Od razu zastrzegam - spotkałem się z sytuacją, że w rozmaitych zakątkach lokalnie określeniem "bliny" nazywa się kilka czasem dość odległych od siebie potraw. Są bliny ziemniaczane (też rozmaite: Litwini tak nazywają placki ziemniaczane nafaszerowane mięsem...), są bliny wyłącznie z mąki pszenicznej smażone w głębokim oleju (czyli w zasadzie "pampuchy") itd. My skoncentrujemy się wersji najbardziej klasycznej, wywodzącej się z kuchni rosyjskiej i białoruskiej, czyli na blinach gryczanych. W Rosji mają one pewne znaczenie obrzędowe - podaje się je m.in. na dobrą wróżbę matce w połogu, ale też i na stypach. Mimo że pozornie to danie arcyproste, wyrastające z kuchni ludowej, często na wschodzie natrafiamy na nie na wykwintnych przyjęciach - wtedy obowiązkowo z drogimi dodatkami.
Nie ma też jednego, jedynie słusznego przepisu - niektórzy będą się upierać, że ma być tylko mąka gryczana, inni dodadzą żytniej albo pszenicznej, ktoś tam zechce do ciasta dodawać śmietanę itd. Ale na razie robimy z samej gryczanej, dobrze? "Następną razą" będziecie Łaskawi Państwo modyfikować.
zaczyn: 50 gramów mąki, 100 ml wody, 30 gramów drożdży świeżych
ciasto: zaczyn, 350 gramów mąki gryczanej, 100 ml wody, 100 ml mleka, łyżeczka cukru, łyżka oleju albo roztopionego masła, łyżeczka soli
do smażenia 2 łyżki masła, 1 oleju
dodatki: kwaśna śmietana, wędzona ryba, ewentualnie kawior
Jak sama nazwa wskazuje, robotę zaczynamy od zaczynu. W miseczce rozprowadzamy razem łyżkę mąki, 100 ml wody i 30 gramów drożdży świeżych albo ok. 5 gramów suszonych. Odstawiamy na kwadrans, aż wystartują. Potem odmierzamy ok. dwóch szklanek mąki gryczanej (350 gramów) i po pół szklanki mleka i wody (można tylko mleka, woda może być gazowana). Dodajemy nasz zaczyn, łyżkę oleju, łyżeczkę cukru i starannie mieszamy. Można w malakserze. Kiedy już będzie jednolite, dodajemy łyżeczkę soli. Ciasto powinno być luźne, ledwie nieco gęstsze niż na naleśniki. Odstawiamy je w ciepłe miejsce na godzinę, aż podwoi swoją objętość. Można też odstawić je w miejsce chłodne - trwa to dłużej, ale wszystkie niemal ciasta drożdżowe dają lepsze rezultaty przy wolniejszym wyrastaniu w niskich temperaturach.
Smażymy na niewielkiej ilości masła z olejem. Placki powinny być wielkości mniej-więcej dłoni i na patelni nieco wyrosnąć. Co do czasu smażenia zachęcam Państwa do zbadania tego eksperymentalnie - ważne, żeby z zewnątrz były chrupiące, a w środku delikatne. Ja przewracam na drugą stronę chwilę przedtem, zanim wierzchnia warstwa się zetnie.
Jemy bezpośrednio po usmażeniu, gdyż wystudzone twardnieją, robią się gumowate i tracą wtedy wiele ze swojego uroku. Jeżeli więc usmaży nam się (samo!) więcej, niż jesteśmy w stanie zjeść, kilka godzin można przechować je ułożone w garnku w lekko nagrzanym piekarniku. Ale najlepszym rozwiązaniem jest przestawić surowe ciasto do lodówki - z powodzeniem może stać nawet dwa dni.
Dla niektórych wielką zaletą blinów będzie fakt, że jeśli są zrobione wyłącznie z mąki gryczanej - nie zawierają one glutenu.
Podawać możemy ze wszystkim, co nam przyjdzie do głowy. Klasyczna, moskiewska wersja to ze śmietaną i kawałkami wędzonej ryby - najlepiej łososia albo np. bieługi czy jesiotra. Zamiast albo obok może pojawić się kawior. Może oczywiście być śledź w różnych wersjach. Przeważnie Moskale podają też schłodzoną wódkę, ale tej w ogóle nie zalecam.
Można też oczywiście zrobić bliny na słodko i podać je ze słodką śmietaną i owocami albo z konfiturą.
Zbigniew Smółko
Komentarze (0)
Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.