam nadzieję że na tym się nie skończy, i że inne firmy bądź osoby prywatnechca wspomóc nas w tej akcji. Nigdy niewiadomo kiedy nas może spotkać tragedia, i kiedy to nasze zdrowie bądź życie będzie zależne od pieniędzy innych.