To pierwsza część rozmowy z dr hab. Maciejem Münnichem, profesorem Katolickiego Uniwerstytetu Lubelskiego i ekspertem ds. Bliskiego Wschodu o trwającej aktualnie wojnie Izraela i Stanów Zjednoczonych z Iranem. Kolejne części w piątek i sobotę (5 i 6 marca).
Skala uderzenia na Iran ze strony Izraela i Stanów Zjednoczonych jest dla Pana zaskoczeniem?
Było widać ewidentnie, że Izrael i Stany Zjednoczone szykują dużą operację. Nie ściąga się dwóch lotniskowców po to, żeby wysłać potem z nich pięć samolotów. Nie dokonuje się też przebazowania bardzo wielu samolotów ze Stanów Zjednoczonych przez Europę na Bliski Wschód bez powodu. Skala ataku nie jest więc dla mnie zaskoczeniem.
To, co jest bardziej interesujące, to pytanie o to, jak długo Iran będzie w stanie próbować odpowiadać na te ataki? Bo to, że nie jest w stanie powstrzymać ataków izraelskich i amerykańskich, jest oczywiste. Rozmawiamy piątego dnia wojny i Irańczycy nie zastrzelili ani jednego samolotu wroga. To dobrze pokazuje dysproporcję sił. Lotnictwo irańskie nie istnieje, obrona przeciwlotnicza w praktyce jest stłumiona i uderzenia w cele w całym Iranie są już dla Izraela i Stanów Zjednoczonych niemal dowolne. Trudno się spodziewać, żeby Iran był w stanie to powstrzymać w jakikolwiek sposób. Odpowiedź Iranu, czyli ostrzał rakietowy, będzie coraz mniej intensywny.
Każda wyrzutnia, która wyjedzie ze schronu, wystrzeli pociski i nie zdąży się natychmiast ukryć, za chwilę zostanie zniszczona. Nad Iranem cały czas krążą drony zwiadowcze, które koordynują ataki.
Iran ma narzędzia militarne, żeby odpowiedzieć dotkliwie, choćby Izraelowi?
Iran ma to, co już pokazał. Najgroźniejsze są rakiety balistyczne, szczególnie jeśli uda się ich wystrzelić odpowiednio dużo, żeby przeciążyć obronę przeciwlotniczą Izraela. Przy czym z każdym kolejnym dniem będzie to dla Iranu coraz trudniejsze. Oczywiście, problemem dla drugiej strony będzie też wyczerpywanie się przeciwrakiet. Bo tak naprawdę w większym zagrożeniu są w tej chwili państwa arabskie nad Zatoką Perską niż sam Izrael, ponieważ są dużo bliżej Iranu. Rakiet krótszego zasięgu Iran ma oczywiście dużo więcej i łatwiej jest mu je wystrzelić, mają one krótszą drogę do celu, więc mniej jest też czasu na ich zestrzelenie.
Jest dla Pana zaskoczeniem tak szybkie fizyczne wyeliminowanie Ajatollaha Chameneiego przez Izrael i Stany Zjednoczone?
Z tego co wiemy, to był powód przyspieszenia operacji - wywiad izraelski doniósł o spotkaniu Ajatollaha Chameneiego z grupą najwyższych doradców, ludzi odpowiedzialnych za obronę. Przyznał to nawet prezydent Donald Trump, mówiąc, że Amerykanie nie byli ewakuowani z państw Zatoki Perskiej, bo rozpoczęcie operacji było dość nagłe. Obie strony były już przygotowane do walki, ale sama decyzja o ataku zapadła na niedługo przed uderzeniem, które nastąpiło w sobotę rano, 28 lutego. Zresztą, to jest nietypowe, bo pierwszy atak najczęściej następuje w nocy, szczególnie jeśli któraś ze stron ma przewagę technologiczną. Łatwiej jest w nocy atakować, bo strona broniąca się ma wtedy utrudnione wykrywanie środków napadu powietrznego, jak to się ładnie mówi. Tymczasem atak Izraela i Stanów Zjednoczonyh nastąpił o ósmej rano, już w blasku dnia, więc to najprawdopodobniej było uwarunkowane właśnie wspomnianym spotkaniem. To też było pierwsze uderzenie w ramach tej wojny - w samego Chameneiego, stąd uwieńczone, jeśli tak można powiedzieć, powodzeniem.
CZYTAJ TAKŻE: Maciej Münnich (KUL): Obecnie Strefa Gazy to jest po prostu śmiertelna pułapka [ROZMOWA]
Izrael otwarcie twierdzi, że Iran jest dla niego egzystencjalnym zagrożeniem, głównym wrogiem. Co natomiast skłoniło Donalda Trumpa do zaangażowania się w takim stopniu w tę operację?
Chęć wykorzystania momentu. Moim zdaniem protesty w Iranie z grudnia i stycznia przekonały go, że władza w Iranie jest słaba, że nie cieszy się aż tak dużym poparciem, jak by się mogło wydawać i to jest dobry moment, żeby spróbować ją zmienić. I to zresztą podał jako główny powód ataku w pierwszym ośmiominutowym nagraniu w dzień wybuchu wojny.
Amerykanie rozgrywają szachy na dużej szachownicy geopolitycznej. Z ich perspektywy głównym konkurentem oczywiście nie jest Iran, tylko Chiny. Wyeliminowanie najpierw Wenezueli, a teraz Iranu - jako potencjalnych sojuszników Chin - w ewentualnym przyszłym dużym starciu z Chinami jest dla Amerykanów tylko plusem. Jeżeli uda się w Iranie doprowadzić do przejęcia władzy przez osoby, które będą w stanie się porozumieć ze Stanami Zjednoczonymi, to będzie to bardzo dobra pozycja wyjściowa dla Amerykanów. W takiej sytuacji Iran będzie państwem, które do tej pory było Amerykanom wrogie, a teraz staje się w najgorszym wypadku neutralne, a może nawet przyjazne, a jeszcze przy okazji można zrobić tam jakiś biznes. Jeżeli ten plan maksymalny nie zostanie zrealizowany, to Amerykanie liczą przynajmniej na osłabienie i zniszczenie zdolności militarnych Iranu na tyle, by nie stanowił on już zagrożenia - by w ewentualnym dużym konflikcie nie odgrywał znaczącej roli. Czy dojdzie w Iranie do zmiany władz na takie, które by były z perspektywy Stanów Zjednoczonych przychylniejsze, to się dopiero okaże.
Na razie mamy pogłoski o tym, że następcą rahbara, czyli najwyższego przywódcy, ma być jego syn, Mojtaba Khamenei. No i to jest wersja hiperkonserwatywna. On jest twardszy niż ojciec. Rozwój wydarzeń pokazuje, że ta opcja wygrywa w Iranie. Świadczy o tym ostrzeliwanie przez Iran państw arabskich - nie tylko amerykańskich baz wojskowych, ambasad czy konsulatów, ale również cywilnych instalacji w państwach arabskich, takich jak rafinerie i porty. Symboliczny dla mnie był atak na port w Omanie, który jest państwem neutralnym i pośredniczył w rozmowach irańsko-amerykańskich. Był to atak nie na bazę, ale na port morski. To dowodzi, że w Iranie decydują w tej chwili ci najtwardsi, mówiący: "będziemy walczyć do końca ze wszystkimi". To oznacza przeciąganie się wojny i jeszcze większe straty, przede wszystkim po stronie irańskiej, która tak naprawdę jest bez szans na zwycięstwo.
Komentarze (0)
Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.