Może to i niespecjalnie "wyględne" (u Państwa też się tak mówi: że jak ktoś brzydal to "niewyględny"?), ale za to dobre i ponoć bardzo zdrowe (przede wszystkim mnóstwo kolagenu!). Dodatkowym atutem jest cena - za kilogram zapłaciłem osiem złotych. Czyli obiad "za dychę".
Robota prosta. Działamy.
80 dkg żołądków indyczych
10 dkg wędzonej słoniny
2 średnie cebule
marchewka
pietruszka
litr bulionu warzywnego
liść laurowy, ziele angielskie, pieprz
200 ml śmietany
łyżka mąki
Każdy żołądek kroimy w plasterki, wcale nie muszą być specjalnie cienkie ani nawet identycznego kształtu. Zwykle płuczę je już pokrojone w zimnej wodzie, żeby sprawdzić, czy nie zostały tam jakieś niepożądane drobiny, ale to tak bardziej z nadgorliwości. Osuszam papierowym ręcznikiem.
Można oczywiście użyć jakiegoś dobrego roślinnego oleju, ale swoją ulubioną wersję przygotowuję na świeżo wytopionym tłuszczu z wędzonej słoniny. Kroję ją w plasterki tak, żeby potem w całym gulaszu jej kawałki pozostały zauważalne. Kiedy na patelni jest już sporo rozpuszczonego, wrzucam dwie pokrojone w kostkę cebule. Do tego trochę ziela angielskiego, liścia laurowego i świeżo zmielonego pieprzu. Z solą na razie bardziej niż ostrożnie - swoje oddała słonina, słony też będzie wywar. Gdy cebula zmieni kolor na złoty, wrzucam mięso. Ponieważ chcę, żeby szybko cała dobroć zamknęła się w środku, w tym momencie na chwilę podnoszę temperaturę. Obsmażam z każdej strony, aż zacznie się rumienić.
W tym momencie zaczynamy duszenie. Są przeróżne szkoły i pomysły w narodzie. W naszym przepisie postaramy się, żeby na pierwszym planie pozostał mięsny, kolagenowy smak żołądków, więc nie przesadzimy ani z dodatkami, ani ilością przypraw. Bo w wersji "na bogato" to można np. dusić w białym winie albo wrzucić dużo intensywnych warzyw: seler naciowy, dodać sporo papryki itd. Dobre to i piękne, ale umówmy się, że następnym razem, ok?
Więc na razie dodajemy tylko garść potartej na grubo marchewki i tyleż pietruszki oraz litr bulionu z warzyw. Może być z kostki? Od biedy może, ale taki trochę mocniejszy niż zwykle. Dodajemy go w kilku porcjach, tak, żeby mięso z cebulą i marchewką było tylko ledwie przykryte. Zmniejszamy ogień, jak się da, do poziomu "ledwie mruga", przykrywamy i zostawiamy tak na półtora - dwie godziny. Zaglądamy co jakiś czas, czy nam się nie wygotowało i, w razie czego, dodajemy wywar. Dopiero na tym etapie ostatecznie sprawdzamy, czy nie trzeba dodać soli.
Ostatnią operacją jest zabielenie i zagęszczenie naszego gulaszu. Potrzebować będziemy śmietany - zasadniczo 30, ale jeśli sterczy nam w lodówce 18 "do zup i sosów" to też może być. Przelewamy ją do miseczki i dodajemy łyżkę mąki. Starannie rozprowadzamy tak, żeby nie było najmniejszych nawet grudek. Teraz hartowanie: żeby mieć stuprocentową pewność, że po wlaniu do garnka nam się nie zwarzy (czyli zbije się w kluchowate grudki), bierzemy kilka łyżek płynu z patelni i wmiksowujemy je w naszą śmietanę, potem jeszcze kilka i dopiero całość dodajemy do gulaszu. Lekko mieszamy i jeszcze chwilę dusimy razem.
Podać to możemy w zasadzie na każdy sposób. Potraktować jako gęstą zupę albo sos mięsny. Pasuje w zasadzie do wszystkiego: tłuczonych ziemniaków z wody, kaszy gryczanej czy nawet pieczywa. Świetnym uzupełnieniem będą kiszone ogórki albo pikle.
Oczywiście podobnie można działać z żołądkami kaczymi, gęsimi i kurzęcymi.
Zbigniew Smółko
Więcej przepisów znajdziesz ( TUTAJ)
Zobacz również: Przepisy Czytelników
Komentarze (0)
Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.