Reklama

Reklama

Białka - wieś sprawiedliwa wśród narodów świata

Opublikowano: 29 lipca 2017 09:04
Autor: Zbigniew Smółko

UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:

Przeczytaj również:

Kultura Cały świat słyszał o Jedwabnem, jako o miejscowości, gdzie banda degeneratów pomogła Niemcom zamordować żydowskich sąsiadów. Białka k. Parczewa powinna być równie znana, ale z odwrotnego powodu: tu za pomoc Żydom i sowieckim partyzantom 7 grudnia 1942 roku ponad setka mężczyzn poszła na rozstrzelanie. 

Reklama

Lasy Parczewskie w czasie wojny były idealnym schroniskiem dla wszelkiego rodzaju uchodźców. To jest autentyczna głusza. Nawet dzisiaj to tylko niedźwiedzi brakuje, bo wilki są... W czasie wojny nie było utwardzonych dróg, żeby wejść do centrum lasu trzeba było znać ścieżki między bagnami. Nikt tu się nie zapuszczał - opowiada nadleśniczy dr Mirosław Potapiuk, miłośnik lokalnej historii. 

Nielegalne miasteczko

W roku 1942 schronienia w leśnych ostępach zaczęli szukać przede wszystkim Żydzi, którzy uciekali z okolicznych gett i transportów. Mieszczące jednorazowo nawet do tysiąca osób obozowisko miało wszelkie cechy miasteczka; mieszkańcy zajmowali się rzemiosłem, produkując buty czy ubrania, które wymieniali z okolicznymi chłopami na jedzenie czy lekarstwa. Stąd popularna nazwa "Bazar". Kontakt między społecznościami utrzymywała dość wąska grupa osób, znająca leśne ścieżki. Jednak o tym, że w lesie jest żydowskie osiedle, wiedział w okolicy absolutnie każdy. Drugą grupą zaludniającą gęstwinę byli partyzanci. Oprócz Polaków i Żydów byli to w dużej liczbie uciekinierzy z obozów jeńców sowieckich, m.in z podbialskiego Kaliłowa. Partyzantka AK-owska pojawiła się dopiero pod koniec okupacji, w latach 1942- 43 w lasach dominowali Sowieci i bliska im Gwardia Ludowa. "Bazar" znajdował się pod militarną opieką oddziału Fiodora Kowalowa, jednak z pewnością swoje długotrwałe istnienie zawdzięczał życzliwości, dyskrecji i odwadze polskich i rusińskich mieszkańców okolicznych wsi, z Białką na czele.

Zagłada "Bazaru"

Niemcy oczywiście mieli jakieś informacje o leśnym obozie, jednak nie na tyle szczegółowe, żeby podjąć konkretną akcję militarną. Niestety, każde Termopile mają swojego Efialtesa, jedna kanalia znajdzie się między najprzyzwotszymi. Na początku grudnia 1942 Niemcy uzyskali donos i przewodnika. Po wojnie nikogo w tej sprawie nie skazano, jednak po masakrze w Białce wiele palców wskazało w tą samą stronę: wdowy i sieroty gotowe były motykami zabić jednego z sąsiadów, który miał wydać Bazar i w efekcie doprowadzić do hitlerowskiej zemsty.

Niemcy na teren leśnego schroniska wtargnęli 5 grudnia. Do wykrytych ziemianek wrzucano granaty, do uciekających pruto z broni maszynowej. W miejsca, gdzie była obawa zaminowania albo postawienia oporu najpierw wganiano przyprowadzonych na miejsce mieszkańców okolicznych wsi. Pojmanych Żydów rozstrzeliwano na miejscu. Udało się zabić kilkaset osób. Część ocalała, przynajmniej do kolejnej wiosny. Całość uświadomiła Niemcom jedno: funkcjonowanie tak dużej osady nie było możliwe bez wsparcia okolicznych wsi. Hitlerowcy podejrzewali, że co najmniej kilka osób musiało dostarczać do Bazaru żywność. Nie mieściło się im w głowach, że pomagało kilkadziesiąt, jeśli nie kilkaset. Pierwsze kroki w dochodzeniu skierowano do Białki.

Po co przyszli Niemcy

Nie znamy szczegółowego uzasadnienia niemieckiej akcji. Niektórzy twierdzą, że ponoć kilka dni wcześniej w okolicy zaginął 10-osobowy niemiecki patrol, co zwykle było wystarczającym powodem do pacyfikacji, jednak jest to wiadomość wysoce niepewna. Wieś, dotychczas niespecjalnie niepokojona przez okupantów, stała się obiektem ich zainteresowania dwa dni po akcji na Bazarze. 7 grudnia przed południem Niemcy i własowcy (poddani sowieccy, którzy przystąpili do hitlerowców) otoczyli wieś i wszystkich mieszkańców zgonili do szkoły. We wsi było w tym czasie kilku partyzantów, ale ci sprawnie odskoczyli w las. Na miejscu masakry znaleźli się sami mieszkańcy. Najpierw oddzielono kobiety od mężczyzn, potem odesłano również starców i dzieci. Kilka osób uratowały znajomości - uszedł kowal wraz z synem, bo Niemcy często korzystali z jego usług. Hitlerowcy najpierw próbowali się czegoś dowiedzieć.

Zamknąć gęby chłopaki!

W szkolnej kancelarii zaczęły się przesłuchania. Niemcy domagali się, by ktoś wreszcie powiedział, kto z mieszkańców pomaga Żydom i partyzantom. Jednak nikt nie nie zaczął sypać.  - Zamknąć gęby chłopaki! - dobry przykład dawał swoim sołtys wsi. Hitlerowcy wobec takiej postawy byli bezradni, reagowali wściekłością. Oficer wybiegł przed budynek i krzyczał: "Alles Banditen! (Wszyscy bandyci!)." Dokonywane równolegle przeszukanie zabudowań ujawniło w zabudowaniach Bułtowiczów ukrywającą się młodą Żydówkę. Przyprowadzono ją na plac szkolny i tam zastrzelono. Z grupy mężczyzn wyłuskano również samych Bułtowiczów i ich też zabito. Być może dopiero wtedy zapadła decyzja o masowej egzekucji. Nie zachował się żaden niemiecki dokument. Nie wiemy, kiedy zapadła decyzja o egzekucji, czy bezpośrednim jej powodem była sprawa zaginionych żołnierzy czy zemsta za pomoc Żydom i partyzantom. 

Leżeli między zabitymi

Opisy samej egzekucji różnią się nieco w szczegółach. Z pewnością pierwszą grupę ustawiono piątkami i poprowadzono w kierunku pobliskiego jeziora, prosto pod lufy ckmów. Kiedy pozostali zorientowali się, co się dzieje, zbili się w tłum, do którego mordercy otworzyli ogień. Niektórzy próbowali uciekać, ale zdołali postawić tylko kilka kroków. Rannych dobijali oficerowie z broni krótkiej. Boskim cudem sześciu osobom udało się przeżyć. Włodzimierz Kondracki wspominał po 25 latach: "... Po pierwszej serii odruchowo upadłem, choć kula mnie nie dosięgła. Po drugiej serii na mnie upadło dwóch, co za mną stali z tyłu. Ranni jęczeli. Niemcy chodzili i strzelali do nich z pistoletu w tył głowy. Podczas dobijania rannych otrzymałem dwa postrzały, ale wciąż zachowywałem się tak, jakbym nie żył.."

W innym kręgu piekła były rodziny ofiar

Część małych dzieci zostało w domach. - Przyszedł Niemiec, zobaczył, że jest nas w chałupie dziewięcioro. Zajrzał do szuflady w kredensie, zobaczył, że jest tam 9 jajek. Popatrzył jeszcze raz na nas i wyszedł. Nawet jajek nie wziął...- relacjonuje jeden z mieszkańców, który w 1942 roku miał kilka lat. Kobiety i dzieci w czasie egzekucji zamknięte były w budynku szkoły. Znakomicie słyszały strzały i krzyki mordowanych synów, mężów, braci i ojców. Wieczorem wieś kobiet, starców i dzieci musiała odebrać ciała i rozpocząć przygotowania do pochówków. Trzy dni później w kierunku parafialnego cmentarza w Parczewie ruszył potwornie długi kondukt. Trochę krótszy do Sosnowicy, 14 prawosławnych ofiar złożono w Uhninie. 

Co się naprawdę wydarzyło - komentarz

Cały świat zna nazwy Jedwabnego, Radziłowa, Wąsoszy, jako miejsc, gdzie najgorsze męty w ramach narodu polskiego dopuściły się, ramię w ramię z Niemcami, zbrodni przeciwko swoim sąsiadom Żydom. Białka, niewielka wieś na pograniczu Podlasia i Polesia, położona w środku bagien, na pograniczu etnicznym, kulturowym i religijnym, powinna być symbolem czegoś zupełnie innego. Nie, nie bohaterstwa. Nie nadzwyczajnych cnót. Przecież żaden z zabitych, żadna z wdów nie tęsknili, nie byli gotowi, umierać za sprawę pomocy żydowskim czy sowieckim uciekinierom. Nie było tam heroizmu. Była zwykła przyzwoitość. Normalne bycie człowiekiem.

UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ - Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM.

e-mail
hasło

Nie masz konta? ZAREJESTRUJ SIĘ Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

Komentarze (0)

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.