Śledczy dowodzą, że w styczniu 2024 roku w Przytocznie, w gminie Jeziorzany (pow. lubartowski) podczas domowej libacji Kamil P. chwycił za kanister rozcieńczalnika, polał jego zawartością goszczącego u niego 26-letniego Wojciecha M., a potem podpalił zapalniczką.
Mężczyzna momentalnie stanął w płomieniach. Wszyscy uczestnicy libacji wybiegli na zewnątrz, a pokrzywdzony rzucił się na śnieg, by ugasić płonącą na nim odzież. 26-latek doznał poważnych obrażeń, jak się później okazało - poparzeniu uległo wtedy ponad 40 proc. jego ciała.
Gdy w końcu pokrzywdzonemu udało się wrócić do rodzinnego domu (śledczy dowodzą, że Kamil P. zastraszał pokrzywdzonego i uniemożliwiał mu przez pewien czas opuszczenie domu), wezwano do niego służby ratunkowe. 26-latek trafił na oddział oparzeniowy szpitala w Łęcznej. Jego stan był coraz cięższy. Po niespełna dwóch miesiącach zmarł.
Proces Kamila P. ruszył we wrześniu 2024 roku w Sądzie Okręgowym w Lublinie. Jest oskarżony o zabójstwo ze szczególnym okrucieństwem. 32-latek w sądzie nie przyznał się do popełnienia tej zbrodni.
Podczas jednej z rozpraw, jako dowód w sprawie, odtwarzano nagranie z monitoringu, który zarejestrował fragmenty dantejskich scen z Przytoczna. Widać na nich, jak ogarnięty płomieniami Wojciech M. rzuca się w zaspę śniegu, by ugasić swoje płonące ciało. Pozostali uczestnicy spotkania bezczynnie się przyglądali. Nikt nie zadzwonił po pomoc. Ale to nie był koniec gehenny pokrzywdzonego 26-latka.
Sprawa wciąż nie została rozstrzygnięta. Kamilowi P. grozi dożywocie.
Komentarze (0)
Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.