Młody bób wystarczy pogotować dosłownie przez minutę albo dwie w osolonym wrzątku, a jeszcze lepiej na parze. Nie róbmy tego za długo: nie chcemy, żeby nam się rozpadł. Lekko przestudzony łatwo rękami obieramy.
Sos
500 gramów surowego bobu
100 gramów suszonych pomidorów w oliwie
100 ml śmietany 30
masło, oliwa
sól, pieprz, czosnek, suszone oregano
Bób tworzy doskonałą parę z suszonymi pomidorami pokrojonymi w paseczki. Rozgrzewamy więc na patelni odrobinę masła, dodajemy nieco oliwy (albo olej spod rzeczonych pomidorów), wrzucamy na to bób i pomidory, do tego odrobinę soli, natki pietruszki i posiekanego czosnku. Razem przez chwilę podgrzewamy i dodajemy nieco słodkiej śmietanki 30 albo - bo to w gruncie rzeczy podobny skutek - solidną łyżkę serka mascarpone.
Ale makaron zróbmy sobie sami. Proponuję tagliatelle. Grubość po ugotowaniu to około 2 mm, szerokość 0,8 cm. A co będzie, jeśli zrobimy szersze albo węższe? Nic strasznego, a nawet same fajne rzeczy wyjdą: jeśli pokroisz cieniej - to będzie fettuccine, jeżeli grubiej - papardelle. Też nieźle.
makaron tagliatelle
500 gramów mąki 00
5 średnich jajek
sól
ewentualnie kilka łyżek wody
W ramach akcji "mechanizacja w domu i zagrodzie" wymyślono rozmaite maszynki do produkcji makaronu, które mają różne opcje wałkowania, sprasowywania, a potem nawet cięcia do odpowiednich formatów. Jakoś nigdy się do nich nie przekonałem. Zawsze odnosiłem wrażenie, że więcej potem energii i czasu trzeba poświęcić na ich domycie i konserwację. Jak mawiał największy polski filozof XX wieku Kaźmierz Pawlak z Krużewnik (a w istocie z Gnojna na północnej Lubelszczyźnie...): "Wymyślili te durackie maszyny, bo siły w ręcach nie mieli!".
Porządny włoski makaron wyjść może tylko z mąki typu 00. Na szczęście jest już ona obecna w każdym niemal sklepie, często bywa opisywana jako "do pizzy".
Proporcja jest prosta: na 100 gramów mąki jedno jajko i płaska łyżeczka wody. Wszystko w temperaturze pokojowej. Kiedy składniki się wstępnie wymieszają, dajemy odrobinę soli - nie po to, żeby posolić, a żeby podkręcić smaki. Wyrabiamy rękami, aż uzyskamy zwarte, jednorodne, elastyczne, poddające się formowaniu ciasto. Jeżeli będzie za twarde, nie będzie się przyjemnie uginać pod rękami - jeszcze kropelka wody. Kiedy już jesteśmy zadowoleni z efektu, owijamy kulę ciasta folią i odkładamy na 40 minut do lodówki.
Potem zaś wyciągamy stolnicę, podsypujemy mąką i wałkujemy na grubość około 1-1,5 mm. Czyli ma być świat widać. Odkładamy, żeby obeschło, jeżeli mamy możliwość, to można powiesić arkusz na chwilę, jak pranie, ja mam specjalny kij w kącie spiżarni... Kiedy już na powierzchni są suche, zwijam plaster w rulon i ostrym nożem wycinam makaron. Szerokość pasków nieco mniej niż centymetr.
Gotowanie zupełnie klasyczne. W dużym garnku zagotowujemy litr wody na każde 100 gramów gotowego makaronu. Kiedy zabulgoce, to solimy i zmniejszamy ogień, wrzucamy nasze paseczki. Gotujemy krócej niż suszony sklepowy, mniej-więcej 3 minuty. Uwaga - wyjmujemy taki dość mocno al dente, bo jeszcze będzie miał chwilę, żeby "dojść" z sosem na patelni, a najgorsze, co może się zdarzyć, to miękka klucha.
I wielki finał, grande finale: kilka łyżek wody spod gotowania makaronu przerzucamy na patelnię i mieszamy do uzyskania jednolitej emulsji. Przerzucamy makaron do sosu, mieszamy - żeby każdy kawałek był oblepiony - i podajemy.
Zbigniew Smółko
Komentarze (0)
Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.