Pana Paska podlaskie przypadki: Pijacka awantura w Konstantynowie

kultura Nie nudzili się żołnierze Stefana Czarnieckiego, kiedy na trzy niedziele przed Zielonymi Świątkami AD 1660 stanęli w Kozieradach czyli dzisiejszym Konstantynowie. Jeden z oficerów, autor "Pamiętników", pan Jan Chryzostom Pasek, nieco wypiwszy, jednej nocy chcąc nie chcąc, trzy razy przeciw kolegom oficerom musiał do szabli stawać...

Zbigniew Smółko

Opublikowano: 21 lipca 2018 07:18 | Aktualizacja: 21 lipca 2018 07:18

Wojsko pod Kozieradami gromadziło się na wieść, że oddziały zbierają też Rosjanie. Pisze Pasek, że było ich niewiele - ot, wszystkiego 6000. Opis postoju na Południowym Podlasiu zaczyna się niewinnie: podziwia sarmacki kronikarz, jak sprawnie trznadel sobie gniazdko uwił i młode wysiadywał. Rychło przechodzi jednak do bardziej dynamicznej historii. (...) panowie Nuczyńscy, pili u brata swego ciotecznego, u pana Marcyjana Jasińskiego, towarzysza naszego; mnie też tam był zaprosił na tę ucztę pan Jasiński. Bodejby jej nie było! Dopiwszy tedy mocno, począł mi Nuczyński wielkie dawać okazyje (czyli szukać zaczepki - ZS). Ja lubom tak był pijany, jak i oni, rzekę do Jasińskiego: "Panie Marcyjanie, nie miałeś mię tu Wszeć po co prosić, kiedy przyczyny dają i miodem oblewają". Nie chcąc się angażować w awanturę pan Pasek próbował wrócić do swojego namiotu, ale starszy z braci Nuczyńskich nie dał mu spokoju. Mimo, że pan Jan namawiał, by raczej bić się nazajutrz po trzeźwemu i poza obozem, z konieczności wobec pijackiego uporu musiał dobyć szabelki. A że szermierz był sprawny, rychło ciął przeciwnika w szyję. Jako drugi przybiegł młodszy Nuczyński, ale i z tym sobie Pasek poradził. Kiedy dobiegła reszta biesiadników, jeszcze sam Jasiński poczuł się w obowiązku bronić ranionych krewniaków. Mimo mediacji postanawiają iść za rzeczkę pod las, by tam sprawę rozstrzygnąć. Jasiński, w czasie przechodzenia przez kładkę, uderza z tyłu w głowę Paska, co tego tylko rozjusza."A, milczkiem to kąsasz, pogański synu!" - krzyczy Pasek i staje do walki. Mimo, że Jasiński szermierz był w pojedynkach wprawiony, tym razem szczęście jest przy kronikarzu. Nie dość, że przeciwnika obala, to jeszcze płazem szabli zadaje mu serię ciosów, bolesnych nie tyle na ciele, co na honorze. (...)Mnie zaś P. Bóg w ten dzień w oczywistej swojej miał protekcyjej, kiedy mię zachował od szwanku, z trzema mężami pojedynkując. A nie z żadnego to stało się męstwa, ale tylko z tego, że Bóg na niewinność moję respektował (...) Wiele takich pamiętam przykładów, że "zawsze ten przegraje, kto przyczynę daje"(..). 

Musiał jednak Nuczyńskim zapłacić Pasek po 600 zł, zaś Jasiński, jako że uchybił obowiązkom gospodarza, musiał takąż kwotę dać brzeskim bernardynom i jeszcze trzy niedziele stać w kościele w pancerzu i z szablą w garści...

Ciekawostką jest fakt, że jednym z wymienionych w relacji świadków owej awantury był niejaki Mikołaj Skrzetuski. Oficer ten zasłynął przekradnięciem się w 1649 roku z oblężonego Zbarażą do króla Jana Kazimierza. Z racji na ten czyn uważany jest za pierwowzór pana Jana Skrzetuskiego, bohatera "Ogniem i mieczem".

 

Pan Jan Chryzostom Pasek z Gosławic herbu Doliwa był najwybitniejszym polskim barokowym kronikarzem. W "Pamiętnikach" szczegółowo, z dużym zmysłem obserwacyjnym, poczuciem humoru i talentem gawędziarza opisuje swoje barwne życie, spędzone w dużej części na wojnach w służbie Rzeczypospolitej. W 1660 zawitał także na Podlasie do Kozierad, czyli dzisiejszego Konstantynowa

Komentarze (0)

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.