Najważniejszym składnikiem będzie ser feta. Genialny grecki (ale przekonałem się, że świetny mają też w Bułgarii...) produkt wytwarzany z mleka owczego, przeważnie z dodatkiem koziego. Po ścięciu sezonuje się go w solance, najpierw w temperaturze pokojowej, potem coraz niższej. W tym czasie zachowuje swoją śnieżnobiałą barwę, nabiera specyficznego smaku i kruchości. Najczęściej spotykamy go w popularnej sałatce "greckiej", ale z najlepszym skutkiem można fetę smażyć albo - serdecznie Państwu polecam, najłatwiejsza i bardzo przyjemna rzecz - upiec pokrojony w plastry i polany miodem.
300 gramów sera feta albo "typu feta"
150 gramów twarożku
50 gramów jogurtu greckiego
dwie łyżki oliwy
czosnek, tymianek
W sklepach musimy uważać: czasem spotkamy o wiele tańsze zamienniki, zwykle opisane jako ser "typu feta" albo "ser sałatkowy typu greckiego". Z reguły wyprodukowany jest wyłącznie z mleka krowiego, bywa, że z dodatkiem substancji wybielającej. Jest mniej intensywny w smaku, pozbawiony charakterystycznej ostrości serów owczych i kozich. Jego jedynym wyraźnym atutem jest, mniej więcej o połowę, niższa cena. Mimo tych różnic jednak często zdarza mi się je w pełni świadomie kupić, zwłaszcza kiedy mój kucharski pomysł zakłada, że będę go używał jako składnika jakiejś bardziej skomplikowanej receptury. Ale oczywiście Grekom się do tego nie przyznaję.
Feta należy do grupy serów miękkich, ale jest dość zwarta, łatwo kroi się w plastry. My dziś jednak spróbujemy zrobić z niej mięciutką pastę. Możemy posłużyć się w tym celu widelcem, ale przecież łatwiej i bardziej dokładnie będzie poszaleć z mikserem. Wkładamy do blendera 300 gramów fety i 150 gramów czegoś delikatniejszego: może być twarożek wiejski, mi akurat ostatnio trafiła się jakaś ricotta, można dodać też nieco jogurtu. No i oczywiście porządna łyżka jakiejś dobrej oliwy, która ułatwi miksowanie, zaokrągli smak i doda aromatu. Włączamy mikser, parę sekund i gotowe. Otrzymujemy jednolitą, puszystą, delikatną, napowietrzoną pastę. Oczywiście możemy po drodze smak wzbogacić o ulubione przyprawy. Na pewno czosnek, na pewno tymianek, może oregano, może suszone pomidory, skórka z limonki - co Państwu wyobraźnia podpowie. Uważamy tylko z solą - pamiętamy że feta swoje odleżała w solance.
Do tego dodatki. Proponuję podać je z kilkoma różnymi, pozwalając biesiadnikom samodzielnie decydować, co sobie nałożyć na talerz. Nie wyobrażam sobie jednak, żeby zabrakło wśród nich smażonych pomidorów. O tej porze najlepsze są te małe odmiany. Na patelni rozgrzewam kilka łyżek oliwy (śmiało!), na których przesmażam do zezłocenia czosnek. Zdejmuję go z patelni, zanim zacznie się przypalać i wszystko stanie się gorzkie. Na to połówki pomidorów i po chwili trochę soli i ziół. Trzy minuty i gotowe. Oprócz tego może być pieczona papryka, oliwki, prażone pestki dyni, kawałki pikantnej surowej papryki... To Wam ma smakować.
Zbigniew Smółko
Więcej przepisów znajdziesz ( TUTAJ )
Zobacz również: Przepisy Czytelników
Komentarze (0)
Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.