Ja wiem, że w pierogi to my Lubelszczyźnie jesteśmy najlepsi, ale zobaczmy, jak to robią w Uzbekistanie. A dobrze robią.
Ciasto:
500 gramów mąki tortowej
120 ml ciepłej wody
100 ml jogurtu albo kefiru
łyżka oleju
szczypta soli
Farsz:
400 gramów mielonej baraniny albo wołowiny
pół cebuli
3 ząbki czosnku
kolendra
sól,
grubo mielony pieprz
Zaczynamy od przygotowania ciasta. Trochę różni się od naszego klasycznego pierogowego, choć jeśli zrobimy takie, to też będzie dobrze. Różnica polega na dodaniu jogurtu albo kefiru (od Kaukazu na wschód dodaje się go do większości ciast). Czyli: przesiewamy na stolnicę 500 gramów mąki tortowej, robimy na środku wgłębienie i wlewamy ok. 120 ml ciepłej wody. Mieszamy na początku szpatułką, a jak się wystudzi - rękami. Potem dodajemy ok. 100 ml jogurtu, łyżkę oleju, szczyptę soli i ugniatamy na sprężyste (po naciśnięciu wracające do swojego kształtu) ciasto. Formujemy kulę, zawijamy w folię i na pół godziny do lodówki.
Mięso to tradycyjnie baranina, ale może być też wołowina. Raczej tłuste niż jakieś śmiertelnie chude. Po cichu Wam powiem, że jak zrobicie z indyka, to też nie grzech. Grzech to wieprzowina: Uzbecy to muzułmanie. Mielimy grubo, przyprawiamy na ostro czosnkiem, kminem rzymskim, potartą cebulą, solą, grubo mielonym pieprzem i kolendrą.
Ciasto rozwałkowujemy cieniutko, ma być świat widać. Wielkość może być rozmaita: jadałem maleńkie jak uszka, ale i takie wielkości gruzińskich chinkali. Ja wyciąłem swoją foremką do pierogów (9 cm średnicy), ale potem jeszcze lekko rozciągnąłem. Formowanie może być dość dowolne. Tradycyjnie przypominają sakiewkę z czterema "graniami" do szczytu, mogą być bardziej kuliste. A jak odruchowo pozlepiasz jak polskie, to też będzie dobrze.
Gotujemy na parze. Możemy użyć specjalnego garnka, ale jeśli nie, to można zaimprowizować, rozwieszając nad garnkiem z gotującą się wodą chustę z gazy. Zresztą, na Lubelszcyźnie, w krainie wszelkich parowańców i pampuchów, każdy na pewno jakiś patent ma. Pamiętamy, żeby miejsce sklejenia pierożków było na górze. Jak długo? Ponieważ nasze manty i garnki mogą być różnej wielkości, to po prostu najpierw zrobić trzeba porcję testową. 5-10 minut.
Jak się podaje? W towarzystwie sosów. Na pewno musi się w oddzielnej miseczce znaleźć dobra, kwaśna śmietana. W drugiej jogurt zaprawiony czosnkiem i ziołami (w tym miętą), w trzeciej coś z pomidorami i papryką, taki bardziej na ostro.
Zwykle znikają do ostatniego, ale jeżeli jakimś cudem Ci zostały, to spokojnie można zamrozić. Można i tak, i tak, ale chyba lepiej surowe niż ugotowane.
Jest jeszcze sposób, żeby pójść na skróty. Można manty zrobić bez zawijania. Patent dla leniuszków. Otóż: takie jednoporcjowe kulki z naszego mięsnego farszu rozkładamy bezpośrednio na suchej patelni. Mieści się sześć - siedem sztuk. Każdą po prostu przykrywamy i otulamy od góry i boków krążkiem z ciasta, zostawiając po bokach "falbanki". Przez minutę - dwie podsmażamy, a potem wlewamy pół szklanki wrzącej wody albo jakiegoś wywaru, tyle tylko, żeby przykryło dno i miało co parować. Patelnię przykrywamy, zmniejszamy ogień i czekamy kilka minut. I tyle.
Zbigniew Smółko
Więcej przepisów znajdziesz ( TUTAJ)
Zobacz również: Przepisy Czytelników
Komentarze (0)
Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.