Źródłem problemu okazała się ferma Laerco w belgijskim Geel. To właśnie z jaj pochodzących z tego gospodarstwa belgijskie służby powiązały duże ognisko salmonellozy. Do tej pory potwierdzono co najmniej 306 zachorowań. Belgijskie dane wskazują, że część chorych wymagała hospitalizacji, a rzeczywista liczba zakażeń może być jeszcze wyższa, ponieważ łagodne przypadki nie zawsze trafiają do statystyk.
Sprawa nabrała tempa w sierpniu. Belgijskie służby rozpoczęły kolejne działania związane z wycofywaniem jaj, a 12 sierpnia do unijnego systemu RASFF trafiło powiadomienie oznaczone jako poważne. RASFF pozwala organom państw Unii szybko przekazywać sobie informacje o produktach, które mogą stanowić zagrożenie dla zdrowia. Polska znalazła się wśród ośmiu państw wymienionych w dokumentacji dotyczącej dystrybucji jaj.
I właśnie ten szczegół wywołał najwięcej pytań. Czy skażone jaja rzeczywiście trafiły nad Wisłę?
GIS przeprowadził postępowanie wyjaśniające. Ustalenia okazały się uspokajające. Wskazany w systemie odbiorca z Polski nie zajmuje się handlem żywnością i nie podlega nadzorowi Państwowej Inspekcji Sanitarnej. Firma działa w zupełnie innej branży, a kilka opakowań jaj kupiła w belgijskim sklepie na własne potrzeby. Produkty nie trafiły do sprzedaży w Polsce. Potwierdzenie w tej sprawie przekazał także Główny Inspektorat Weterynarii, który ustalił, że zakwestionowane jaja nie trafiły do zakładów pozostających pod jego nadzorem.
To ważne rozróżnienie. Sam fakt pojawienia się Polski w RASFF nie oznacza, że skażone jaja znalazły się na półkach polskich sklepów. System rejestruje informacje o potencjalnych kierunkach dystrybucji i pozwala służbom szybko sprawdzić, czy zagrożony produkt rzeczywiście dotarł do konsumentów.
Problem pozostaje jednak poważny w Belgii. Służby powiązały zachorowania z jajami produkowanymi przez Laerco, a kolejne działania doprowadziły do zamknięcia fermy i likwidacji znajdującego się tam drobiu. Według belgijskich informacji skażone produkty trafiały również do Luksemburga. W obiegu mogła znaleźć się duża liczba jaj, dlatego belgijskie służby apelowały do konsumentów o sprawdzenie posiadanych produktów.
Jeśli ktoś kupował takie jaja w Belgii, powinien zwrócić szczególną uwagę na oznaczenia wybite bezpośrednio na skorupce. W komunikatach wskazano cztery kody: 2-BE-1073-01, 2-BE-1073-02, 2-BE-1073-03 oraz 2-BE-1073-04. W przypadku ich znalezienia nie należy spożywać produktu ani próbować oceniać jego bezpieczeństwa po wyglądzie czy zapachu. Salmonella nie musi zmieniać wyglądu ani aromatu jaj.
Dla osób kupujących jaja w Polsce najważniejsza informacja brzmi więc: na ten moment nie ma potwierdzenia, że skażone partie z belgijskiej fermy trafiły do polskiej sprzedaży. Alarm RASFF uruchomił kontrolę, a polskie służby sprawdziły wskazanego odbiorcę. Okazało się, że za polskim adresem w systemie krył się prywatny zakup kilku opakowań w Belgii, a nie transport jaj do polskiego handlu.
Nie oznacza to jednak, że warto lekceważyć informacje o salmonelli. Bakteria może powodować biegunkę, gorączkę, bóle brzucha i inne objawy zatrucia pokarmowego. Szczególną ostrożność przy przygotowywaniu jaj powinny zachować osoby z grup bardziej narażonych na ciężki przebieg zakażenia.
Ta historia pokazuje też, jak szybko jeden produkt może uruchomić europejski system kontroli. Informacja o potencjalnym zagrożeniu przechodzi między państwami, a służby sprawdzają kolejne ogniwa łańcucha dostaw. Tym razem polski trop okazał się ślepą uliczką. Dla konsumentów oznacza to przede wszystkim jedno: alarm był realny, ale polski rynek nie został nim objęty.
Komentarze (0)
Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.