Medycynę miał we krwi od dziecka. Dziś stoi na czele zespołu ratującego życie w lubelskim szpitalu

Opublikowano: Aktualizacja: 
Autor:

Medycynę miał we krwi od dziecka. Dziś stoi na czele zespołu ratującego życie w lubelskim szpitalu - Zdjęcie główne
Autor: Lek Bartosz Kijewski | Opis: Lek. Bartosz Kijewski

reklama
Udostępnij na:
Facebook
Z LublinaBartosz Kijewski, kardiolog inwazyjny z USK nr 4 w Lublinie i koordynator zespołu LU-PERT, na co dzień ratuje życie pacjentów z ostrą zatorowością płucną bez otwierania klatki piersiowej. Opowiada o kulisach swojej pracy, wyzwaniach współczesnej medycyny oraz swoich marzeniach.
reklama

Lekarze z USK nr 4 przy ul. Jaczewskiego wykonali pierwsze zabiegi w ramach funkcjonowania specjalnego zespołu lekarskiego PERT z wykorzystaniem nowego systemu. Umożliwia on mechaniczne usunięcie skrzeplin z tętnic płucnych. Tym samym medycy ratują serce i płuca bez otwierania klatki piersiowej. Do takiego zabiegu konieczna jest odpowiednia kwalifikacja pacjentów. Jest ona możliwa właśnie dzięki działającemu w szpitalu multidyscyplinarnemu zespołowi ekspertów ds. ostrej zatorowości płucnej (PERT), która należy do najczęstszych przyczyn zgonów z powodu chorób układu sercowo-naczyniowego.

- Tworzenie w szpitalach interdyscyplinarnych zespołów PERT umożliwiających szybką, wielodyscyplinarną ocenę pacjentów i sprawne podejmowanie decyzji dotyczących leczenia jest rekomendowanym przez Europejskie Towarzystwo Kardiologiczne rozwiązaniem organizacyjnym w opiece nad pacjentami z ciężką zatorowością płucną - podkreślał wówczas USK Nr 4 w Lublinie - Niemal każdy istniejący tego typu zespół ma swoją unikalną nazwę.

reklama

W szpitalu przy ul. Jaczewskiego zespół LU-PERT tworzą lekarze kardiologii inwazyjnej, intensywnej opieki kardiologicznej i kardiochirurdzy Uniwersyteckiego Centrum Kardiologii i Kardiochirurgii kierowanego przez prof. dr n. med. Andrzeja Głowniaka. W razie potrzeby gotowi do działania są także radiolodzy zabiegowi, pulmonolodzy, anestezjolodzy i lekarze innych specjalizacji.

Koordynatorem LU-PERT, a zarazem lekarzem Klinicznego Oddziału Kardiologii Inwazyjnej USK nr 4 jest Bartosz Kijewski.  

- To, że zostanę lekarzem, wiedziałem właściwie od zawsze. Pochodzę z rodziny lekarskiej, oboje moi rodzice są lekarzami, dlatego medycyna była obecna w moim życiu od najmłodszych lat. Dorastałem w otoczeniu, w którym zawód lekarza był czymś naturalnym, a rozmowy o medycynie stanowiły część codzienności. Myślę, że właśnie dlatego nigdy na poważnie nie rozważałem innej drogi zawodowej. Nie pamiętam nawet konkretnego momentu, w którym postanowiłem zostać lekarzem - opowiada.

reklama

Inaczej było z wyborem specjalizacji. Na początku studiów myślał o ginekologii, później coraz bardziej interesowała go anestezjologia. Wszystko zmieniło się podczas stażu podyplomowego. Trafił na oddział kardiologii w USK nr 4 w Lublinie. - Kardiologia spodobała mi się na tyle, że ostatecznie spędziłem na niej praktycznie cały staż - wspomina.

Ogromna rola technologii

Zdaniem naszego rozmówcy kardiologia, a szczególnie kardiologia inwazyjna, jest jedną z tych dziedzin medycyny, w których postęp technologiczny jest wyjątkowo szybki.

- Paradoksalnie, jednym z największych wyzwań jest właśnie nadążanie za tym rozwojem i umiejętne wykorzystywanie nowych technologii w codziennej praktyce - zauważa lekarz. - Moja praca w szpitalu w dużej mierze związana jest z wykonywaniem zabiegów kardiologii inwazyjnej. Zajmuję się m.in. leczeniem choroby wieńcowej, diagnostyką nadciśnienia płucnego, w tym cewnikowaniem prawego serca, a także zabiegowym leczeniem pacjentów z ciężką zatorowością płucną. W niektórych przypadkach, zamiast klasycznej operacji chirurgicznej, możemy przez niewielkie nakłucie naczynia wprowadzić specjalistyczne cewniki i za ich pomocą usunąć materiał zatorowy z tętnic płucnych. Jeszcze nie tak dawno możliwości takiego leczenia były znacznie bardziej ograniczone.

reklama

W tego rodzaju zabiegach technologia odgrywa ogromną rolę. Współczesna kardiologia inwazyjna korzysta z zaawansowanych systemów obrazowania, takich jak ultrasonografia wewnątrznaczyniowa czy optyczna koherentna tomografia, urządzeń do precyzyjnego podawania kontrastu oraz aparatury pozwalającej oceniać parametry hemodynamiczne, czyli m.in. ciśnienia i przepływy krwi w układzie krążenia.

Wszystko to wymaga odpowiedniej wiedzy, doświadczenia i umiejętności dostosowania techniki zabiegu do konkretnego pacjenta. To szczególnie ważne w sytuacjach nagłych, kiedy stan chorego jest krytyczny, a decyzje muszą być podejmowane bardzo szybko.

Wyzwaniem pozostaje jeszcze dostępność specjalistycznego sprzętu i materiałów. Coraz większą rolę zaczyna odgrywać też sztuczna inteligencja, która może wspierać medyków w analizie badań obrazowych i interpretacji danych medycznych. Jednak, jak wskazuje doktor Kijewski, nawet najbardziej zaawansowana technologia nie zastąpi doświadczenia lekarza i jego umiejętności podejmowania decyzji.

Sztuczna inteligencja

Gdzie za 5-10 lat będzie dziedzina medycyny, którą się zajmuje?

- Wystarczy spojrzeć na to, jak wyglądała medycyna dziesięć czy dwadzieścia lat temu, żeby uświadomić sobie, jak ogromny postęp dokonał się w tym czasie. Zabiegi, które wykonujemy dzisiaj, często znacząco różnią się od tych sprzed kilkunastu lat. Dysponujemy coraz lepszym sprzętem, nowymi technologiami i rozwiązaniami, które pozwalają nam leczyć pacjentów skuteczniej i bezpieczniej.

Zdarza się, że spotykamy się w gronie specjalistów po zaledwie kilku miesiącach i okazuje się, że pojawiły się już nowe możliwości terapeutyczne, nowe urządzenia albo zupełnie inne podejście do wykonywania określonych zabiegów. Jestem przekonany, że za kolejne dziesięć lat kardiologia będzie wyglądała inaczej niż dzisiaj - ocenia lekarz.

Ogromną rolę odegra w tym wszystkim sztuczna inteligencja. - Praktycznie co kilka tygodni obserwujemy pojawianie się nowych możliwości i coraz bardziej zaawansowanych modeli. Myślę, że w najbliższych latach AI stanie się jednym z najważniejszych narzędzi wspierających lekarzy, zarówno w diagnostyce, jak i podejmowaniu decyzji terapeutycznych - argumentuje Bartosz Kijewski.

Nie spodziewa się jednak, by sztuczna inteligencja zastąpiła lekarza. I wyjaśnia, że medycyna to nie tylko analiza danych i stawianie rozpoznań. To również doświadczenie, umiejętność oceny konkretnej sytuacji klinicznej, kontakt z drugim człowiekiem, a przede wszystkim odpowiedzialność za podejmowane decyzje.

- AI popełnia błędy, podobnie zresztą jak my, lekarze. Dlatego tak ważne będzie umiejętne i krytyczne korzystanie z jej możliwości - podkreśla. - Uważam, że dobra sztuczna inteligencja w rękach dobrego lekarza będzie niezwykle potężnym narzędziem. Nie chodzi o to, żeby technologia myślała za nas, ale żeby pomagała nam analizować więcej informacji, dostrzegać rzeczy, które moglibyśmy przeoczyć, i podejmować trafniejsze decyzje. Myślę, że właśnie w tym kierunku będzie zmierzać współczesna medycyna.

Najpierw fundamenty!

W swojej pracy nasz rozmówca spotyka wielu pacjentów, którzy przez długi czas ignorowali niepokojące objawy lub odkładali wizytę u lekarza. - Niestety, zdarza się, że tacy pacjenci trafiają do szpitala dopiero wtedy, kiedy dochodzi do poważnych powikłań, takich jak zawał serca, udar mózgu czy ostra zatorowość płucna - opowiada.

- Problem polega na tym, że nawet jeśli uda nam się skutecznie przeprowadzić zabieg i uratować pacjentowi życie, nie zawsze jesteśmy w stanie odwrócić wszystkie następstwa choroby. Dobrym przykładem jest zawał serca. Możemy udrożnić zamkniętą tętnicę wieńcową i przywrócić przepływ krwi, ale jeśli doszło już do nieodwracalnego uszkodzenia mięśnia sercowego, pacjent może przez kolejne lata zmagać się z niewydolnością serca. Pojawia się duszność, męczliwość, obrzęki, ograniczenie codziennej aktywności. To wszystko wpływa nie tylko na długość życia, ale przede wszystkim na jego jakość.

Dlatego istotne jest wczesne rozpoznawanie chorób, ale również zapobieganie ich rozwojowi. Tym bardziej że wiele schorzeń przez długi czas nie daje objawów. 

- Często nie mamy świadomości, że coś złego dzieje się w naszym organizmie. Warto więc regularnie kontrolować ciśnienie tętnicze, poziom glukozy i lipidogram, nawet jeśli czujemy się zupełnie zdrowi - zaznacza specjalista. - Nie możemy też zapominać o podstawach, czyli aktywności fizycznej, odpowiedniej diecie, utrzymywaniu prawidłowej masy ciała i zdrowym stylu życia. Czasami mam wrażenie, że w dobie coraz bardziej zaawansowanej medycyny zapominamy o tych najprostszych rzeczach. Lubię porównywać to do budowania domu. Przecież nikt nie zaczyna od dachu. Najpierw trzeba zadbać o solidne fundamenty. W medycynie jest tak samo. Nowoczesne leki, skomplikowane zabiegi i zaawansowane technologie są niezwykle ważne, ale fundamentem naszego zdrowia pozostaje profilaktyka.

Dlatego radzi pacjentom, by nie bali się lekarza i nie odkładać diagnostyki na później. - Bo w medycynie nie chodzi wyłącznie o to, żeby żyć jak najdłużej, ale również o to, żeby jak najdłużej żyć w dobrym zdrowiu.

Szpital to nie fabryka

W trakcie swojej dotychczasowej kariery lekarz pracował w publicznych szpitalach, placówkach prywatnych posiadających kontrakt z NFZ, dużych sieciach medycznych świadczących usługi komercyjne, a teraz prowadzi również własny gabinet. 

- Praca w publicznym systemie ochrony zdrowia daje przede wszystkim możliwość kontaktu z bardzo szeroką grupą pacjentów. Trafiają do nas ludzie z różnych środowisk, niezależnie od ich sytuacji materialnej, z chorobami zarówno powszechnymi, jak i bardzo rzadkimi, często w ciężkim stanie. Szczególnie na początku kariery jest to ogromna wartość. Pozwala zdobyć doświadczenie kliniczne, którego nie da się zastąpić samą wiedzą teoretyczną. Oczywiście współczesna medycyna prywatna również oferuje coraz szerszy zakres diagnostyki i leczenia, w tym zaawansowane zabiegi - uważa lekarz.

Według niego największym problemem systemu świadczeń finansowanych przez NFZ jest jego biurokratyzacja. 

- Mam też pewien problem z coraz silniejszym traktowaniem publicznych szpitali jak przedsiębiorstw, które mają przede wszystkim bilansować swoją działalność. Rozumiem, że finanse są ważne i każda placówka musi funkcjonować w określonych realiach ekonomicznych. Uważam jednak, że podstawowym celem publicznego szpitala powinno być zabezpieczenie potrzeb zdrowotnych społeczeństwa, a nie wynik finansowy. Być może warto byłoby zastanowić się nad rozwiązaniami, które zmniejszyłyby koszty funkcjonowania takich placówek, chociażby poprzez preferencyjne warunki zakupu energii czy odpowiednie rozwiązania podatkowe. Nie możemy przecież oczekiwać od szpitala, że będzie działał dokładnie tak samo, jak zwykłe przedsiębiorstwo - mówi.

Medycyna prywatna ma z kolei swoje zalety, ale również pułapki.

- Często mówi się, że daje lekarzowi większą niezależność. Z mojego doświadczenia wynika, że nie zawsze jest to prawda. Pracując w dużych sieciach medycznych, również podlegamy określonym zasadom, normom i oczekiwaniom organizacyjnym. Trzeba pamiętać, że prywatne placówki są przedsiębiorstwami, których jednym z podstawowych celów jest osiąganie zysku. I nie ma w tym niczego złego, dopóki względy ekonomiczne nie zaczynają dominować nad dobrem pacjenta i jakością pracy lekarza. Niestety, z mojego doświadczenia wynika, że nie zawsze udaje się zachować tę równowagę - podkreśla.

Przyznaje także, że prawdziwą niezależność zawodową poczuł dopiero wtedy, kiedy otworzył własny gabinet. 

- Odpowiadam nie tylko za diagnostykę i leczenie, ale także za organizację gabinetu, dokumentację medyczną, kwestie techniczne i administracyjne - wymienia lek. Kijewski. - Dla przykładu, mimo że prowadzę gabinet komercyjny, korzystam z rozwiązań umożliwiających wystawianie recept refundowanych uprawnionym pacjentom i prowadzę elektroniczną dokumentację medyczną, a wymagane informacje o wizytach przekazuję do systemu P1. Wiąże się to z dodatkowymi obowiązkami i formalnościami, które potrafią pochłaniać zaskakująco dużo czasu. A przecież jest to zaledwie niewielki fragment wszystkich obowiązków związanych z prowadzeniem gabinetu. Robię to jednak świadomie, ponieważ zależy mi, żeby pacjent miał dostęp do swojej dokumentacji, wiedział, jak przebiega jego diagnostyka i leczenie, a także mógł korzystać z przysługującej mu refundacji leków.

To dwa różne światy

Jak z perspektywy praktyka wygląda zderzenie wyobrażeń ze studiów z rzeczywistością pracy w szpitalu?

- To są dwa zupełnie różne światy. Pamiętam, że podczas studiów medycyna wydawała mi się niezwykle trudna. Ogrom materiału do opanowania, kolejne egzaminy, nieprzespane noce i chwile zwątpienia, których chyba doświadcza większość studentów medycyny. Wtedy trudno było mi sobie wyobrazić coś bardziej wymagającego - wspomina lekarz. -  Dzisiaj, patrząc z perspektywy czasu, mogę powiedzieć, że studia były jednak pewnego rodzaju spacerkiem w porównaniu z rzeczywistością pracy lekarza. Największą różnicą jest odpowiedzialność. Na studiach przede wszystkim zdobywamy wiedzę, natomiast w pracy musimy nauczyć się ją wykorzystywać, często pod presją czasu i w sytuacjach, w których nasze decyzje mają bezpośredni wpływ na zdrowie i życie drugiego człowieka.

Ogromnym wyzwaniem jest kontakt z pacjentem.

- Mam wrażenie, że podczas studiów poświęcano temu stosunkowo niewiele uwagi. Oczywiście mieliśmy zajęcia z komunikacji, ale ogrom wiedzy medycznej, którą musieliśmy przyswoić, sprawiał, że to właśnie na niej skupialiśmy się najbardziej. Tymczasem w codziennej praktyce umiejętność rozmowy z drugim człowiekiem okazuje się równie ważna, jak wiedza medyczna. Nie byłem też przygotowany na to, jak bardzo praca w szpitalu, szczególnie dyżury, potrafi wpływać na życie poza nim - nie ukrywa lek. Kijewski. 

Nie oznacza to jednak, że studia są mniej ważne. Wręcz przeciwnie, stanowią fundament całej późniejszej pracy. W jego opinii im solidniejsze przygotowanie teoretyczne, tym łatwiej odnaleźć się w rzeczywistości klinicznej.

- Oczywiście medycyna jest pracą zespołową, zawsze możemy skonsultować się z bardziej doświadczonym kolegą czy poprosić o pomoc. Jednak bez mocnych podstaw znacznie trudniej podejmować samodzielne decyzje i rozwiązywać problemy, z którymi spotykamy się każdego dnia. Myślę, że studia uczą nas przede wszystkim medycyny, natomiast dopiero praca w szpitalu uczy nas, co tak naprawdę oznacza bycie lekarzem - stwierdza.

Warto mieć marzenia

Co jest dla naszego rozmówcy zawodowym marzeniem, którego nie udało mu się jeszcze zrealizować?

- Przede wszystkim nie udało mi się jeszcze zrobić doktoratu - mówi ze śmiechem lek. Bartosz Kijewski. - To jeden z tych celów, które od dłuższego czasu mam na swojej liście, ale ciągle brakuje mi czasu na jego realizację. Wziąłem na siebie sporo obowiązków zawodowych, a praca naukowa wymaga systematyczności, zaangażowania i przede wszystkim czasu. Mam jednak nadzieję, że uda mi się w końcu doprowadzić ten projekt do końca.

Marzy mu się również coraz większa niezależność zawodowa. 

- Chciałbym mieć także realny wpływ na kształcenie kolejnych pokoleń lekarzy. Już dziś prowadzę zajęcia ze studentami i daje mi to dużo satysfakcji. W przyszłości chciałbym również wychować swoich następców, młodych lekarzy, którym będę mógł przekazać nie tylko wiedzę i doświadczenie, ale także sposób myślenia o medycynie, podejście do pacjenta i wartości, które sam uważam za ważne w naszym zawodzie - mówi. - Bardzo chciałbym, żeby kiedyś ktoś powiedział o mnie, że byłem jego nauczycielem. Że pomogłem mu rozwinąć skrzydła, znaleźć własną drogę zawodową i stać się dobrym lekarzem. Myślę, że byłaby to dla mnie jedna z największych form zawodowego spełnienia. Bo ostatecznie sukcesem nie jest tylko to, co sami osiągniemy, ale również to, co uda nam się przekazać kolejnym pokoleniom.

Prywatnie związany z powiatem radzyńskim 

Lekarz jest związany z powiatem radzyńskim. Z tych okolic pochodzi jego żona. To tutaj znajduje się jej rodzinny dom, tutaj mieszkają teściowie medyka.

- Tutaj staramy się przyjeżdżać, kiedy tylko pozwalają nam na to obowiązki. Można powiedzieć, że dzięki żonie zyskałem nie tylko drugą rodzinę, ale również drugie miejsce, do którego lubię wracać. Z biegiem czasu te okolice stały mi się naprawdę bliskie. Początkowo przyjeżdżałem tu przede wszystkim ze względu na rodzinę, ale z każdym kolejnym pobytem coraz bardziej doceniałem również samo  miejsce, jego atmosferę i ludzi. Dzisiaj te wyjazdy są dla mnie czymś więcej niż tylko rodzinnymi odwiedzinami. To okazja, żeby na chwilę zwolnić, oderwać się od zawodowych obowiązków i spędzić czas z najbliższymi - podkreśla. - Bardzo lubię tamtejszy krajobraz, wszechobecną zieleń, lasy i spokój, którego często brakuje w dużym mieście. Chętnie spacerujemy, jeździmy po okolicy, odkrywamy kolejne miejsca. 

I dodaje, że w jego pracy na co dzień wszystko dzieje się szybko, często pod presją czasu. Dlatego szczególnie docenia możliwość spędzenia weekendu bez pośpiechu, w otoczeniu przyrody i bliskich. Jak jeszcze zaznacza -  ceni sobie mieszkańców mniejszych miejscowości, ich pracowitość, bezpośredniość i przywiązanie do rodziny.

- Mam ogromny szacunek szczególnie do ludzi, którzy ciężko pracują, często od wczesnego rana, i dla których praca jest naturalną częścią codziennego życia. Jest w tym pewna autentyczność, którą bardzo lubię - mówi le. Bartosz Kijewski. - Uważam też, że mniejsze miejscowości mają swój niepowtarzalny, trochę romantyczny charakter. Życie płynie tam innym rytmem, a rzeczy, na które w codziennym pośpiechu często nie zwracamy uwagi, nabierają większego znaczenia. Nie pochodzę z powiatu radzyńskiego, ale dzięki mojej żonie i jej rodzinie nie jest to już dla mnie obce miejsce. Z czasem stało się częścią również mojej rodzinnej historii. I myślę, że właśnie to najlepiej opisuje moją więź z tym regionem.

reklama
reklama
Artykuł pochodzi z portalu lublin24.pl. Kliknij tutaj, aby tam przejść.
Udostępnij na:
Facebook
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ

Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM

e-mail
hasło

Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

reklama
Komentarze (0)

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.

Wczytywanie komentarzy
reklama
reklama
logo