To druga część rozmowy z dr hab. Maciejem Münnichem, profesorem Katolickiego Uniwerstytetu Lubelskiego i ekspertem ds. Bliskiego Wschodu o trwającej aktualnie wojnie Izraela i Stanów Zjednoczonych z Iranem. Pierwszą część opublikowaliśmy w czwartek (5 marca), trzecią opublikujemy w sobotę (7 marca).
Czy program nuklearny Iranu to tylko taki pretekst dla Stanów Zjednoczonych i Izraela?
Z perspektywy Izraela to był bardzo wygodny argument, żeby nie powiedzieć straszak wobec całego świata: "zobaczcie, ci szaleni ajatolachowie za chwilę będą mieli bombę atomową, musimy temu zapobiec!". Trzeba jednak pamiętać, że Izrael tak mówił od lat 80-tych. I tak przez 40 lat... Gdyby Iran naprawdę chciał mieć broń atomową, to mógł ją już mieć. Trzeba pamiętać, że Ajatollah Chamenei wydał fatwę (opinia wysokiego uczonego-teologa muzułmańskiego, wyjaśniająca kontrowersję - przyp. red.) mówiącą, że broń atomowa jest haram, czyli zabroniona w świetle prawodawstwa muzułmańskiego, ponieważ zabija i winnych, i niewinnych. I to była opinia Chameneiego, który właśnie zginął.
Iran setkami pocisków i dronów ostrzeliwuje tereny państw arabskich znajdujących się w jego sąsiedztwie, m.in. Arabii Saudyjskiej, Zjednoczonych Emiratów Arabskich czy Kuwejtu. Jaka jest reakcja tych państw na to zdarzenie?
Ona jest stopniowalna, tak jak i ten ostrzał. W ciągu pierwszych dwóch dni Iran atakował rzeczywiście tylko bazy amerykańskie. Oczywiście, były sytuacje, że zestrzelona rakieta spadała na hotel czy inne obiekty cywilne. I też były głosy ze strony irańskiej, bardziej umiarkowanej, czyli np. ministra spraw zagranicznych Abbasa Araghchiego, który mówił, że atakują wyłącznie bazy amerykańskie i one są uprawnionym celem jako irańska odpowiedź.
Natomiast mniej więcej od poniedziałku, 2 marca, jesteśmy świadkami ataków na instalacje cywilne o znaczeniu strategicznym, czyli właśnie rafinerie, porty, tankowce. To jest eskalacja ze strony Iranu. Więc tak jak powiedziałem, tutaj chyba ta, nazwijmy to umownie, twardogłowa część establishmentu, to ona w tej chwili decyduje. Jest to pewne zaskoczenie dla mnie, ponieważ pierwszoplanową rolę w Iranie odgrywa w tej chwili Ali Laridżani, czyli przewodniczący Najwyższego Komitetu Bezpieczeństwa, który był postrzegany jako pragmatyczny polityk. Wydawało się, że on nie będzie dążył do eskalacji, a to właśnie on powiedział: "żadnych negocjacji ze Stanami Zjednoczonymi!". W odróżnieniu od Araghchiego, który powiedział, że jeśli ustaną ataki, to Iran wróci do stołu negocjacyjnego.
Widać pęknięcie po stronie irańskiej. Widać, że tam są różne nurty i jest pytanie, które wezmą górę.
Donald Trump powiedział do Irańczyków: „Gdy skończymy, przejmijcie władzę. Będzie do wzięcia. To prawdopodobnie będzie wasza jedyna szansa na pokolenia”. Czy w Iranie rzeczywiście są takie siły wewnętrzne na tyle mocne, by przejąć władzę od Ajatollahów?
To jest myślenie życzeniowe. Opozycji, która by chciała obalić Islamską Republikę, tak zorganizowanej, żeby mogła to zrobić, nie ma w Iranie. Oczywiście, mamy mnóstwo obywateli irańskich niezadowolonych z tych rządów, natomiast co charakterystyczne, nie mamy jakiejś wielkiej fali protestów w tej chwili w Iranie. Włączenie się w protesty teraz będzie postrzegane przez znaczną część współobywateli jako zdrada, jako współudział w agresji, wsparcie Izraela i Stanów Zjednoczonych. Bardziej bym się spodziewał przejęcia władzy przez bardziej umiarkowanych przywódców z kręgu obecnej władzy, tym bardziej, że Izrael i Stany Zjednoczone prowadzą politykę fizycznej eliminacji tych najbardziej "twardogłowych". To będzie taki, powiedziałbym, dialog. Przykładem jest minister obrony narodowej - zginął już drugi, który raptem był tym ministrem przez trzy dni.
Wszyscy widzieliśmy zdjęcia i nagrania z Dubaju, gdzie płonęły hotele w wyniku uderzenia irańskich dronów, unieruchomione zostało też tamtejsze lotnisko. Jak zdarzenia z ostatnich dni wpłyną na wizerunek Dubaju, który uchodził za ultrabezpieczne biznesowe centrum tej części świata?
Straty są liczone w miliardach dolarów. Nie ze względu na spadające rakiety, tylko na zerwane kontrakty. Ze względu na obawy, czy to jest dobre miejsce do inwestowania, czy to jest dobry hub lotniczy do przesiadek, na przykład w lotach do Azji. Na pewno bardzo cieszy się z tego zamieszania Stambuł. Myślę, że akcje Turkish Airlines mogą za chwilę pójść w górę.
Komentarze (0)
Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.